O piwie

Łaźnie piwne – już w Polsce!

Opublikowano: 21 maja 2013

Wraz z dynamicznie rozwijającą się w naszym kraju kulturą picia piwa, dostępne stają się u nas te piwne atrakcje, w poszukiwaniu których jeszcze do niedawna musieliśmy podróżować do innych, często odległych miejsc. Widać to chociażby na przykładzie do niedawna praktycznie nieznanych w naszym kraju łaźni piwnych, które w takich krajach jak Czechy i Niemcy od wielu lat są niezwykle popularne. Nie dziwi fakt, że i „na naszym podwórku”, gdzie wciąż sukcesywnie przybywa miłośników złotego trunku, atrakcja ta już zdążyła zyskać sobie grono zagorzałych wielbicieli.

Piwne SPA to nic innego jak kąpiel w drewnianej kadzi wypełnionej kompozycją drożdży, słodu i chmielu – składników, z których produkuje się piwo. Z uwagi na wartości odżywcze tej mieszanki (duża zawartość witamin i substancji mineralnych) od wieków wykorzystywano ją w medycynie naturalnej i w ziołolecznictwie. Kąpiel w balii wypełnionej wodą i kompozycją tych piwnych składników korzystnie wpływa na kondycję całego organizmu – poprawia krążenie, wpływa regenerująco na włosy i paznokcie, a także wygładza i ujędrnia skórę. Upiększające właściwości kąpieli piwnych wyjaśniają, dlaczego łaźnie nazywane są często piwnym SPA, a także czemu cieszą się takim zainteresowaniem pań.

Łaźnie piwne to nie tylko swoisty zabieg upiększający, ale także relaks i odprężenie, które zapewnia aromatyczność składników kąpieli, kameralność i klimatyczność pomieszczeń oraz – a może przede wszystkim – towarzysząca kąpieli degustacja najlepszych gatunków piw.  Odwiedzający łaźnie piwne  ulokowane przy małych browarach, takich jak browar Poziomka i browar Kaszebsko Koruna, mają niepowtarzalną okazję spróbować warzonych na miejscu trunków opartych na tradycyjnych recepturach. Natomiast w przypadku piwnych SPA znajdujących się w ofercie hoteli (m.in. w Piotrkowie Trybunalskim), kąpiel połączona jest zazwyczaj z degustacją dobrze znanych, często kultowych piw, takich jak Pilsner Urquell.  Te i inne miejsca w Polsce stopniowo stają się stałym punktem na mapie briofilów oraz wszystkich spragnionych nowych, ciekawych doznań.

image_pdfimage_print

O piwie

Szkło do piwa

Opublikowano: 20 maja 2013

Szklanka do piwa to najważniejszy element rytuału serwowania. Dobrze dobrana szklanka, pokal czy kufel sprawi, że piwo ukaże nam swoje najlepsze cechy – wszystkie smaki i aromaty będą dobrze zgrane i zbudują idealny profil smakowy. Jeżeli jednak wybierzemy szklankę przypadkowo, istnieje ryzyko, że zamiast cieszyć się smakiem dobrego piwa, otrzymamy coś, co być może nie będzie złe, jednak na pewno nie odkryje całego swojego sensorycznego potencjału. Jak zatem dobrać odpowiednią szklankę do piwa? Czy istnieją jakieś zasady, czy może kształt szklanki to tylko design i wyobraźnia projektanta? Chociaż nie wszyscy o tym wiedzą, prawda jest taka, że liczba typów szkła do piwa znacznie przewyższa wszystkie kieliszki, pokale i szklanki do wszystkich pozostałych alkoholi razem wziętych. Jak się w tym połapać? Oto skrócony przewodnik po piwnych naczyniach..

 

1. Klasyczny Lager

Gatunek ten serwujemy w prostych lub lekko rozszerzonych szklankach z cienkiego szkła. Lager pachnie jednoznacznie chmielem i słodem, dlatego szklanka nie musi zwężać się tulipanowo ku górze, by kumulować ulotne aromaty. Cienkie szkło sprawia, że podczas picia, przelewając się przez rant szklanki, piwo musuje delikatnie, podkreślając cechy orzeźwiające – bardzo istotne dla tego gatunku.

 

2. Weissbier

Piwo pszeniczne posiada wiele cech, które warunkują dobór odpowiedniego kształtu szklanki. Piwa tego typu doskonale się pienią, ich piana zaś to ważny element wizualny piwa. Dlatego szklanki do stylu Weissbier mają rozszerzoną czaszę w górnej części szklanki, co tworzy efektowną kulę z piany wieńczącą piwo. Zwężenie na górze szklanki kumuluje aromat, dzięki czemu jeszcze intensywniej odczuwamy typowe dla tego gatunku piwa nuty bananów, goździków i gumy balonowej.

 

3. Ale

Ale to angielskie piwo górnej fermentacji o zdecydowanym, silnym bukiecie. Owoce, chmiel, karmel i alkohol to tylko niektóre z nich. Tak aromatyczne piwa podaje się w prostych, otwartych szklankach z grubego szkła. Aromat uwalnia się wtedy całą powierzchnią szklanki i cieszy zmysły złożoną kompozycją. Grube szkło, z jakiego wykonana jest szklanka, nie powoduje dodatkowego wysycania podczas picia, dzięki czemu Ale jest stonowane i angielsko – spokojne w smaku.

 

4. Schwarzbier

Schwarzbier dzięki swoim kawowo – słodowym nutom nazywany jest piwem deserowym. Jest pełen aromatów, dlatego podajemy go w kielichu, który można podgrzać dłonią. W zależności od upodobań możemy trzymać go delikatnie za stopkę i pić zimnego jak mrożoną kawę lub objąć i podgrzać delikatnie, by poczuć orzechy, toffi i kakao. Delikatne rozszerzenie na górze kielicha pozwala eksponować kremową i gęstą pianę.

 

5. Piwa owocowe (np. Kriek)

Piwa owocowe to idealne letnie orzeźwiacze, których głównymi cechami jest lekkość smaku, przyjemny aromat i umiejętność gaszenia pragnienia. Dlatego szklanki do tych piw najczęściej przypominają te do long drinków. Fantazyjne przewężenia i zdobienia oraz delikatna forma nadają piwu elegancką oprawę i sprawiają, że nawet miłośnicy kolorowych drinków skłaniają się latem ku piwom owocowym. Co ważne, piwa owocowe, takie jak belgijski kriek, podaje się mocno schłodzone, dlatego najczęściej pokale, w jakich je serwujemy, posiadają stopkę – dzięki której delikatnie trzymamy szklankę i nie ogrzewamy piwa.

 

6. Pilzner Bohemski

Pilzner to jedno z niewielu piw, które w zależności od okazji wymagają różnych naczyń. Jeżeli chcemy delektować się bogatym aromatem pilznera i docenić jego bursztynowy kolor, wybieramy wąskie, delikatnie zwężane ku górze szklanki, które pozwalają uwolnić się stopniowo aromatom chmielowym, słodowym i estrowym. W sytuacji zaś, gdy mamy ochotę po prostu napić się doskonale goryczkowego piwa i poczuć prawdziwą radość piwosza, pijemy go z solidnego kufla z grubego szkła. Pewny chwyt za ucho, szeroka czapa piany i uderzenie zapachu chmielu sprawi, że poczujemy klimat czeskiej gospody.

 

7. Stout

Ten, kto pił stouta, wie, że nie sposób oprzeć się jego kremowej, gęstej pianie i czarnej, głębokiej barwie. Właśnie te walory piwa determinują rodzaj szklanki, w jakiej serwujemy ten gatunek. Szeroka, dość ciężka, z rozszerzoną górną częścią szklanka sprawia, że barwa stouta nabiera jeszcze większej głębi a piana, układając się w wysoką koronę, wieńczy piwo. Duża średnica szklanki jednocześnie powoduje uwalnianie aromatów kawy i gorzkiej czekolady, które są domeną tych irlandzkich piw górnej fermentacji.

 

8. Marcowe

Ten styl piwa to mocniejsza odmiana lagera. Piwo jest bursztynowe, trochę alkoholowe, karmelowe i zdecydowanie chmielowe. Szkło do marcowego zależy bardziej od okazji, w jakiej pijemy to piwo, niż od profilu smakowego. Marcowe bowiem to piwo warzone w marcu, by po kilkumiesięcznym dojrzewaniu było gotowe na słynny niemiecki festiwal, czyli Octoberfest. Tam, przy drewnianej ławie, w towarzystwie kiełbas i żeberek, tylko ciężki kufel zdaje egzamin.

 

9. Trapist

Trapist to przedstawiciel belgijskiej odmiany Ale, czyli piwo górnej fermentacji. Jest to jednak piwo szczególne, gdyż powstaje tylko w kilku miejscach na świecie. Są to belgijskie (oraz jeden holenderski) browary należące do zakonu Trapistów, w których mnisi warzą piwo. Powstają tam niezwykle bogate, aromatyczne piwa o wysokiej zawartości alkoholu. Szkło do tego piwa częściowo opiera się na legendzie (ma odwzorowywać kształt Świętego Graala), częściowo zaś jest cechą praktyczną – kształt szklanki (przypomina kielich do koniaku) po prostu ułatwia podgrzewanie szklanki ręką, co sprzyja powolnemu odkrywaniu bukietu tego piwa.

 

10. Bock

Niemiecki gatunek piwa Bock (czyli po polsku Koźlak), to piwo o wysokiej pełni smaku i przepięknej, ciemnobursztynowej barwie z miedzianym połyskiem, z którą kontrastuje kremowa piana. Podkreślanie barwy tego piwa to cel piwowarów, dlatego szklanki dedykowane temu stylowi to symetryczne, tulipanowe pokale na stopce. Ten rodzaj szkła doskonale łączy dostojny, ciężki profil aromatyczny piwa z głęboką  barwą, która iskrzy się w pokalu krystaliczną klarownością.

 

Wymienione gatunki to rzecz jasna tylko mały wycinek piwnego świata. Każdy z pozostałych prawie 100 gatunków to osobna historia na temat smaku, aromatu i oczywiście sztuki serwowania. Zjawisko kultury piwa opiera się na znajomości tychże zasad i świadomej konsumpcji różnych gatunków piwa w sposób pozwalający docenić wszelkie jego zalety. Zapraszamy zatem do wspólnej eksploracji piwnego świata i kreowania kultury piwa.

 

Źródło: Rynki Alkoholowe; Maciej Chołdrych

image_pdfimage_print

The Brewers of Europe meets EU Health Commissioner and discusses landmark road safety partnership

Opublikowano: 17 maja 2013

Brussels, 17 May 2013: The Brewers of Europe, representing 4,000 breweries across Europe and already the lead committer to the EU’s European Alcohol and Health Forum, today demonstrated its commitment to tackling drink driving when its President met with the EU Health Commissioner Tonio Borg to discuss the sector’s landmark three-year ‘Sober Mobility Across Road Transport’ (SMART) partnership with a road safety NGO.

The Brewers’ President Demetrio Carceller highlighted that the SMART partnership with the European Transport Safety Council is the first ever joint commitment, by a pan-European business association with a leading pan-European NGO, to the Alcohol and Health Forum. It will deliver guidelines, best practice, dialogue at national level and engage interested stakeholders, including through high-profile EU and national events.

“The pioneering SMART commitment with ETSC is the ideal way of building on decades of awareness-raising on drink driving by Europe’s brewers and partnerships at local, national and EU level,” said Carceller. “It is also a way for The Brewers of Europe to build on our role as the leading contributor, now with one hundred commitments, to the European Alcohol and Health Forum.”

Marking the launch of SMART at the Alcohol and Health Forum Plenary meeting, Graziella Jost, ETSC Director of Projects said, “We acknowledge that alcohol is a major risk factor on the roads, and we need cooperation from across the range of public and private stakeholders to further our commitment to tackle drink driving, including the road safety community, the public health and medical community, alcohol industry and others.”

The meeting between The Brewers and Commissioner Borg also saw Carceller present a progress report on the ‘European Beer Pledge’, launched in 2012. In addition to the SMART partnership, the report, assured by KPMG, outlined new activities since last year by brewers across Europe to increase consumer information, enforce responsible advertising and directly address alcohol misuse.

Carceller explained to the Commissioner that, “The progress outlined in the European Beer Pledge interim report shows that the EU’s multi-stakeholder, voluntary approach is working.” He added that “Europe’s brewers have listened carefully to what policymakers and citizens expect from our sector. We are committed to stepping up, meeting expectations and delivering results.”

Pierre-Olivier Bergeron, Secretary General of The Brewers, who also attended the meeting, reaffirmed the sector’s commitment to the partnership approach. He said, “For some stakeholders, the brewing sector’s continued efforts and unwavering commitment to the EU’s strategy and the European Alcohol and Health Forum will never be enough. Hopefully, the pioneering steps we are taking will lead to all stakeholders fully embracing the partnership approach.”

Notes to editors:

Media contact

Simon Spillane: +32 2 551 18 10, sws@brewersofeurope.org

 

About The Brewers of Europe

For more than a half century The Brewers of Europe has been the Brussels-based voice of the European brewing sector towards the European institutions and international organisations. Founded in 1958, it has 28 members, comprising 24 national brewer associations from the EU, Croatia, Norway, Switzerland and Turkey. Among the roughly 3,500 brewers across Europe, the vast majority are small and medium-sized, local and family-run businesses. 2 million jobs are created by the European brewing sector. www.brewersofeurope.org

 

About the European Beer Pledge

The European Beer Pledge is a voluntary initiative launched in February 2012 by Europe’s brewers to support EU Member States in reducing alcohol related harm. Brewers commit to taking concerted and measurable action to improve consumer information, ensure responsible advertising and address alcohol misuse in line with the expectations of citizens and EU policymakers.

 

About the Beer Pledge First Year Interim Report

The European Beer Pledge should be reported on annually, to allow for a regular monitoring of progress but also further opportunities to identify, evaluate and expand best practice activities. This report constitutes the first year interim report on the European Beer Pledge’s implementation. Focusing on activities supported by members of The Brewers of Europe during and since 2012, this interim report represents a snapshot of initiatives carried out by brewers, through associations, companies and broad coalitions, in line with and contributing to, the implementation of the three pillars of the European Beer Pledge. For full report see: http://www.brewersofeurope.org/asp/publications/index.asp

 

About the Sober Mobility Across Road Transport (SMART) partnership

In the framework of the three-year SMART project the European Transport Safety Council (ETSC) will:

  • Publish a set of guidelines on rehabilitation programmes for certain categories of drivers convicted for drink driving. The guidelines will also be through a conference that will be organised in Brussels;
  • Identify and publish case studies on best practice in addressing drink driving: these could come from, among others, individuals, companies, medical professionals, young people, NGOs dedicated to the fight against drink driving;
  • Organise a series of six national events to highlight and debate strategies to tackle drink driving in specific countries;
  • Organise a lunch conference addressing ways of reducing drink driving in the workplace;
  • Publish regularly the ETSC newsletter ‘Drink Driving Monitor’, one of the best known and read ETSC publications. Each Drink Driving Monitor will be accompanied by the ‘Alcohol Interlock Barometer’, which provides an overview of the legislative developments related to the use of alcohol interlock devices in tackling drink driving.
image_pdfimage_print

O piwie

DRY STOUT – WYTRAWNE I GORYCZKOWE PIWO

Opublikowano: 14 maja 2013

Wytrawny jak angielski humor

Wśród piw pochodzących z różnych części świata można wyróżnić zarówno te, których geneza przyprawia o ból głowy nawet wytrawnych piwoszy, jak i takie, które zna praktycznie każdy. Jednym z piw szturmem zdobywających coraz to nowe rynki i zapełniających „piwne nisze” jest z pewnością stout.

Coraz więcej, choćby średnio uświadomionych miłośników piwa wie, co to jest lager, jak smakuje pilzner, i jak czyta się nazwę angielskich piw typu ale. W tym gronie stout, choć powszechnie znany z nazwy, często błędnie jest interpretowany smakowo i w wyobraźni konsumentów zwykle występuje jako piwo ciężkie, lepkie i sycące. Zresztą sugeruje to jego nazwa, gdyż stout po angielsku znaczy ni mniej ni więcej tylko „tęgi”, co faktycznie sygnalizuje wysoką pełnię smaku. Tymczasem tak naprawdę stout jest wytrawny jak angielski humor.

TĘGI NA PIERWSZY RZUT OKA

Wizualna strona piwa faktycznie jest „tęga”. Gatunek ten to przede wszystkim piwa czarne, z niewielkimi, wiśniowymi refleksami. Pomimo ciemnej barwy, wydają się być klarowne zarówno w wyglądzie, jak i konsystencji, która zdumiewa swoją lekkością piwoszy przygotowanych na „ciężką artylerię”. Dopóki jednak nie napijemy się stouta, nic nie zapowiada lekkiego, wytrawnego smaku. Wręcz przeciwnie, nawet jego zapach podkreśla wrażenie tęgości aromatami pochodzącymi z ciemnych, palonych słodów, które – oprócz barwy – dają piwu także zapach świeżo palonej kawy, gorzkiej czekolady, kakao i razowego chleba. Dopiero kiedy napijemy się piwa, doznajemy całej jego wielowymiarowości. Po silnych obietnicach palono-kawowych czujemy na języku zdecydowanie gorzki, lecz jednocześnie bardzo lekki i wytrawny smak. Goryczka, która jest tu cechą wiodącą, pochodzi – jak w większości piw – z chmielu, jednak w przypadku stoutów bardzo duży udział mają w niej także palone słody. Jak wszystko co palone czy przypalone, dają one zdecydowany, goryczkowy posmak.

Stouty to mistrzowie finiszu. Po przełknięciu piwa długo jeszcze czujemy gorzko-czekoladowy posmak, który niwelujemy kolejnymi łykami piwa. Zasada ta dotyczy szczególnie dry stoutów, które są dużo bardziej wytrawne i goryczkowe od ich słodszego brata – milk stouta.

CZEKOLADA CZY OSTRYGI?

Jak zatem wykorzystać te zdecydowane cechy, by cieszyć się „tęgim” smakiem stoutów i doceniać ich głębię? Chociaż na pierwszy rzut oka wszelkie połączenia z tym piwem wydają się niespójne i rozchwiane, to warto pokusić się o kilka eksperymentów.

Nagrodą za nie będzie odkrycie świata fascynujących połączeń, które na stałe wejdą do naszego piwnego menu.

Chociaż ciężko w to uwierzyć, to wytrawne stouty wręcz idealnie komponują się z owocami morza. Takie marki, jak Beamish, Murphy’s czy słynny Guinness od lat serwowane są na Wyspach Brytyjskich w towarzystwie ostryg, małży, krabów i krewetek.

Potwierdzeniem zasadności tych kompozycji jest istnienie marki Oyster Stout (stout ostrygowy), która choć technologicznie z ostrygami ma niewiele wspólnego, to podobno – jak żadne inne piwo na świecie – komponuje się z nimi.

Ci, dla których ostrygi bez szampana są jak belgijski trappist bez korka, mogą pokusić się o przyrządzenie oryginalnego drinka o nazwie Black Velvet, złożonego z jednej części szampana i jednej części stouta. Niektóre brytyjskie puby dorzucają do drinka jedną pływającą w nim ostrygę. Idąc jeszcze dalej w ostrygowy temat, znajdziemy nawet piwa produkowane z ich dodatkiem w składzie surowcowym.

Kolejnym unikalnym połączeniem dla stoutów jest czekolada we wszystkich jej przejawach. Zarówno ta w tabliczkach, jak i w formie polew czy deserów. W tej kombinacji nie znajdziemy z pewnością niczego bardziej trafnego niż piwo o wdzięcznej nazwie Double Chocolate Stout – produkowane przez słynny angielski browar Young’s. Ten czekoladowy stout w swoim składzie zawiera kilka odmian gorzkiej czekolady, a jego zapach sprawia, że jest idealnym piwem deserowym.

Ci, dla których Anglia zdecydowanie nie jest krajem czekolady, mogą znaleźć ukojenie dla zmysłów na Sri Lance, popijając czekoladowy deser piwem Ceylon Lion Stout, dla którego utworzono specjalną kategorię – strong tropical stout.

PIWO DO TOWARZYSTWA

Irlandczycy dość często określają stouty mianem piw towarzyskich, tzn. takich, które pije się dla samego piwa. Ich długi smak pozostający po przełknięciu aż prosi się o przykrycie kolejnym łykiem i tak w kółko.

To co sprawia, że piwa te są bardzo pijalne i wręcz orzeźwiające to wyraźna kwasowa nuta, której pochodzenie jest kolejną unikalną cechą gatunku dry stout. Tajemnica tego smaku polega na fermentowaniu części brzeczki piwnej bakteriami kwasu mlekowego, które dają wyraźny kwasowy posmak.

Posmak, który podkreśla goryczkowe właściwości piwa i buduje jego smakową świeżość. Tak jest produkowany między innymi słynny Guinness, którego kwaśno-gorzki smak wszedł na stałe do kanonów gatunku.

Jeszcze jedną niespodzianką, jaką może zgotować nam stout, jest dźwięk wydawany przy otwieraniu, i kremowa piana, niespotykana wśród innych gatunków. To co powoduje głośne, przeciągłe  syczenie piwa podczas otwierania to dodatek gazu na ogół mało kojarzącego się z piwem, a mianowicie azotu. Po wypiciu takich piw, jak Beamish czy Murphy’s wielu miłośników wytrawnych doznań zastanawia się, co grzechoce w puszce lub butelce po jej opróżnieniu. Wytrwali poszukiwacze technologicznych tajemnic znajdują wewnątrz opakowania plastikową kulkę, która – niestety – niewiele wyjaśnia.

To właśnie w tej kulce z mikrootworami znajdował się azot, który po otwarciu opakowania z piwem rozprężył się, powodując bardzo intensywne pienienie się piwa i łagodzenie smaku, który – dzięki jego obecności – staje się kremowy i delikatny w konsystencji. W tym połączeniu tkwi tajemnica wysokiej wytrawności i jednoczesnego łagodnego smaku stoutów.

Podsumowując, stouty – jak wiele innych piw o złożonym smaku – wymagają świadomego podejścia piwoszy. Ich smak nie jest łatwy, dość ciężko też pije się je w towarzystwie innych piw. Irlandzcy miłośnicy tego gatunku radzą pić podczas jednej „sesji” tylko stouty. Ma to być gwarancją spójności doznań smakowych oraz – co nie jest bez znaczenia – dobrej formy następnego dnia po tęgim wieczorze, bogatym w sensoryczne doznania.

Autor: Maciej Chołdrych 

image_pdfimage_print

O branży

Browary Polskie na pikniku promującym bezpieczeństwo pieszych

Opublikowano: 14 maja 2013

W sobotę 11 maja na warszawskim Bemowie odbyła się impreza plenerowa będąca zwieńczeniem obchodów Drugiego Światowego Tygodnia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ONZ przypadającego w dniach 6-12 maja 2013 br. Tematem przewodnim tegorocznych obchodów było bezpieczeństwo pieszych, jako niechronionych, a więc szczególnie zagrożonych użytkowników drogi. Organizatorzy imprezy wraz z partnerami, wśród których był także Związek Browary Polskie, przygotowali dla uczestników wiele atrakcji mających zwrócić ich uwagę na ten aspekt wspólnego bezpieczeństwa na drodze.

Piknik został otworzony przez przedstawicieli Komendy Głównej Policji, którzy w ramach codziennych obowiązków interweniują na polskich drogach. Funkcjonariusze Policji zwrócili uwagę uczestników imprezy no to, że bezpieczeństwo w ruchu drogowym jest wynikiem odpowiedzialnych zachowań wszystkich użytkowników drogi. Podkreślili także potrzebę takich inicjatyw jak obchody Europejskiego Dnia BRD, dzięki którym wzrasta świadomość roli odpowiedzialnych zachowań na drodze, w tym jednego z najważniejszych – prowadzenia samochodu wyłącznie w stanie trzeźwym.

Organizatorzy pikniku przygotowali wiele atrakcji, zarówno dla najmłodszych jak i dorosłych uczestników imprezy. Do najbardziej spektakularnych należała inscenizacja wypadku drogowego przeprowadzona przez Policję i Państwową Straż Pożarną oraz pokazy mistrzów Polski w rajdach i wyścigach samochodowych. Zainteresowaniem uczestników cieszyły się także konkursy  – współzawodnictwo kierowców na płycie poślizgowej, konkurs na najwolniejszy przejazd motocyklem, a także quiz z przepisów ruchu drogowego, w którym nagrodą główną był przejazd z Kajetanem Kajetanowiczem – mistrzem Polski w rajdach samochodowych.

Wśród wielu wystaw przygotowanych przez organizatorów i partnerów sobotniego pikniku, znajdowało się także stoisko Klubu DRIvera – klubu bezpiecznych powrotów, zrzeszającego  ludzi, którzy chcą się dobrze bawić, ale dbają także o bezpieczne zakończenie imprezy. Takie właśnie zasady były przekazywane uczestnikom pikniku, którzy – dzięki dostępnym na stoisku Klubu DRIvera alkogoglom i symulatorowi jazdy mogli się przekonać, w jak wielkim stopniu zmienia się nasza percepcja po wypiciu nawet niewielkiej porcji alkoholu.

Związek Browary Polskie, który jest pomysłodawcą i organizatorem programu edukacyjnego „Prowadzący – niepijący”, od kilku lat podejmuje inicjatywy takie jak Klub DRIvera – wymierzone na ograniczenie społecznego przyzwolenia na prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Obecna na sobotnim pikniku Danuta Gut, Dyrektor biura Zarządu Związku Browary Polskie, wskazała, że to przyzwolenie jest największe w przypadku napojów niskoprocentowych, takich jak piwo. Nie ma bezpiecznej ilości alkoholu dla człowieka, po której mógłby on prowadzić samochód.  Bądźmy ambasadorami idei „Piję – nie siadam za kierownicą” i konsekwentnie ją realizujmy w przypadku każdego alkoholu – podkreśliła Danuta Gut.

image_pdfimage_print

O piwie

Pogromcy piwnych mitów – niemęskie piwo z sokiem…

Opublikowano: 14 maja 2013

Piwo z sokiem to dla prawdziwego miłośnika piwa profanacja, podobnie jak wyznawca kultury whisky obruszy się na widok whisky z colą czy nawet z lodem. Prawdziwy piwosz potrzebuje goryczki, złocistej barwy i chmielowego aromatu. Zbyt wielu już jednak widziałem prawdziwych piwoszy skrycie delektujących się „czymś słodkim”, czego nie tknęliby publicznie, nie chcąc narazić się goryczkolubnym kolegom, by wierzyć w te wytrawne deklaracje. Tych utajnionych amatorów piwnej miksologii śpieszę uspokoić, że w wielkim piwnym świecie znajduje się nisza pełna słodkich, czerwono – różowych trunków z piwnej rodziny, które znajdują uznanie wśród najbardziej wymagających piwoszy. Goryczka zaś wcale nie jest ich atutem, przeciwnie – jej brak sprawia, że stają się przyjemną odskocznią od wytrawnego piwnego świata.

Co z tym sokiem?

Chcąc narazić się czeskim barmanom, koniecznie należy zamówić piwo z sokiem. Niektórzy z nich nie zrozumieją, o co nam chodzi i będą się starali uprzejmie wytłumaczyć, że musiała zajść jakaś pomyłka, inni natomiast spojrzą na nas z obrzydzeniem i wymruczą pod nosem coś po czesku. W Polsce piwo z sokiem jest dość szeroko rozpowszechnione i wcale nie uważam, że to źle. Chociaż osobiście niezwykle rzadko stosuję to połączenie, to nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby tego nie robić. Ważne jest, by osoba ta wybrała do tego celu lekkie piwo, któremu malinowy sok nie zaszkodzi, a może wręcz pomoże. Tyczy się to przede wszystkim piw bez wyrazu, w których próżno szukać głębszych treści. Poza tym piwo z sokiem często jest pierwszym krokiem adeptów sensorycznej sztuki. Nienauczeni gorzkich smaków szukają słodkiej, piwnej alternatywy, która pozwoli im usiąść przy kuflu i bezboleśnie zapoznać się z piwną kulturą – nawet tą lekko zniekształconą przez sok malinowy. Irlandczycy mają swoje zielone piwo – tu także domieszką jest sok. Ostatnio zaś słyszałem o pszenicznym piwie niemieckim (weizen) serwowanym pół na pół z sokiem grejpfrutowym. Brzmi odważnie – zanim jednak zaczniemy to komentować, warto spróbować i przekonać się na własnych kubkach smakowych.

Napoje piwopodobne

Wiele browarów już dawno zauważyło potencjał słodkich napojów alkoholowych na bazie piwa i produkuje je na dużą skalę, dodając do piwa wyciągi owocowe czy aromaty. Napoje te powstają ze słodu i nierzadko także z chmielu, technologicznie więc są piwem. Czym bowiem  różnią się od szlachetnych, belgijskich lambików typu kriek produkowanych z udziałem wiśni i soku z czarnego bzu? Zdaje się, że przede wszystkim oprawą historyczną, terroir, pewnie także ceną, a więc tym wszystkim, co jest dodatkiem do smaku. Możemy spokojnie założyć, że wspomniany belgijski kriek jest tak samo mało piwny jak niemiecki radler – popularny wśród młodszych piwoszy napój na bazie piwa rodem z Niemiec. Piwo ma po prostu to do siebie, że jego kultura nie zobowiązuje tak jak kultura wina – jest po prostu dużo lżejsza. Mamy tu miejsce na wyrafinowane pokale i sztukę degustacji, tak samo, jak na picie na czas i piwne gry towarzyskie. Po prostu kultura piwa jest bardziej wielowymiarowa.

Niepiwne piwa

Wielokrotnie byłem świadkiem ostrej krytyki niektórych piw przez tzw. prawdziwych piwoszy. Niejednokrotnie też widziałem ich konsternację, gdy usłyszeli historię tego piwa, poznali jego cenę i zobaczyli pokale do jego degustacji. Do piwa nie należy przykładać jednej miary. Jego wzorzec nie znajduje się w Sevres pod Paryżem, a ilość gatunków i odmian sprawia, że możemy tu natrafić na dosłownie wszystko. Ot choćby np. Faro – odmiana belgisjkiego lambika dosładzana cukrem kandyzowanym. Goryczki w niej nie znajdziemy, chmielowych aromatów także. To, co znajdziemy, to zapach śliwkowych powideł, nuta octu jabłkowego oraz kompozycja octowej cierpkości i owocowej pełni. Nie wiem, czy coś takiego istnieje, ale ja od zawsze wyczuwam w tym piwie cukrową goryczkę. Kolejnym dziwnym piwem jest Berliner Weisse – jedyne piwo na świecie, które jest jednocześnie gatunkiem i jego jedynym przedstawicielem. To piwo, częściowo powstające na drodze fermentacji mlekowej, jest kwaśne i bardzo wytrawne. Mimo to cenią je piwosze na całym świecie, choć brak w nim typowo „piwnych” cech.

Substytut deseru i piwo bez alkoholu

Ostatnią grupą, którą zamierzam opisać, są ciemne piwa nazywane deserowymi i piwa bezalkoholowe. Do grupy tej możemy zaliczyć zarówno lekkie piwa dolnej fermentacji (np. gatunek schwarzbier), jak i napoje słodowe, warzone z ciemnych słodów. Trunki te, nazywane często „lady drinks” (uważam, że niesłusznie), są doskonałą alternatywą dla kawy, czekoladowych deserów, ciast i całej tej słodkiej oprawy posiłku, którą z powodzeniem możemy zastąpić porządnym, ciemnym piwem. Sporną kwestią, która dzieli od lat rzeszę piwoszy, jest piwo bezalkoholowe. Często mówi się o nim, że jest niemęskie, niepiwne itd. Tak naprawdę jednak piwa te (poprawnie uwarzone) zawierają wszystkie, poza alkoholem, cechy przypisywane prawdziwym piwom. Są goryczkowe, pachną chmielem i karmelem. Mają więc większość cech wynikających z technologii piwa. Poza tym na własne oczy widziałem, jak podczas jednej z sesji degustacyjnych kilku piwoszy pomyliło w ślepym teście piwo bezalkoholowe z czeskim pilsnerem. Niemożliwe? A jednak…

image_pdfimage_print

O piwie

Piwo na polskich półkach – PIWA PSZENICZNE

Opublikowano: 14 maja 2013

 

Piwo nie całkiem typowe

         Gdyby kilkanaście lat temu piwa pszeniczne pojawiły się na polskim rynku, z pewnością stałyby się przyczyną masowych reklamacji niezadowolonych konsumentów. Co to bowiem za piwo, które nie dość, że jest mętne, to w dodatku kwaśne? Na szczęście ostatnie lata były czasem przyspieszonej edukacji polskich konsumentów w wielu dziedzinach, także w piwnej. Toteż coraz częściej polscy piwosze zaczęli sięgać po trunki, którym daleko do wizerunku prawdziwego piwa, jaki mają zakodowany od lat, którym jednak braku piwności zarzucić nie można. Już samo miejsce pochodzenia tego gatunku –Bawaria – jasno pokazuje, że nie może to być dzieło przypadku i że weissbier, bo tak nazywa się ten gatunek piwa, był od dawna zapisany w piwnych losach świata. Niewiele jednak brakowało, a historia tego gatunku zostałaby przerwana, a piwa pszeniczne zniknęłyby bez śladu, wyparte przez piwa jasne, pilsnery i lagery. W połowie XIX w. prawie zaprzestano produkcji tego gatunku. Tylko jeden niemiecki browar produkował niewielkie jego ilości na lokalny rynek. Co było powodem powrotu piw pszenicznych do łask konsumentów kilkanaście lat później ? Nikt nie wie. Można przypuszczać, że zachłyśnięci lagerami piwosze opili się ich już dosyć i zaczęli poszukiwać czegoś „nowego”, toteż weizeny wróciły na rynek na tej samej zasadzie co buty na koturnach czy spodnie dzwony. Ważne jest jednak to, że w latach 50. XIX wieku piwa pszeniczne wróciły na rynek nie tylko niemiecki, ale także ogólnoświatowy. Do polskich piwoszy trafiły z dużym opóźnieniem. Najważniejsze jednak, że trafiły, ciesząc dzisiaj zmysły tych, dla których piwo to czasami coś więcej niż tylko „jasne pełne”.

Na zakupy

         Czas więc rozejrzeć się po okolicznych sklepach i marketach i poszukać tego piwa, które ponoć pod względem właściwości orzeźwiających biją na głowę jasne lagery. Niestety, w pierwszym losowo wybranym hipermarkecie pszenicznego szału spodziewać się nie możemy. Powszechnie dostępnych jest 5, może 6 marek piwa, które uznać możemy za piwa ze średniej półki. Są to z reguły takie marki jak Franciszkaner, Paulaner czy, jeżeli mamy trochę więcej szczęścia, Schneider Weisse i chociaż nie można im niczego zarzucić, to jednak nie to, czego znawcy tematu tak naprawdę szukają. W tym momencie zauważyć musimy, że piwa typu weizen występują w 3 odmianach. Mamy więc klarowne kristall weizen – wersję filtrowaną, mętne i drożdżowe hefe weizen – niefiltrowane i najciekawszy chyba gatunek dunkel weizen – odmiana ciemna. Wiele niemieckich browarów produkuje pod jedną nazwą główną wszystkie trzy odmiany. Szukając wytrwale, możemy spotkać jeszcze gatunek weizenbock, który jest połączeniem weizena i bocka (koźlaka), to już jednak bardziej fuzja stylów. Cechą wspólną wszystkich pszenicznych gatunków jest prawdziwie piwny, drożdżowy aromat i zestaw zapachów z grupy fenoli produkowanych przez drożdże górnej fermentacji. Jeżeli w opisie piwa pojawiają się takie określenia jak goździkowy, piernikowy czy wędzony, to możemy być prawie pewni, że chodzi o piwa pszeniczne.

Sklepy specjalistyczne mają już zdecydowanie szerszą ofertę i możemy tu spotkać takie marki jak Maisel’s Weisse, Herenhauser czy Herrnbrau. Piwa te zdecydowanie wyróżnia bogactwo aromatu i złożoność smaku. Smak kwaśny, który cechuje wszystkie piwa pszeniczne, nie jest tu tak oczywisty i doskonale komponuje się z czymś, z czego weizeny słyną od lat – z bogatym aromatem bananów i gumy balonowej. To jeden z estrów, związków produkowanych tu przez drożdże w dużych ilościach.

Sztuka serwowania

         Istnieje kilka rzeczy, o których należy pamiętać, serwując piwa pszeniczne. Gatunek ten jest z reguły dużo mocniej nagazowany niż inne piwa, toteż otwieranie i nalewanie piwa wymaga skupienia i ostrożności. Piwo to bowiem jak Baśniowy Gin nie może wprost doczekać wydostania się z butelki. Przed nalaniem piwo powinno minimum 0,5 godziny stać nieruszane i niewstrząsane. Nalewamy je do przewężonej szklanki typu weizen. Szklanka powinna mieścić jednorazowo więcej niż 0,5l piwa. W ten sposób zapewnimy sobie serwowanie piwa z dużą pianową czapą i nalanie do szklanki piwa wraz z osadem drożdżowym znajdującym się na dnie. Zwilżenie szklanki zimną wodą wyeliminuje nadmierne pienienie piwa podczas nalewania.

Piwny ideał

         Jeżeli jednak szukamy prawdziwej symfonii pszenicznego smaku, powinniśmy poszukać piwa lanego, czyli beczkowego. Aby znaleźć pub oferujący taki specjał trzeba czasami przemierzyć dziesiątki kilometrów, zapewniam jednak, że warto. Smakowa teoria głosi, że z beczkowym weizenem podanym w odpowiedni sposób żadne piwo nie może się równać. I jest w tym sporo prawdy. Jeżeli spełnione zostaną warunki takie jak świeżość, temperatura i sposób serwowania, to możemy liczyć na smakową przygodę z najwyższej półki. Pod warunkiem, że uda nam się w porę uprzedzić barmana, że nie życzymy sobie wkładania do szklanki plasterka cytryny, co stało się dziwną częścią rytuału serwowania tego piwa, o którym nie słyszano jednak w Bawarii ani w całych Niemczech. Jedną z marek godną polecenia w takich okolicznościach jest z pewnością Weihenstephaner, zarówno odmiana kristall jak hefe oraz dunkel. Piwo to jest kwintesencją gatunku i warto właśnie na nim uczyć się piw pszenicznych. Zwężana w talii szklanka i gęsta pienista czapa wieńcząca pokal sprawiają, że to coś więcej niż tylko piwo.

Dobre bo polskie

         Kiedy poznamy już klasykę gatunku, warto przyjrzeć się rynkowi krajowemu, który stara się, choć z wielkim trudem, nadążyć za rynkami światowymi. Tutaj spotka nas miła niespodzianka. W Polsce większość piw nienależących do gatunku lager (jasne piwa dolnej fermentacji) to właśnie piwa pszeniczne i chociaż analizując ich technologiczny rodowód moglibyśmy mieć kilka zastrzeżeń, to w obecnej sytuacji powinniśmy przymknąć oko i cieszyć kubki smakowe takimi piwami jak Frater pszeniczny, Ciechan pszeniczne, Cornelius weizen bier czy Abbe weizen. Ten mały margines przyzwolenia ułatwia fakt, że piwa pszeniczne, jak żaden inny gatunek, powinny być oceniane jako kompleksowy aromat i smak, nie zaś jako poszczególne składowe. Zastosowanie pszenicy daje piwu to nienazwane sensoryczne „coś”, czego nie potrafimy opisać, jednak pijąc, dokładnie wiemy, że to piwo pszeniczne. To „coś” to rodzaj musującego, perlistego smaku i kombinacji niezwykle orzeźwiających cech: cierpkości, kwasowości i delikatnej, stonowanej goryczki. Charakterystyczną cechą jest także długi, cierpko-słodowy finisz. Kolejną unikalną cechą piwa jest szczep drożdży, który nie jest używany do produkcji niczego innego poza piwem pszenicznym. Kakofonia aromatów wanilii, bananów, przypraw, piernika, goździków, jabłka a nawet gumy balonowej, której nie znieślibyśmy w żadnym innym stylu piwa, tu oddaje doskonałą harmonię piw pszenicznych. Dodatkowo pszenica dodaje piwu słodowo-cierpkiego smaku, pogłębiając pełnię smaku. Tak, jak w dobrej orkiestrze każdy instrument musi znać swoje miejsce, tak w piwie pszenicznym cechy pozornie nijak mające się do siebie, muszą grać spójnie na jedną nutę. Nutę zapachową oczywiście.

Belgijski kuzyn

         Zanim dojdziemy do wniosku, że o piwach pszenicznych wiemy już wszystko, powinniśmy zdać sobie sprawę z faktu, że na niemieckich weizenach świat piw pszenicznych się nie kończy. W innej części Europy, a dokładnie w Belgii, w zupełnie niezależnych okolicznościach powstało belgijskie piwo nazywane wit bier lub bier blanche, co oznacza piwo białe. Od niemieckich weizenów różni się ilością pszenicy niesłodowanej w składzie surowcowym i wzbogaceniem w postaci dodatków skórek owoców cytrusowych, trawy cytrynowej a nawet kolendry. W stosunku do piw niemieckich białe piwa cechują się lżejszym smakiem i bardziej złożonym owocowym aromatem. Nie są jednak ani lepsze ani gorsze. Są po prostu inne. Na polskich półkach ekskluzywnych supermarketów znaleźć możemy godne polecenia marki Brugs i Blanche de Namur, którego cena sięga 30 PLN za butelkę. Zdecydowanie nie są to jednak wyrzucone pieniądze.

         To, co niewątpliwie łączy niemieckie i belgijskie piwa pszeniczne, to okazje kulinarne. Sztuka kulinarna w połączeniu z piwem to w zasadzie odrębny obszar, w którym można kreować setki doskonałych połączeń. Ile różnych piw i potraw, tyle możliwości do łączenia smaków i zapachów.

Idealna kompozycja

         Piwo pszeniczne w sposób doskonały łączy właściwości orzeźwiające i pełnię smaku, nadając się na akompaniament zarówno do potraw lekkich jak i ciężkich, zawiesistych. Kwaśny smak piw pszenicznych idealnie nadaje się do współgrania z pieczonymi rybami i białym mięsem. Jego zdecydowany, przyprawowy, drożdżowy posmak to z kolei cecha, która stawia czoła takim potrawom jak golonka po bawarsku czy grillowanie żeberka.

Jeśli więc szukamy piwa, którym latem możemy się orzeźwić i które jednocześnie podkreśli smak wytwornej kolacji lub takiego, które samo w sobie będzie przystawką, daniem głównym i deserem, to zdecydowanie powinniśmy sięgnąć po któreś z piw pszenicznych. Pamiętając jednocześnie, że jesteśmy zaledwie na środku piwnego alfabetu i że tuż za rogiem czekają kolejne gatunki do oceniania i doceniania.

 

image_pdfimage_print

O piwie

Piwa świata na polskich półkach – PIWA KLASZTORNE

Opublikowano: 14 maja 2013

Piwo z górnej półki

         Kiedy mówimy o półce sklepowej, mamy z reguły na myśli regał, na którym stoją produkty. Zdarza się jednak, że mianem półki określamy klasę produktu. Mamy więc niskopółkowe, z reguły tanie produkty, niezłej jakości rzeczy z półki średniej i najwyższą jakość z równie wysokich półek. Gdyby więc skonstruować półkę, na której stałyby piwa uszeregowane pod kątem hierarchii w piwnym świecie, to piwa klasztorne typu trappist korkami zapewne dotykałyby sufitu. Tymczasem w rzeczywistym świecie piwa klasztorne stoją z reguły na dole, w cieniu, nieniepokojone przez piwoszy, którzy na półce z piwem szukają najczęściej piwa, nie zaś wynalazku podobnego do wina lub szampana, w dodatku w cenie nawet dwudziestokrotnie przewyższającej jasne pełne. Trudno się dziwić, skoro nawet obsługa większości supermarketów odsyła chętnych do zakupu tego piwa na dział z alkoholami mocnymi i ciężko jej uwierzyć, że to jest piwo, w dodatku warzone zgodnie z zasadami tej samej sztuki od setek lat. Piwo klasztorne.

         Technologicznie piwa klasztorne to gatunek ale. Od brytyjskich piw różni się jednak tak zdecydowanie, że nazwano ten styl mianem golden belgian ale. W Belgii złotych ale możemy znaleźć dziesiątki. Kiedy jednak zaczniemy szukać podgatunku trappist ale, a więc klasztornych piw produkowanych lub nadzorowanych przez trappistów, okaże się, że nie ma ich tak wiele, a dokładniej rzecz ujmując, jest ich sześć – pięć w Belgii i jedno w Holandii. Poszukiwaczy oryginalnych, piwnych smaków ucieszy z pewnością fakt, że na półkach polskich marketów można nabyć je wszystkie. Oczywiście ich cena wykracza daleko poza zdroworozsądkowe piwne normy. Nie jest tu rzadkością piwo w cenie 20, 30 a nawet 50 PLN. Czego jednak nie robi się dla rozwijania piwnej pasji.

Sześciu wspaniałych

        Zaczynając poszukiwania z pewnością już na samym początku natrafimy na markę La Trappe z holenderskiego browaru Koningshoeaven. La Trappe nie uchodzi za najlepszego trappista na świecie, niemniej jednak godny jest uwagi, chociażby ze względu na swoją gatunkową różnorodność. Mamy tu mocniejszą wersję trippel, bardzo mocny quadruppel, wzbogaconą słodem pszenicznym odmianę blond i bardzo ciekawy gatunek bock. Jest więc w czym wybierać. W piwnym świecie dużo większym szacunkiem cieszy się marka Chimay, zwłaszcza odmiana Gran Cru. To szlachetne piwo posiada wszystkie cechy prawdziwego trapista, łącznie z ziemisto-korkowym aromatem przywodzącym na myśl zawilgoconą piwnicę. Takich marek jak Orval, Westmalle czy Rochefort nie trzeba miłośnikom piwa przedstawiać. W wielu opracowaniach uchodzą za najlepsze piwa na świecie. Ewolucja ich smaku – od pierwszych nut aromatycznych poprzez rozwinięcie aż do przebogatego finiszu, zaspokoi zmysły nawet najbardziej wybrednych degustatorów. Przyjrzyjmy się zatem dokładniej, w czym tkwi tajemnica unikalnego smaku piw klasztornych.

Tajemnice klasztornych aromatów

        Zacznijmy od delikatnego powąchania piwa. Biorąc kilka szybkich i krótkich wdechów nosem bezpośrednio nad szklanką z piwem, czujemy cechy podobne do tych obecnych w piwach pszenicznych. Delikatne goździki przeplatają się z wyraźnym wędzonym aromatem. Ulotny zapach zielonych oliwek przechodzi wolno w ostrą chmielową nutę, która często określana jest jako żywiczna, leśna, ziołowa czy tytoniowa.  Wąchając dalej, wyczuwamy „brązową” pełnię słodowych aromatów z bardzo wyraźną nutą alkoholu. Gatunek ten, dzięki zawartości alkoholu pomiędzy 6 i 10%, posiada silne właściwości rozgrzewające, które powodują, że lotność związków zapachowych jest jeszcze wyższa i powoduje tworzenie niezwykle złożonego aromatu piwa. W międzyczasie wyczuć możemy zapach, który jest przypisany tylko i wyłącznie piwom klasztornym i który jednocześnie najlepiej oddaje naturę piwa. Jest to zapach najczęściej opisywany jako piwniczny, stęchły, czasami nawet pleśniowy. Tak naprawdę jednak zapach ten najbliższy jest zapachowi korka świeżo wyciągniętego z butelki wina. I to właśnie korek, którym zamknięte jest piwo, daje mu sporą część piwnicznych aromatów.  Kiedy powąchamy taki korek, oczom naszym ukaże się żywa, czerwona cegła w pubie urządzonym w piwnicy. To właśnie sprawia, że piwa klasztorne naprawdę mają w sobie piwniczne tchnienie.

To jednak, co tak naprawdę wyróżnia ten gatunek z pośród dziesiątek piw na całym świecie, to odurzająca pełnia aromatu, która uderza nas w kolejnej fazie degustacji. Degustując piwo dalej, doznamy uderzenia kompozycji aromatów składającej się z zapachów winogron, śliwek, rodzynek, brzoskwiń, bananów i anyżu. Wszystko to okraszone jest karmelową i kawową nutą.

Piwo nie do grilla

        Szukając zastosowań kulinarnych dla tego piwa, zapomnijmy o grillu, golonce  czy orzeszkach. To niegodne trappista dania, które nie są w stanie wydobyć z niego pełni smaku i aromatu. Oryginalny trappist niełatwo znajduje kulinarny akompaniament, istnieje jednak genialne w swojej prostocie połączenie, które zawsze zdaje egzamin. Wystarczy odrobina dobrego pleśniowego sera, kawałek schłodzonego melona, dojrzałe, ciemne winogrona i plaster szynki parmeńskiej, by degustacja trappista urosła do rangi kulinarnego wydarzenia, z którym nie mogą się równać najbardziej wykwintne dania. Warto spróbować wykorzystać w połączeniach kulinarnych ziołowo-chmielowe cechy tego piwa. Rozmaryn, rukola czy bazylia mogą doskonale ubarwić profil smakowy piwa, podkreślając zarówno walory potrawy, jak i samego trappista. Jako urodzony winter warmer (zimowy rozgrzewacz) piwo to doskonale akompaniuje także samemu sobie.

Sztuka serwowania

        Na koniec bardzo ważna uwaga dotycząca sposobu serwowania piw klasztornych, równie unikalnego jak samo piwo. Szklanka do trappista mocno odbiega kształtem od standardowych  pokali do pilsnerów, stoutów czy ale i przypomina bardziej szklankę do koniaku niż do piwa. Trappista pijemy małymi łykami, ogrzewając szklankę ręką. Dzięki temu ogrzewane piwo uwalnia coraz więcej aromatów. Idealna temperatura serwowania to nawet 13C i rzecz jasna tego piwa nie pijemy na rozgrzanej słońcem plaży. Dużo bardziej odpowiednie będzie dla niego towarzystwo dobrej książki. Jego smak z pewnością sprosta także takim sytuacjom, jak zimowy wieczór przy kominku czy uroczysta kolacja przy świecach. Warto zauważyć, że przy nalewaniu trappista zlewamy piwo znad osadu drożdżowego, inaczej niż w przypadku niemieckich piw pszenicznych, gdzie po wymieszaniu przelewa się do szklanki zebrany na dnie osad. W przypadku piw klasztornych drożdże swoją funkcję już zakończyły i nie ma powodu, by znalazły się w pokalu.

Jeżeli więc w toku piwnej edukacji zaczęliśmy od jasnych pilsnerów, przebrnęliśmy przez bursztynowe ale, mętne weizeny i czarne jak smoła portery i stouty, to zdecydowanie nadszedł czas na wysublimowane i niełatwe w smaku piwa trappist. Czy istnieje piwo, które jeszcze bardziej odbiega od typowego piwnego wizerunku? Tak – o tym, jaki to gatunek, już w kolejnym opracowaniu.

image_pdfimage_print

O piwie

Pilzner na talerzu

Opublikowano: 14 maja 2013

Kiedy miłośnik piwa słyszy słowo „pilzner”, w ustach czuje gwałtownie narastające pragnienie, a oczyma wyobraźni widzi złoty, musujący trunek, zwieńczony śnieżnobiałą pianką. I chociaż klasyczny lager, czyli również jasne piwo dolnej fermentacji, mógłby dostarczyć mu podobnych doznań, to i tak dla piwnych fanatyków pilzner zawsze będzie numerem jeden.

Tajemnica popularności pilznera tkwi w jego historii, oryginalności i ortodoksyjnym smaku. Kiedy w roku 1516 w miejscowości Ingolstadt zostało ustanowione prawo czystości piwa, dopuszczające używanie do warzenia piwa tylko 4 składników: wody, słodu, drożdży i chmielu, jego prawodawcy przewidzieli powstanie gatunku pilzner. 326 lat później, w okolicach Pilzna, tam gdzie woda jest miękka, słód złocisty, a chmiel aromatyczny, uwarzono po raz pierwszy napój, który do dziś jest ikoną prawdziwego piwnego stylu. Powstaje on z 4 podstawowych naturalnych źródeł za sprawą magii żywiołów, ziemi, ognia, wiatru i wody. Piwowarska gwiazda przedstawiająca te żywioły to, mówiąc dzisiejszym językiem, logo tego gatunku.

Dziś prawdziwy pilzner – wbrew pozorom – nie ma wcale wielu przedstawicieli. Jednak piwa, które możemy spotkać na sklepowych półkach, to godni reprezentanci stylu pilzner. Takie marki jak Pilzner Urquell czy Jever to ostoja prawdziwej chmielowej goryczki w nawałnicy słodkich, lekkich i przyjemnych napojów różnorakiej maści.

Pilzner nie jest piwem łatwym. Jego smak długo ewoluuje i dostarcza językowi oraz podniebieniu całej gamy goryczkowych doznań, począwszy od delikatnej cytrynowej cierpkości poprzez taninowo-garbnikowe posmaki, aż na silnej i zdecydowanej goryczy kończąc. Kto nauczy się pić pilznera, poradzi sobie w całej reszcie piwnego świata, ponieważ gatunek ten łączy cechy wielu gatunków piwa rozsianych po całym świecie.

Tak, jak ciemne brytyjskie stouty o zapachu kawy i ciemnej czekolady, podkreślone kawową kwasowością i niemieckie Weizeny, w których znajdujemy goździki, banany i masło, mają swoich przedstawicieli, dzięki którym gatunki te zna cały świat, tak Pilzner Urquell jest bez wątpienia najbardziej rozpoznawanym pilznerem na świecie. Co więcej, potrafi on dostarczyć swoim wielbicielom cech, które znaleźć mogą w najznakomitszych piwach z całego świata, uzupełniając je o cechy zarówno aksamitne, jak i szorstkie, bez których pilzner nie byłby pilznerem. Tak, jak stout, piwo to cechuje się wyraźnym aromatem kawy. Maślany aromat zbliża go do niemieckich piw pszenicznych, podczas gdy owocowy bukiet i delikatną wędzoną nutę można porównać z tymi obecnymi w angielskim ale. Dodając do tego przemijającą, wyraźną goryczkę i słodową pełnię smaku, łatwo dojść do wniosku, że takiego połączenia próżno szukać w całym piwnym świecie.

Kulinarne wcielenia pilznera 

Z roku na rok, a właściwie z miesiąca na miesiąc, więcej mówi się o stosowaniu kulinarnych połączeń piwa z potrawami. Piwosze zaczęli zdawać sobie sprawę z faktu, że tak jak wino, które od wieków kojarzone jest z suto zastawionym stołem, tak też i piwo w pełni zasługuje na to, by akompaniować najdoskonalszym nawet potrawom. Od przystawek przez dania główne aż do deserów.

Dzięki złożoności cech, piwo to, jak żadne inne na świecie, nadaje się do akompaniowania potrawom, zarówno tym prostym, jak i wysublimowanym. Podział cech pilznera na strony: słodką – mleko, miód, masło, biszkopty, karmel oraz gorzką – chmiel, zioła, przypalenie, goryczka, sprawia, że gatunek ten idealnie komponuje się zarówno z potrawami, w których skrobia, czyli cukry grają pierwsze skrzypce, jak i z tymi, w których goryczka (wątróbki, oliwki, zioła, pieprz) jest dominującym smakiem. Wyraźna goryczka chmielowa doskonale oczyszcza język, dzięki czemu piwo jest doskonałym przerywnikiem pomiędzy kęsami potrawy. Zawarty w nim chmiel to nic innego jak rodzaj zioła, które pobudza apetyt, co czyni z pilznera świetny aperitif. Aby jednak poprawnie dobrać pilznera do potrawy, musimy zdać sobie sprawę z faktu, w jaki sposób nasze zmysły odbierają i przetwarzają bodźce sensoryczne. Co powoduje, że coś nam smakuje bądź nie?

Pierwszy zawsze jest wzrok. Nie od dziś wiadomo, że jemy także oczyma. Widok atrakcyjnej potrawy pobudza apetyt, tak samo, jak złote, perlące piwo zwieńczone czapą śnieżnobiałej piany generuje silne pragnienie. Warto o tym pamiętać, serwując pilznera do jedzenia. Idealnie smakująca zupa z muli z jajkami przepiórki, która niestety cechuje się mało atrakcyjnym, szarym kolorem, zniweczyć może próbę podkreślenia przepięknej barwy, klarowności i iskry piwa. Potrawy i alkohole muszą być spójne wizualnie, toteż nie od rzeczy będzie podanie pilznera w towarzystwie kremowej zupy z grzybów leśnych zwieńczonej dekoracją ze śmietany i odrobiną świeżej naci pietruszki.

Kolejnym zmysłem pełniącym istotną rolę w rejestrowaniu otaczającej nas rzeczywistości jest słuch. Zastanówmy się przez chwilę, co powoduje, że chrupanie wszelakich kruchych przekąsek tak mocno związane jest z piwem? Odpowiedź jest banalnie prosta – dźwięk tegoż chrupania właśnie… Ten, kto miał okazję w absolutnej ciszy wsłuchać się kiedyś w rytuał nalewania piwa, z pewnością mimowolnie zarejestrował kilka dźwięków. Otwieranie piwa, nalewanie i szum wytworzonej piany, której drobne pęcherzyki piany pękając, tworzą jednolity, perlisty dźwięk. Dźwięk, który tak naprawdę jest istotną funkcją orzeźwiającą piwa. Żeby jeszcze mocniej podkreślić dźwiękowe walory piwa, warto podać do niego chrupiące, kukurydziane tortille, mocno okraszone paprykowym sosem. Będzie to symfonia zarówno dla ucha jak i podniebienia.

Idąc dalej, docieramy do smaku i węchu, i tu ilość połączeń jest nieskończona. Podwaliny sztuki kulinarnej opierają się na dwóch fundamentalnych zjawiskach – synergii i kontrastu. Znając je, możemy dobierać setki odważnych połączeń, ciesząc język każdym z nich.

Pilzner to przede wszystkim goryczka. Goryczka, do której trzeba dorosnąć. Tak, jak uczymy się pić whisky, jeść oliwki i owoce morza, tak też musimy zaprzyjaźnić się z wytrawnym smakiem, który otwiera nam drzwi do wielu wytrawnych połączeń. Serwując pilznera do potraw zawierających oliwki, kapary, rukolę, rozmaryn czy zioła prowansalskie, przekonamy się, ile odcieni może mieć goryczka i jak genialne kompozycje mogą z niej powstawać.

Pilzner to także słodycz, która uzupełniana jest jego bukietem. Biszkoptowy, miodowy i orzechowy zapach sprawia, że piwo to bez wahania możemy podać do drobiowego mięsa macerowanego w marynacie piernikowej i żeberek w miodzie. Klasycznym zaś połączeniem, którego nie można nie popełnić, jest pilzner podany do grillowanego oscypka z żurawinami.

Zagadką wielowymiarowej natury pilznera jest podział jego sensorycznych sił. Dwie strony piwa – słodka oraz gorzka, uzupełniają się nawzajem, powodując, że w każdym połączeniu występuje zarówno wzmacnianie, jak i znoszenie się smaków. Ten sensoryczny paradoks czyni pilznera idealnym partnerem do wielu kulinarnych okazji, w jakich przyjdzie nam się znaleźć.

image_pdfimage_print

O piwie

Przekąski – połączenia kulinarne

Opublikowano: 14 maja 2013

 

Rodzaj piwa Główne cechy sensoryczne Sugerowane połączenia kulinarne Idealna Przekąska Dlaczego?
Lekki lager słodowy, cierpki orzechy, sałaty, lekkie zbożowe przekąski, grillowane owoce i warzywa, białe mięsa, potrawy pikantne (kuchnia węgierska, meksykańska) ser żółty, pistacje, gotowana kukurydza Lekki smak nie przytłacza potrawy, orzeźwia i chłodzi kubki smakowe.
Pełny Lager chmielowy, słodowy, goryczkowy drób, lekkie sosy, orzechy, zioła, dania z wieprzowiny, tłuste ryby, grillowane mięsa, twarde sery żółte ser żółty, orzechy, kabanosy, plastry dojrzewającej szynki Goryczka pobudza apetyt, chmiel podkreśla smak ziół, goryczka oczyszcza kubki smakowe.
Pilsner goryczkowy, cierpki, karmelowy kuchnia polska, czeska, mięsa z grilla, pieczone mięsa, ciemne sosy, zioła, orzechy, twarde sery kruche paluchy (grissini), szynka dojrzewająca, wybór serów, rodzynki, orzechy laskowe, kawałki melona Goryczka oczyszcza kubki smakowe, wielowymiarowy sensoryczny charakter jednocześnie wzmacnia różnorodne smaki potraw.
Mocny lager chmielowy, słodowy, pełny, karmelowy, alkoholowy, owocowy tłuste mięsa, połączenia mięsa, miodu i owoców. Kuchnia polska (bigos, kaczka, gęsina), tłuste sery, sery dojrzewające, zagrodowe ser camembert, brie, orzechy w karmelu, suszone morele Alkohol wspomaga trawienie, pobudza apetyt. Goryczka oczyszcza kubki smakowe, cechy owocowe współgrają z miodem i owocami.
Marcowe palony, pełnosłodowy wołowina, pieczone mięsa, sery zagrodowe, sery dojrzewające, suszone owoce kabanosy, kiełbasy dojrzewające, pikantne salami, pieczywo tostowane, orzechy w karmelu Bogaty chmielowy bukiet i delikatny słodowy posmak dobrze łączą się z wyrazistymi, charakterystycznymi smakami.
Schwarzbier karmelowy, kawowy, czekoladowy desery czekoladowe, lekkie, ciemne sosy, kluski, knedle, pyzy, delikatne mięsa (polędwice, jagnięcina, królik), dziczyzna marcepan, gorzka czekolada, orzechy w miodzie, figi, daktyle, owoce w czekoladzie Ciemne aromaty mają potencjał deserowy, kończą posiłek. Dobrze komponują się z aromatami palonymi ciemnych sosów, pieczonych mięs.
Koźlak karmelowy, palony, migdałowy, alkoholowy ciemne, gęste sosy, kasza, gulasze, sery dojrzewające, wędliny dojrzewające, marcepan, owoce w czekoladzie sery dojrzewające, ciemne pieczywo, szynka wołowa, ciemne winogrono Treściwa pełnia smaku współgra z ciemnymi aromatami mięsnych sosów i czekolady.
Porter palony, wędzony, alkoholowy, owocowy migdały i orzechy w karmelu, wędzone szynki i sery, śliwki w boczku, zrazy wołowe, ciemne sosy, dziczyzna mocno wędzone szynki, ciemne pieczywo, rodzynki, wędzone śliwki Wędzone aromaty podkreślają smak wędzonych owoców, szynek i serów. Wysoka pełnia smaku pasuje do dań treściwych.
Weissbier zbożowy, kwaskowaty, cierpki, rześki ryby pieczone, grillowane, ryby i sery wędzone, sałaty, lekkie sosy (potrawkowy, cytrynowy), drób pieczony, owoce morza zielone oliwki, sery w zalewie (np. feta), smażone krewetki, cząstki pomarańczy, grejpfruta Kwaśno – cierpki posmak ożywia smak dań rybnych. Komponuje się z kwaśnymi nutami sosów, sałat i owoców.
Angielskie ALE chmielowy, goryczkowy, owocowy wędliny, twarde sery, suszone mięsa, wędliny dojrzewające, tłuste mięsa i ryby, zioła wędliny, pikantne sery (cheddar) Wytrawna goryczka przemywa kubki smakowe, ułatwia trawienie, pobudza apetyt.
Irlandzki Stout kawowy, palony, wytrawny, goryczkowy desery z kawą i gorzką czekoladą, owoce morza, orzechy, migdały, owoce w karmelu krewetki, małże, ciemny chleb (pumpernikiel), gorzka czekolada Palony smak i zapach kontrastuje ze smakiem owoców morza i komponuje się z wytrawnymi deserami (kawowe, kakaowe).
Trapist alkoholowy, owocowy, słodowy, drożdżowy sery pleśniowe, winogrona, orzechy, białe pieczywo, suszone owoce kuchnia flamandzka, jagnięcina, sosy na bazie sera, fondue, potrawki Mocny smak alkoholowy oczyszcza kubki smakowe z posmaku sera i orzeźwia zmysły. Wysoka pełnia smaku współgra z treściwymi daniami.

 

image_pdfimage_print

image_print