O piwie

XXVII – „PIWNA AUREOLA” SPOŁECZEŃSTW PRZEŁOMU XIX I XX STULECIA. WEZWANIA CYWILIZACYJNE SZCZEGÓLNIE GDY MIJA CZAS WOJNY. A STULECIE XX JEST ŚWIADKIEM DWU WIELKICH WOJEN.

Opublikowano: 30 lipca 2014

Wielkie wojny dotykają ludzi w sposób szczególnie bolesny – to nie tylko legiony poległych żołnierzy i oczywiście rannych czy trwale okaleczonych młodych ludzi  – to także mnóstwo zabitych cywilów, straty materialne , strach trwający pokoleniami. W mojej rodzinie młodzi mężczyźni ginęli zarówno w czasie I  jak i II wojny światowej  pozostawiając bolesne niezagojone rany w pamięci pokoleniowej, rodzinno-rodowej . Zwycięstwa oprócz radości i satysfakcji czczono gorzałką i piwem nawet lichym, czas wojny czyni ludzi niewybrednymi chociaż dobrze gdy jest do dyspozycji dobry trunek – nieskażona wódka i szlachetne piwo.  Te ostatnie przynależą tym, którzy zwyciężyli, chociaż mogą być wielbicielami whisky, koniaku i markowego wina. Piwo, podstawowy, elementarny napitek ludzkości z różnych stron świata był z pewnością pociechą dla wielu, w tym dla zwykłych żołnierzy, czy mieszkańców terenów objętych wojną – w krańcowych wypadkach mógł i musiał wystarczyć za posiłek. „Piwna aureola” mówiąc językiem K.J. Gałczyńskiego roztacza się nad wszystkimi, którzy chcą, mogą, czasami muszą pijać ten szlachetny trunek. To także kwestia wyboru, rodzinnej tradycji, wrażliwości na określony rodzaj trunku , przyzwyczajenie i szukanie towarzyskich pretekstów i powiedzmy sobie kontekstów. W tym mieści się legenda krakowskiego „Zielonego Balonika”.

 

MŁODOPOLSKIE UPODOBANIA PIWNE  – KRAKÓW WEDLE „ZIELONEGO BALONIKA” I „SŁÓWEK” BOYA.

Zanim wejdziemy w dwudziestolecie międzywojenne (1918-1939), przyjrzyjmy się Galicji i szczególnie zjawisku jakim była kultura Krakowa i jej osobliwe tworzywo –  Młoda Polska –  osadzona w realiach  XIX stulecia. Kraków tak jak cała Galicja był miastem biednym „zapyziałym”, gdzie wiele nędzy odkrywały ulice miasta – brak wielkiego przemysłu a więc proletariatu, oznaczał prymat drobnomieszczaństwa, ludzi kościoła i arystokracji – obłuda, fałsz, nędza z lichotą dominowały w tej najbiedniejszej dzielnicy monarchii austro-węgierskiej.  Krytykowali to miasto intelektualiści tacy jak Wacław Nałkowski, Stefan Żeromski, Tadeusz Boy Żeleński, opisując biedę, brak perspektyw, fałsz religijnych uniesień. Alkohol zalewał gardła biednych i bogatych, lecz tym biedniejszym wypełniał żołądki, uspokajał dusze ale też wypłukiwał grosze z kieszeni, cóż terapeutyczna zależność pijących od trunków była i jest ponadczasowa. Modernistyczne nastroje budowały w mieście dwa dramaty Jana Augusta Kisielewskiego zatytułowane „W sieci” i „Karykatury”.   Sztuka „Karykatury” opisuje jak to „koliste, lśniące kieliszki szampańskie zapełniają się wrzącym płynem kawowym”  i gdy dyskutuje się o Ibsenie, Dostojewskim, Tołstoju, Munchu, gdy na tapetę wyjeżdżają Nietzsche, Strindberg, Bebel, Maeterlinck. Bogiem cyganerii krakowskiej był paryski Baudelaire i jego osobliwy satanizm .Paryski styl Baudelaire`a można było odtworzyć w Krakowie. Wedle Boya „Szynk, pijak w rynsztoku, tania prostytucja, zdechły pies gnijący na środku ulicy, starowinka kryjąca swą drżącą ruinę pod czarną mantylką, cmentarz, koty, organy i woń kadzidła, alkohol , księżyc, noc i – marzenie, marzenie…(..). Trupia cera bodlerowskiej muzy jakże harmonizowała z ówczesnym podwawelskim klimatem.”

 

A LEGENDARNY  STANISŁAW PRZYBYSZEWSKI…. PIWOGRÓDKI LETNIĄ PORĄ W KRAKOWIE

W 1898 roku przybył do Krakowa mityczny, legendarny bard, zwany wodzem dekadentów -Stanisław Przybyszewski, deklarujący nowe zasady w rodzaju: „świat cały powstał z chuci”, czy „na początku była chuć”. Podporą filozoficzną tej moderny byli: Nietzsche oraz Schopenhauer, literackim bogiem słynny Strindberg. Młody Boy Żeleński towarzyszył pijackim przygodom Przybyszewskiego (absynt, piwo, wódka), zachwycił się oryginalną urodą Norweżki Dagny Przybyszewskiej . Poznał bohemę artystyczną Paryża i zasłynął „Słówkami” i kabaretem „Zielony Balonik” zajmującym salę restauracji „Jamy Michalikowej” w Krakowie. W tym teatrzyku debiutowali młody Schiller, Osterwa i Szyfman, sam teatrzyk rozpropagowany dzięki Boyowi był towarzyskim tyglem zabaw muzyków, malarzy, literatów i aktorów. W takim zacnym towarzystwie alkohol „lał się strumieniami”, towarzystwa dotrzymywali także młodzi konserwatyści z krakowskiego „Czasu” i  zapraszani mieszkańcy Krakowa. W czasie gdy „Zielony Balonik” powstawał , zryw młodopolski opadał, po 1905 (rewolucja w carskiej Rosji) nietzscheanizm przeoblekał swą postać  literacką, filozoficzną i estetyczną w wyznanie polityczne a sława Przybyszewskiego opadała i nikła.  Zainteresowanie wzbudzał Wyspiański z całym bagażem mitów wielkości i upadku ojczyzny.

Wszyscy ci wielcy i pomniejsi nie oszczędzali sił i środków dla nasycenia się winem, piwem, czy innymi „spirytualiami”, prowincjonalny Kraków wzbudzał nostalgię ale bywał odskocznią do studiów zagranicznych na przykład w Paryżu. (pijacko i erotycznie szalał tam Staś Wyspiański wzbudzając nabożne zastrzeżenia wielbiącego go malarza Mehoffera). O piwie pisze w swoich sławetnych „Słówkach” Boy Żeleński . Spójrzmy na uroczy wierszyk zatytułowany „Jak wygląda niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego” : „By uniknąć ambarasu, /Wzięto rok za miarę czasu./ Dzielą go (bardzo wygodnie)/Na miesiące i tygodnie./ Tydzień znów z grubsza podzielę/ Na zwykłe dni i Niedzielę./ Do pracy są zwykłe dzionki,/ a Niedziela dla małżonki./W ten dzień by największa ciura/ Wyzwolona jest od biura./ Każdy ze swoją niewiastą / Rad wybiera się za miasto./Podaj ramię magnifice / I jazda z nią na ulicę./ Oczywista, że i dziadki/ Śpieszą obok swego tatki”.  A w dalszym ciągu wiersza o tej rodzinnej eskapadzie (pomijając kolejne wersy): „ Szczęściem wzbiera miejskie łono,/ gdy trawkę widzi zieloną./ Już was tylko przestrzeń krótka, /Oddziela od piwogródka.  / Ale kto ma liczną dziatwę , / Nic mu w życiu nie jest łatwe,/ Franio się przestraszył gęsi,/A Maryjka woła „ęsi”./ Brzusiowi pot spływa z czoła/ I co gorsza nic nie woła./. Wszystko mija   więc szczęśliwie/ Siedzicie wreszcie przy piwie.” A gdy w końcu wrócono do domu i kładziono się spać to: „ Patrzysz łakomie jak  żona/ Rozdziewa pierś i ramiona./ Słońce , wieś, Trawiata, piwo, myśli płyną ci leniwo./. A finał ekskursji całej: Nowy bąk za trzy kwartały.” Oczywiście jest to zjadliwa krytyka drobnomieszczaństwa   ułożona przez arcymistrza mowy polskiej  Tadeusza Boya Żeleńskiego  dobrze obeznanego z atmosferą Krakowa i Galicji, także amatora mocnych trunków serwowanych w krakowskich knajpach. „Słówka” można by rzec z ponadczasowym wdziękiem, kokietują niejedno pokolenie czytelników  i powiedzonka – kalambury w rodzaju: „bo paraliż postępowy /Najzacniejsze trafia głowy” lub słynny : „ Z tym największy jest ambaras,/ Żeby dwoje chciało na raz”; „Na co człowiek się naraża, kiedy ojca ma masarza”  itp. niełatwo zastąpić innymi  równie celnymi wobec śmiesznych zjawisk w życiu codziennym, wobec postaci z Parnasu sztuki, literatury i teatru czy zwykłych Krakusów.

„Słówka” Boya sprawiały mi zawsze dużo uciechy, bo inteligencja połączona ze „słodką” ironią, która docierała do dawnego czytelnika, może dotrzeć i dzisiaj, do współczesnego. Kontekst piwny bywa tu wyborny, bo w Krakowie wiele było miejsc, gdzie można było spożyć do woli ten bursztynowy napój.(oczywiście nie tylko ten!). Do popularnych wierszy należy poemacik „Dzień p. Esika w Ostendzie”, w którym bohater jedzie do wód i zażywa przyjemności w rodzaju lekkich śniadań,  buszowania na plaży, przekąsek itp. Pisze o tym Boy tak: „Ostryga tłusta/ Wpada mu w usta./ Potem langusta, /Potem chablis:/ Otwiera paszczę,/Językiem mlaszcze/W brzuszek się głaszcze/ I dalej ji.” Później w szale przyjemności nie zapomnina jednak o finansach, wycofując się z zabaw w taki oto sposób:” Nie głupi Esik,/Swój pularesik/ Zapina gdziesik,/Ochłonął w mig;/ Płaci co żywo/ Za małe piwo,/Z miną złośliwą/Za drzwiami znikł.” (ta refleksja pojawiła się w sytuacji zainteresowania usługami kobiecymi w tamtejszym tinglu, zbyt kosztownymi dla typowego Krakusa).

Piwne  atrakcje Młodej Polski konkurowały z przyjęciami, na których królował   stary koniak czy sławny „szampiter” tj .szampan, co oznaczało uroczyste uczczenie określonych wydarzeń osobistych  lub towarzyskich. Urok nieprzespanych nocy i przegadanych godzin oznaczał przygodę z alkoholem – piwem, wódką , winem itp.trunkami. Wzloty i upadki młodopolszczyzny odliczały ilości spożywanych napitków, wejście w dalsze epoki literackie potęgowało apetyt na nowe wyzwania alkoholowe z piwem na czele. Pójdziemy tym tropem.

 

Autor: Maria Falińska

image_pdfimage_print

O piwie

XXVIII – FELIETON SPECJALNIE POŚWIĘCONY BADACZOM MITÓW FIŃSKICH, NIEKIEDY ROSYJSKICH I IRLANDZKICH GDZIE PIWO BYWA BOHATEREM ZASŁUŻONYM, NIEKIEDY NIESPODZIEWANYM, A ZAWSZE POŻĄDANYM I NIEZBĘDNYM.

Opublikowano: 30 lipca 2014

WINNO-PIWNE PRZYGODY PRAOJCA NOEGO.

Jest tu sporo informacji dotyczących kultu piwa i piwa, jako zjawiska kulturowego. Zaciekawienie budzi fakt wkomponowania piwa do epopei o Noem i jego perypetii z budową arki. W „Księdze Rodzaju” praojciec Noe uległ czarowi wina i skutkiem tego padł pijany w namiocie. Dalej znamy reperkusje tego wydarzenia – wizyta Chama i jego naigrywanie się z ojca, potępienie ze strony braci Sema i Jafeta, przekleństwo Noego skierowane do Chama, (gdy oczywiście się obudził chyba na kacu!). W innych odmianach jakbyśmy powiedzieli mitu o Noem upijającym napitkiem jest piwo, przyczyniające się do kłopotów Noego.

W Finlandii preferującej napój piwny, piwo pieni się od piany ze świńskiego pyska, którą syn Kalervo dołożył do zacieru, aby fermentowało. W przypowieściach rosyjskich Noe otrzymał od żony piwo sporządzone z piany z końskiego pyska lub wieprzowego ryja. W irlandzkich zaś to diabeł zwany „dziedzicem” splunął do piwa powodując pojawienie się piany i to tak obfitej, że spływała na podłogę. Ponieważ był to czart, to piwo staje się przyczyną pokus i różnych złych zjawisk. Według Estończyków piwo pieni się od świńskiej śliny i Noe używa jej przy warzeniu piwa.

Te przekazy wymagają pewnych komentarzy, bowiem wydarzenia związane z pijaństwem Noego w „Księdze Rodzaju” mają miejsce po potopie, podczas gdy we wspomnianych mitach dzieją się w trakcie budowy arki i przygotowań zwierząt do wejścia do wybudowanej łodzi. Szczególna, co prawda negatywna jest rola żony Noego, która słucha podszeptów diabła pragnącego wejść do arki i swoje czynić. Żona uległa szatanowi przyrządza napój (piwo lub w karelskim opisie wódkę) i daje ją mężowi. Dodatkowo diabeł poucza ją, aby ostatnia weszła do arki, gdy Noe będzie już zmęczony i zirytowany i zaklnie złorzecząc żonie (chyba coś w tym rodzaju: „babo gdzie jesteś, do diabła chodź zaraz!). I to otwierało furtkę dla diabła pragnącego też uratować się z potopu i oczywiście mieszać w ludzkim nowym świecie, jaki miał się narodzić po potopie. O ironio w tym lepszym, ale już z diabełkiem (diaskiem) schowanym pod podłogą. Czyli innymi słowy, zło zawsze może się zadomowić niezależnie nawet od nakazów boga lub bogów. A piwo, wino czy wódka mogą okazać się doskonałymi wspomożycielami intryg diabelskich, bo nadmiar alkoholu sprzyja otumanieniu i działaniu niezgodnemu z wolą człowieka trzeźwego, rozumnego. I mówimy wówczas o grzechu opilstwa powszechnie potępianym obok lenistwa czy obżarstwa.

W każdym razie z potopem, arką, Noem i jego żoną związane są trunki, procedury warzenia piwa i tworzenia piany na powierzchni piwa– czasami mówi się o uprawie winorośli i winie a nawet wódce – moc sprawcza kultury piwnej i winnej a nawet wódczanej staje się elementem napędowym wydarzeń o proweniencji mitycznej lub historycznej. A ludzkość pomimo odnowy zabiera na nowy początek diabła krzywdziciela i kusiciela wszelkiego stworzenia bożego.  Wydaje się, że jest to rzecz nieunikniona a bezwinne piwo i wino pomaga w realizacji zamysłu takiego oto:, „jeśli ma być arka z ludźmi i zwierzętami to niech znajdzie się miejsce choćby niewielkie dla diabełka”.  Fabuła związana z Noem i arką jest szersza interpretacyjnie, nas „zatrzymał” wątek piwny mniej znany od wątku winorośli, choć równie atrakcyjny. Dziwne koła zatacza adaptacja piwa w społecznym kręgu pijących, rzecz ta odbywa się w relacji od profanum do sacrum, w porządku rzeczy wymijających się zdarzeń, osób i symboli kulturowych, stanowiąc zaporę przed lekkomyślnym trwonieniem błogosławieństw i wyroków boskich. I choć znowu wkracza na scenę życia zło, niejako powtórka kuszenia Ewy przez złego ducha w Edenie, w raju, ( bo kobieta bardziej uległą jest szatanowi, przynajmniej tak sądzą teologowie), to tym razem chodzi o czyszczenie starego świata z grzechów a przydanie nowych „rumieńców” uratowanym sprawiedliwym. A piwo w czarownym geście żony Noego bywa heroldem dobrego i złego – tak musi być gdzie dobro to i zło, gdzie brzydota tam piękno, gdzie uczciwość tam przekręty, gdzie chciwość tam szczodrość itd.

 

KULT NIEDŹWIEDZIA A KULT PIWA

Badacze mitów i wierzeń fińskich zwracają uwagę na opisy kultów niedźwiedzia, który to niedźwiedź stanowił przedmiot polowań a jednocześnie czci i modłów błagalnych, przeprosin za pozbawienie go życia. Przytoczmy w ślad za Martti Haavio autorem opisanej już wcześniej „Mitologii fińskiej” osobę Christiana Salmeniusa (1700 – 1791), który w książce „Opis historyczny i ekonomiczny parafii Kalajoki we wschodniej Botni” ukazuje rytuały stypy po zabiciu niedźwiedzia na Północy Finlandii. Wedle niego, gdy mieszkańcy upolowali niedźwiedzia to napełniali PIWEM jego czaszkę i zawieszali na drzewie. Jak długo wisiała tak wlewano do niej przez małe otwory różne napitki, przemawiano do czaszki, kłaniano się, weselono.

Na początku XVIII stulecia w dekanacie Viitasaari znaleziono opis stypy niedźwiedziej. Według niego na wielką ucztę przygotowywano zapasy zboża, aby przyrządzić PIWO I WÓDKĘ. Zaczynały się zaślubiny martwego zwierzęcia, czyli obrzędy z głową. Wybierano chłopca, jako pana młodego i dziewczynę do roli panny młodej. Mięso niedźwiedzia jedzono z gotowanym grochem, a misę z głową zwierzęcia umieszczano na miejscu najważniejszym na końcu stołu. Jedzono i pito PIWO oraz śpiewano pieśni, w których zwracano się przymilnie do niedźwiedzia. Wyglądało to mniej, więc tak: ”Mój niedźwiadku, ma ptaszyno, mój pięknisiu, mój złociutki. Pokój daj krowom z cielęty, zgódź się z dającymi nawóz. Mój staruszku, ma ptaszyno, mój pięknisiu, mój złociutki. Przechodź unikając pastwisk, mijając zagrody bydła.” Pieśń opisuje też zabicie niedźwiedzia i rolę myśliwego, przy czym niedźwiedź opisywany jest, jako złoty król lasu szlachetnie urodzony a myśliwy pomniejsza swą pozycję i rolę uważając się za małego chłopka, choć w tych relacjach jest zabójcą i triumfuje nad zwierzęciem.

Po skończonej biesiadzie formował się orszak na czele z panem młodym i panną młodą, wynoszono ogryzioną czaszkę i kości. A wyglądało to tak, że za państwem młodym szedł mężczyzna dzierżący drewnianą krużę z PIWEM, za nim śpiewak, wreszcie ten, który niósł misę z głową i kośćmi. Zawieszano czaszkę na obrzędowej sośnie, gdzie już wisiała najstarsza niedźwiedzia czaszka. Nie wnikając głębiej w antologię mitu, (który wydaje mi się barbarzyński) dodam, że istniało pojęcie macierzy rodu niedźwiedziego, czyli pramatki z mitu o rodzie zwierzęcym, w którym myśliwy zwraca się do niej o przyzwolenie na zabicie któregoś z jej potomków. I rytuały trwały wzmacniając więzy rodowo-rodzinne i sąsiedzkie. Oprawą tradycji i mitów był KULT PIWA podstawowego napitku Finów i Germanów. Czasami wystarczała WÓDKA. Chrześcijaństwo zniosło wiele z przyzwyczajeń i obrzędów pogańskich pozostawiając oczywiście piwo, jako naturalnego sojusznika w łączeniu dawnego, pogańskiego rytuału z nowym kodeksem cnót i prawideł chrześcijańskich. Święta chrześcijańskie także można było czcić ucztą piwną i przekąskami. I to nie tylko u Finów i Germanów, ale w innych plemionach i społecznościach także.

 

 

WYBRANA LITERATURA:

  1. BOY ŻELEŃSKI TADEUSZ, SŁÓWKA, WYDANIE NOWE, WYDAWNICTWO  LITERACKIE, KRAKÓW 1965;
  2. HAAVIO MARTTI, MITOLOGIA FIŃSKA, (PRZEŁOŻYŁ  LITWINIUK JERZY), PIW , WARSZAWA 1979;
  3. PIEKARCZYK STANISŁAW, MITOLOGIA GERMAŃSKA , WYDAWNICTWA ARTYSTYCZNE I FILMOWE, WARSZAWA 1979;
  4. PROST ANTOINE, VINCENT GERARD, (RED.) , HISTORIA ŻYCIA PRYWATNEGO, T.5 OD I WOJNY ŚWIATOWEJ DO NASZYCH CZASÓW. ZAKŁAD NARODOWY IM,OSSOLIŃSKICH, WROCŁAW 2006.C

 

Autor: Maria Falińska

image_pdfimage_print

Dla mediów

Cała Polska zaangażowana w akcję „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu”

Opublikowano: 14 lipca 2014

Ze statystyk Policji wynika, że przez miesiąc trwania kampanii, tj. od 9 czerwca do 9 lipca, przeprowadzono łącznie 505 539 kontroli drogowych, w trakcie których rozdawanych było 440 tys. naklejek. W inicjatywę angażuje się coraz więcej podmiotów, które chcąc zamanifestować hasło „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu” pomagają w dystrybucji naklejek.

Walka z niewiedzą i przyzwoleniem społecznym

Od początku czerwca, na terenie wszystkich województw Policja rozdaje naklejki podczas działań prewencyjnych. Dzięki zaangażowaniu policji jest gwarancja dotarcia do jak największej ilości kierowców w Polsce. Jak powiedziała Danuta Gut, dyrektor Związku Browary Polskie oraz koordynator akcji: Zmiana postaw i zachowań użytkowników dróg leży w interesie wszystkich zainteresowanych stron, władz, policji, organizacji, producentów i pracodawców. Stąd tak szeroka koalicja w tej inicjatywie. Kierowcy często są nieświadomi oddziaływania alkoholu na organizm, spożytego nawet na długo przed ruszeniem w drogę i że nawet po spożyciu niewielkiej ilości alkoholu, ich zdolności psychomotoryczne mogą zostać zaburzone. Brak informacji
i właściwej edukacji oraz przyzwolenie społeczne na jazdę „na podwójnym gazie” to najczęstsze przyczyny wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców
.

 

Koalicja rośnie w siłę

W pierwszych tygodniach trwania działań przyłączyły się do niej takie podmioty jak Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, firmy obsługujące floty samo­chodowe – Carolina Fleet Management, Carolina Toyota Wola – autoryzowany salon i serwis Toyoty oraz projekt edukacyjny Świadomy Kierowca – realizowany przez firmę Safety Logic. Do dystrybucji przyłączają się również media, dodając naklejki do nakładu swojej gazety. Dołączył już Przemysł Fermentacyjny i Owocowo-Warzywny, pomoc oferują również Gazeta Pomorska oraz Gazeta Lubuska. Kampania została objęta honorowym patronatem Ministra Gospodarki.

Wszyscy partnerzy zachęcają zainteresowane podmioty do przyłączania się do kampanii i dalszego upowszechniania znaku „Nigdy nie jeżdżę po alkoholu” wśród jak największej liczby użytkowników dróg, czyniąc z niego symbol manifestu odpowiedzialnych – trzeźwych kierowców. Więcej informacji na stronie www.nigdyniejezdzepoalkoholu.pl

 

Dodatkowe informacje:

 

Danuta Gut

ZPPP – Browary Polskie

Tel.  22 850 9114

media@browary-polskie.pl

Katarzyna Tarapata

Marketing & Communication Consultants

Tel. 606 888 659

tarapata@mcconsultats.pl

 

image_pdfimage_print

image_print