O branży

I edycja akcji internetowej „Stop! Drogowy absurd” rozstrzygnięta

Opublikowano: 25 sierpnia 2013

Nagrodzono autorów zdjęć przedstawiających szczególnie niebezpieczne miejsca na drogowej mapie Polski. Zgłoszenia przyjmowane były przez miesiąc w ramach wakacyjnej akcji „Stop! Drogowy absurd” – wspólnego projektu poseł Beaty Bublewicz i Klubu DRIvera – internetowej społeczności odpowiedzialnych kierowców na Facebooku. Akcja objęta została patronatem Dekady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. 

Akcja „Stop! Drogowy absurd” prowadzona jest na profilu Klub Drivera na Fecebooku, będącym inicjatywą Związku Browary Polskie, prowadzonym w celu promocji idei „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu”. Cała internetowa społeczność odpowiedzialnych kierowców zaproszona została do zgłaszania miejsc na polskich drogach, które, ich zdaniem, wymagają zmiany oznakowania lub wprowadzenia innych elementów infrastruktury.

W pierwszej edycji akcji, która trwała od 25 lipca do 24 sierpnia, internauci zgłosili niemal 40 „drogowych absurdów” zlokalizowanych na terenie całej Polski. Każda osoba, która wzięła udział w akcji, zostanie nagrodzona, a zgłoszenie najbardziej popularne wśród Internautów, które zdobyło wśród nich największą ilość głosów, nagrodzone zostanie nawigacją samochodową. Autor zgłoszenia, które ocenione zostało przez eksperta Marka Wierzchowskiego, jako najbardziej zasadne z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, nagrodzony zostanie kursem doskonalenia techniki jazdy w Szkole Jazdy Renault.

Wciąż można się przyłączyć do akcji „Stop! Drogowy absurd” – właśnie trwa jej druga edycja, która zakończy się 25 września. Poza nagrodami, analogicznymi do tych, które przyznane zostały w pierwszej odsłonie akcji, elementem zachęcającym do udziału w niej jest świadomość bezpośredniego wpływu na codzienną polską rzeczywistość drogową.

Dołączyć do akcji „Stop! Drogowy absurd” można poprzez profil Klub Drivera na Fecebooku

https://www.facebook.com/klubdrivera

wyniki I edycji akcji:

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=569635659738329&set=a.137518329616733.13893.111284068906826&type=1&theater

image_pdfimage_print

O piwie

Część IV

Opublikowano: 19 sierpnia 2013

Część B – GERMAŃSKIE MITY O WARZENIU I SPOŻYWANIU PIWA. PIEŚNI EDDY.  

Dawną ojczyzną plemion germańskich była południowo-zachodnia Skandynawia oraz półwysep Jutlandzki. W swych wędrówkach „rozsypali” się po całej Europie, dzieląc się na plemiona wschodnie, północne, zachodnie i tak na przykład plemiona wschodnie dotarły na stepy czarnomorskie (tam uciekały od opresji tureckich Hunów), by osiąść w Hiszpanii (Wizygoci), czy Afryce (Wandalowie). Plemiona zachodnie osiadły nad Renem i w dorzeczu górnego Dunaju, Frankowie opanowali rzymską Galię. Stabilizacja osadnicza oznaczała rozwój rolnictwa, a wraz z nim warzenie piwa, kulturę piwną warstw wyższych i „zwykłych” mieszkańców.

Istotnym etapem ekspansji Germanów stała się na początku X wieku Islandia, a z niej docierali nawet do Grenlandii. Te wszystkie perturbacje dziejowe znalazły swe odbicie w mitach i mitologiach germańskich, informacje o mitach mamy w pieśniach eddaicznych, czyli pieśniach Eddy powstałych w wiekach średnich (stulecie XIII).Tam poszukamy śladów kultury materialnej a wraz z nią funkcji piwa wśród bogów i ludzi.

Piwo obecne było w życiu codziennym Germanów, piwo umieścili oni na najwyższych piętrach wierzeń mitologicznych, mitologię tę poznajemy dzięki rękopisowi z XIII wieku powstałemu w Islandii.  Nazwano go „Eddą” („Eddą starszą”, „Eddą Poetycką”), po staroirlandzku – Edda – oznacza „prababkę”, względnie „poezję”, albo dwór Snorria Sturlusona, czyli tego, który spisał mity. Pochylmy się nad pieśnią „Połajanki Lokego”(postać mityczna, ale nie bóg), która wedle znawców oddaje klimat kulturowy „Eddy”, a dotyczy przygotowania uczty dla bogów przez olbrzyma Egira (zwanego także Gymirem). Tenże olbrzym, nawarzył pewnego dnia w ogromnym kotle piwa dla bogów, którzy zaczęli schodzić na tę biesiadę- przybył Odyn z żoną Frigg, przybyła Sif, żona nieobecnego Tora, i wielu innych. Zjawił się także Loki, niechętnie widziany przez ucztujących. W BOSKIM TOWARZYSTWIE PIWO, SAMO, BEZ NICZYJEJ POMOCY NAPEŁNIAŁO KUBKI. Działo się to w czasie sakralnym, świętym, wypełniało marzenia ludzi o niewyczerpalnych zasobach piwa.

Dotyczyło to jednak tylko bogów, ludzie na te kubki musieliby zapracować. Loki pełen zazdrości w zasadzie o wszystko, zabił jednego ze sług olbrzyma. Oburzeni bogowie wygnali go z uczty, sami dalej uczestniczyli w biesiadzie. Loki jednak powrócił kłócąc się ze wszystkimi boginiami i bogami, wytykając im błędy i przypominając dawne układy. Odynowi wypomniał zawarcie braterstwa krwi, które oznaczało to, że Odyn nie wypije z własnego kubka piwa, póki kubek Lokego nie będzie pełny. Powracając na ucztę Loki zażądał dobrego miodu, miód ten bogini Sif, żona Tora podała mu w kryształowym naczyniu (może w kielichu?).

Powszechność piwa u Germanów miała swe przełożenie na gusta bogiń i bogów, którzy w swym gronie raczą się piwem, czyli nie byli i nie są wybredni, nie szukają trunków nieosiągalnych dla człowieka. Warzenie piwa dla istot boskich jest jakby misterium, bo przecież pochylą się nad nim boscy biesiadnicy, posmakują, pochwalą, pobłogosławią. W innych pieśniach „Eddy” bogowie raczą się winem, a tylko raz, jak wspomniałam, Lokemu podawano miód w szklanym naczyniu (miód pitny miał indoeuropejskie korzenie).

„PIEŚŃ O HYMIRZE”

Pozostając w kręgu pieśni, przyjrzyjmy się „Pieśni o Hymirze” opiewającej kolejne spotkanie bogów, którzy tak jak śmiertelnicy chcieli pobiesiadować w swym towarzystwie, a uczynili to po powrocie z polowania. Pomijając szczegóły powiemy, że wróżba z krwi zwierząt wskazała na olbrzyma Egila, jako tego, który jest zasobny w żywność i może przygotować piwo dla istot boskich. Olbrzym nie był zadowolony z decyzji bogów, że niby on, mieszkaniec gór, syn Miskorblindego ma trudzić się organizowaniem uczty. Pomyślał o czymś w rodzaju zemsty. Torowi, który zlecił mu zaopatrzenie stołów, powiedział, aby wyszukał olbrzymi kocioł dla uwarzenia piwa boskim gościom. Ten kocioł za poradą Tyra pragnął zdobyć Tor od groźnego olbrzyma Hymira (ojca Tyra). Hymir mieszkał „na skraju niebios, na wschód od rzeki Elivagar (dosłownie wzburzone fale)”. Tam udał się Tor z Tyrem. Piwem częstuje podróżnych matka olbrzyma Tyra, gest ten miły dla podróżników nie kończy kłopotów związanych ze zdobyciem kotła, choć wreszcie po wielu perypetiach naczynie znajduje się wśród bogów i pieśń ma takie oto zwieńczenie:

„Bogów władyka (Tor-M.F.) przybył na ting boski

Przyniósł on kocioł Hymira olbrzyma

Z którego bóg każdy zimową porą

Piwa do woli czerpać będzie mógł.”

Dodajmy, że ting oznaczał wiec, zgromadzenie, ( w tym wypadku bogów), komunikujących się ze sobą tak jak to czynili wodzowie i wojownicy na ziemi.

Dramaturgia wydarzeń w „Pieśni o Hymerze” koncentrowała się wokół piwa i naczynia, czyli kotła do przygotowania tegoż. No, bo jakże mogliby wypijać bogowie piwo nie mając jakiegoś olbrzymiego kotła, do którego można wielokrotnie sięgać, zwłaszcza w zimie? Napitek rozgrzewał boskie ciała, kolorystyką bursztynu zachęcał do picia, utwierdzając ich w przekonaniu, że nie masz lepszego źródła zaspokojenia pragnienia nad PIWO. A wzorce upodobań szły dalej, „w dół” do ludzi, dla których piwo także było podstawą codziennego i świątecznego użytku.

WALKIRIE NIOSĄCE PIWO WOJOWNIKOM.

Interesującą informację o funkcjach piwa w mitologii germańskiej dostarcza nam wątek dotyczący Walkyrii czyli tych, które „wybierają poległych”. Walkyrie obecne są w pieśniach „Eddy”, w mitycznej historii świata zaprezentowanej w „Przepowiedni Wieszczki”. Walkirie wybierają poległych i zabierają ich do Walhalli (miejsca ostatecznego, wiekuistego spoczynku, coś na kształt Pól Elizejskich starożytnych Greków), część z nich przynosi piwo dzielnym wojownikom (kilkanaście Walkirii wymienia utwór ”Słowa Grimnira”).

Piwo, jako wsparcie w bojach, piwo, jako pocieszenie, piwo mieszczące się w ethosie rycerskim wojowników germańskich – te różne role piwa utwierdzają sens kulturowy napitku potrzebnego tak bogom jak i ludziom. Z czasem Walkirie, z posłanek boga Odyna zabierających poległych do Walhalli, przeobraziły się w czułe opiekunki bohaterskich wojowników, którym jak powiedzielibyśmy współcześnie, serwowały cenne napitki. Wielbicielom Ryszarda Wagnera kojarzą się one z galopem Walkiri w „Złocie Renu” i klimatem mitów starogermańskich w twórczości tego genialnego twórcy. Moc i siła mitów trwały w czasach chrześcijańskich, niekiedy wstawiennictwo bogów pogańskich przewyższało w mniemaniu Germanów interwencję nowej religii i jej koryfeuszy. Zatrzymałam się nad sentencją poetki komentującej zatonięcie statku z misjonarzem – „Tor rozwalił statek księdza; bogowie sprawili, że statek zatonął. Chrystus go nie ochronił.” Zemsta bogów pod wodzą Tora byłą karą zesłaną. Na ludzi, za to, że zaprzestali składania ofiar. A przecież woń ofiar miła była bogom germańskim, greckim i rzymskim, wielki Jahwe też chętnie z nich korzystał, a gdzieś w tle pieniło się „perliście piwo” signum zachowań i różnorodności kultur, tajemnic wielkich kultów i religii.

Przejdźmy, zatem dalej do kręgu mitologii greckiej, szukając miejsca piwa w tradycji trackiej i bachanaliach ku czci Dionizosa, idąc szlakiem naukowej przygody prezentowanej przez Zygmunta Kubiaka, Roberta Gravesa, ich poprzedników i następców.

 

Autor: Maria Falińska

image_pdfimage_print

O piwie

Część V – CZAS MITOLOGICZNY, SACRUM I PROFANUM STAROŻYTNYCH GREKÓW. BOSKIE EPIFANIE.

Opublikowano: 19 sierpnia 2013

Misteria ku czci Dionizosa. Kult boga piwa i winnej latorośli. Piwne orgie.

SABAZJOS-DIONIZOS

Ten wesoły bóg z orszakiem pijanych sylenów i menad czczony był, jako rogate dziecko w zależności od miejsc kultu – rogi mogły być rogami kozła, rogacza, byka lub tryka. Na ziemi trackiej Dionizosa czczono pod postacią białego byka, tej Tracji, która zaświadczała o kulcie piwa spożywanego w celach sakralnych, o orgiach piwnych na cześć Dionizosa syna Semele i Zeusa. W trakcie piwnych orgii w górach, święty król utykał jak kuropatwa, (pewne tradycyjne odniesienia do kulejącego boga kowali Hefajstosa) podobnie jak podczas kanaanickiego Święta Wiosennego zwanego „Pesach”(utykanie).   Rzecz szczególna, ale istotna, świadcząca o metamorfozach upodobań i możliwościach producenckich Greków: Dionizos zanim stał bogiem wina był bogiem piwa wówczas nazywał się SABAZJOS.

Tragedia grecka a warzenie piwa

Kolejna ciekawostka związana z piwem ma walor językoznawczy. Otóż Robert Graves sugeruje, że źródłosłowu tragedii należy szukać nie w wyrazie tragos „kozioł”(wedle Wergiliusza), ale tragos-orkisz oznaczającego ateńskie ziarno używane przy warzeniu piwa. Rzecz warta rozważenia, piwo, które legło u podstaw cywilizacji ludzkiej towarzyszy powstawaniu tragedii, ujawnia mechanizm przełożenia kulturowego – od języka teatru do rolniczych upraw i przyrządzania napitku.

Orgie piwne  

Miód, wino i piwo z bluszczu były napitkami wprawiającymi w trans kapłanki księżyca (bogini Semele) w czasie tańców ku czci kozła, kiedy to rozszalałe rozszarpywały dzieci i zwierzęta. Te orgie piwno-winne propagowały ekstatyczny kult Dionizosa, czczonego i uznanego po wielu stuleciach w Delfach, Koryncie, Sparcie i Atenach. Jednocześnie kult boga piwa i wina zaczął wypierać obrzędy religijne promujące kanibalizm, bowiem dotychczas, w czasie dorocznych orgii żniwnych składano ofiary z chłopców i dziewcząt, których głowy ozdabiano bluszczem i kłosami zboża. Dowodem kultu Dionizosa, jako BOGA PIWA byli jego współtowarzysze postępujący za nim, w jego orszaku –byli to ludzie konie, nie ludzie kozły, bowiem te ostatnie łączono z kreteńskim lub libijskim kultem i winem. Koń z Hellady (helladzki) powiązany był z piwem i nektarem.

Inny „piwny wątek” pojawia się w kontekście dzieciństwa Dionizosa ukrywanego przed gniewem zazdrosnej bogini Hery, żony Zeusa u nimf, z których jedna imieniem Makris, karmiła boskie dziecko piwem i miodem Były one mieszkankami helikońskiego wzgórza Nysa a nazywano je Hyadami, ( „Sprawczyniami deszczu”). Właśnie ta Makris oraz menady posiadające, jako tyrsy gałęzie jodły oplecione bluszczem były przypomnieniem najstarszego napitku –piwa z liści i gałązek świerku, doprawionego bluszczem a słodzonego pitnym miodem. Na homeryckim Olimpie warzono miód pitny z fermentowanego miodu (był to boski nektar bogów obok ambrozji oczywiście).

Intermezzo na temat wina

Kult wina i kulty winnej latorośli rozprzestrzeniały się w Europie, Azji, północnej Afryce tworząc mistyczną historię Dionizosa. Grecy nie wynaleźli wina, bowiem winogrona znaleźć można było dziko rosnące na wybrzeżu południowym Morza Czarnego, gdzie z tamtego obszaru „przeniosły się” do Libii, Palestyny, Krety, Persji i Indii, a w epoce brązu szlakiem bursztynowym dotarły do Brytanii.

Winorośl 10 drzewem roku sakralnego

Odpowiednim miesiącem był wrzesień, gdyż wówczas obchodzono święto winobrania. Bluszcz październikowy był jedenastym miesiącem, podczas którego menady przeżuwały liście bluszczu i wpadały w trans. Dodać warto, że bluszcz dostarczał czerwonego barwnika, ten barwnik otrzymywali Grecy również z innych świętych drzew na przykład z kolczastego dębu Ela, olchy Foroneusa, winnej latorośli i granatu Dionizosa. Nie zagłębiając się dalej w zawiłości przyrodniczo-kulturowe powiemy, że grecki bluszcz i winna latorośl oraz platan mają piękną, subtelną strukturę liścia, pięciokątną budowę prezentującą „płodną dłoń bogini ziemi, Rei”.

Dionizje Małe, czyli Wiejskie, Dionizje Wielkie, czyli Miejskie

Dionizje Małe obchodzono przy końcu grudnia i na początku stycznia, kiedy to otwierano naczynia z młodym winem. Towarzyszyły temu tańce, lub podskoki na workach po winie polanych oliwą. Zwyciężał ten, kto najdłużej przetańczył na worku. Słynne były Lenaje w styczniu i lutym, w okresie tłoczenia wina organizowano przedstawienia teatralne, wydawano uliczne uczty, urządzano pochody. Komedie i tragedie wystawiano w teatrze Dionizosa u podnóża Akropolu. Pisząc to, wyobrażam sobie barwne tłumy, powszechną wesołość Greków, śmiechy, pogodne nastroje, śpiewy i dykteryjki wypowiadane w kameralnym gronie – chciałoby się znaleźć wśród nich i pobiesiadować, kosztując wina i piwa. Było też najstarsze święto dionizyjskie Antesterie obchodzone w lutym i marcu, prezentowano wtenczas symboliczne zaślubiny żony Archonta-Króla z Dionizosem. Oddawano także cześć umarłym przodkom.

W marcu i kwietniu obchodzono Miejskie Dionizje. Przenoszono posąg Dionizosa ze stoku Akropolu, gdzie znajdowała się świątynia do gaju Akademosa (herosa) i tam ucztowano. Ponownie napitki lały się strumieniem rozweselając biesiadników. I chwała im za to. Echa tych uczt docierały do następnych wieków, wywołując nostalgie za wielkością starożytnych, za wielobarwnością kultury antycznej, za napitkami z piwem i winem na czele.

Dzikie konie a kult piwa

To, że Dionizos był wcześniejszym, w starej tradycji bóstwem piwa wynika także z interpretacji wydarzeń w Tracji, związanych z królem Edończyków Likurgiem. Likurg za opór przeciwko Dionizosowi został pokarany obłędem z poręki bogini ziemi Rei, boskiej babki tego boga. W szale zabił toporem własnego potomka Dryasa, sądząc, że to winorośl – tu z przerażeniem słuchamy, jak obciął mu nos, uszy, palce myśląc, że obcina gałązki winorośli. Zatrwożyła się Tracja a ziemia przestała wydawać plony. Smutny był koniec tego szaleńca: rozszarpany przez dzikie konie na górze Pangajon kończy ten dramat a przyroda powraca do normalności. Dzikie konie są tu symbolem starego porządku, „starszego” Dionizosa, tego od spienionego piwa i urodzajnych gałązek bluszczu.

Dionizos-Bakchos

Obocznym imieniem Dionizosa dającym świadectwo powiązań ze Wschodem był Bakchos (Bachus). Dionizos-Bakchos wywodził się, jak wspomniałam z Tracji, owi Trakowie najechali Beocję i Attykę we wczesnych stuleciach ostatniego tysiąclecia p.n.e. odnawiając religię dionizyjską.  Warto w tym miejscu wspomnieć kobiety z orszaku Dionizosa a mianowicie bachanki.

Bachantki. Menady.Tyjady

Bachantki przystrojone były wieńcami z winorośli lub bluszczu, ubiór bachantek składał się z jeleniej lub koźlej skóry przerzuconej przez lewe ramię. Szalały w pobożnych tańcach wspólnie z satyrami i sylenami tworząc orszak Dionizosa. Dla osób z serpentofobią patrzenie na rysunki bachantek na wazach wywoła wstręt i przerażenie – mają one we włosach węże lub dzierżą je w dłoniach. Przeszły do historii, jako „szalejące” kobiety zwane menadami, bachantkami, tyjadami tańcząc po lesie, krzyczały w rytm muzyki fletni trzcinowych i odgłosów bębnów, w towarzystwie gorejących pochodni, bo przecież biegały nocną porą. Pamiętamy utwór Eurypidesa „Bachantki” w pięknej wierszem ubranej narracji (fragmencik brzmi tak:

„Tańcząc, wdycha się tu

Syryjskiej myrry woń.

Bachant niesie żar sosnowej żagwi,

W biegu wznieca tryskający z tyrsu

I pośród wirującej rzeszy

Wznosi go wysoko,

A włosy rozwiewa na wietrze.”

Ze śpiewem taki rzuca zew:

„Prędzej, bachantki! Prędzej, bachantki!

W przepychu Tmolosu pełnego złota

Opiewajcie Dionizosa…”, a także w innym miejscu

„Wesół  jak źrebię, co przy matce szczypie trawę,

Lekką stopą biegnie bachant.” I wszystko to dla chwały Dionizosa boga piwa i winnych przyjemności na ucztach. A świat wokół bachantek przeobrażał się w jakiejś szlachetnej, sakralnej metamorfozie – na trawie, lub w rzekach pojawiało się mleko, wino, miód czasami piwo. I świat nieruchomiał z zachwytu.

Napitki bogów

Nierzadko w życiu zdarza się tak, że wyobrażenia przedmiotów, osób, pojęć, mijają się z rzeczywistością i jakby deklasują stan rzeczy, „obdzierają” nas ze złudzeń. Taką ciekawostką kulturową są napitki bogów greckich, (bo bogowie skandynawscy pili głównie piwo), czyli nektar i ambrozja. Nektar Zeusa prezentowany, jako czerwone wino był prymitywnym miodem sytnym, a ambrozja pokarm bogów była kleikiem z kaszy jęczmiennej, oliwy i posiekanych owoców. Muszę przyznać, że dla mnie, nadal ambrozja i nektar oznaczają coś niezwykłego, boskiego, radosnego, bardziej kulturowego niż „jedzeniowego”.

Nie zamykając tematyki związanej z dionizyjskimi obrzędami warto podnieść walor społeczny kultu piwa i wina a dotyczący roli kobiet w ucztach, a nawet w tych szalonych tańcach – wśród Germanów, Finów, starożytnych Greków urządzając piwne fety, wychodziły z zamknięcia domowego, od („krosień i czółenek” wedle Eurypidesa) na zewnątrz, integrując się w kobiecym towarzystwie. Feministki łatwo uznałyby je za protoplastki autonomicznych decyzji, u których źródeł leżał KULT PIWA, pretekst, zachęta, przyjemność, obowiązek zachowania tradycji (tej pogańskiej a potem chrześcijańskiej).

 

Literatura  cz. IV i  V

  1. Robert Graves, Mity greckie. Przekład Henryk Krzeczkowski. Wydawnictwo vis -a`-vis/ Etiuda, Kraków 2009
  2. Herodot, Dzieje. Z języka greckiego przełożył i opracował Seweryn Hammer. Czytelnik, Warszawa 2011
  3. Zygmunt Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013
  4. Zygmunt Kubiak, Piękno i gorycz Europy. Dzieje Greków i Rzymian. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2003
  5. Zygmunt Kubiak, Literatura Greków i Rzymian. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2003
  6. Mały Słownik kultury antycznej. Grecja, Rzym, wyd. III poprawione i rozszerzone, Wyd. Wiedza Powszechna, Warszawa 1976
  7. Stanisław Piekarczyk, Mitologia germańska, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1979
  8. Tadeusz Zieliński, Grecja niepodległa.  Do druku podał oraz przedmową opatrzył Aleksander Krawczuk. Wydawnictwo Śląsk (z 1937 roku)

Autor: Maria Falińska

image_pdfimage_print

Dla mediów

Sezon letni 2013 w pełni – reklamy piwa zgodne z zasadami etyki

Opublikowano: 12 sierpnia 2013

W drugim kwartale 2013 roku branża piwowarska wyemitowała łącznie 455 nowych przekazów reklamowych. Pomimo częstszej obecności w mediach branża utrzymuje wysoki poziom przygotowywanych komunikatów – żadna z reklam piwa wyemitowanych w okresie 1 kwietnia – 30 czerwca nie naruszyła zasad Kodeksu Etyki Reklamy.

image_pdfimage_print

image_print