O piwie

XXVII – „PIWNA AUREOLA” SPOŁECZEŃSTW PRZEŁOMU XIX I XX STULECIA. WEZWANIA CYWILIZACYJNE SZCZEGÓLNIE GDY MIJA CZAS WOJNY. A STULECIE XX JEST ŚWIADKIEM DWU WIELKICH WOJEN.

Opublikowano: 30 lipca 2014

Wielkie wojny dotykają ludzi w sposób szczególnie bolesny – to nie tylko legiony poległych żołnierzy i oczywiście rannych czy trwale okaleczonych młodych ludzi  – to także mnóstwo zabitych cywilów, straty materialne , strach trwający pokoleniami. W mojej rodzinie młodzi mężczyźni ginęli zarówno w czasie I  jak i II wojny światowej  pozostawiając bolesne niezagojone rany w pamięci pokoleniowej, rodzinno-rodowej . Zwycięstwa oprócz radości i satysfakcji czczono gorzałką i piwem nawet lichym, czas wojny czyni ludzi niewybrednymi chociaż dobrze gdy jest do dyspozycji dobry trunek – nieskażona wódka i szlachetne piwo.  Te ostatnie przynależą tym, którzy zwyciężyli, chociaż mogą być wielbicielami whisky, koniaku i markowego wina. Piwo, podstawowy, elementarny napitek ludzkości z różnych stron świata był z pewnością pociechą dla wielu, w tym dla zwykłych żołnierzy, czy mieszkańców terenów objętych wojną – w krańcowych wypadkach mógł i musiał wystarczyć za posiłek. „Piwna aureola” mówiąc językiem K.J. Gałczyńskiego roztacza się nad wszystkimi, którzy chcą, mogą, czasami muszą pijać ten szlachetny trunek. To także kwestia wyboru, rodzinnej tradycji, wrażliwości na określony rodzaj trunku , przyzwyczajenie i szukanie towarzyskich pretekstów i powiedzmy sobie kontekstów. W tym mieści się legenda krakowskiego „Zielonego Balonika”.

 

MŁODOPOLSKIE UPODOBANIA PIWNE  – KRAKÓW WEDLE „ZIELONEGO BALONIKA” I „SŁÓWEK” BOYA.

Zanim wejdziemy w dwudziestolecie międzywojenne (1918-1939), przyjrzyjmy się Galicji i szczególnie zjawisku jakim była kultura Krakowa i jej osobliwe tworzywo –  Młoda Polska –  osadzona w realiach  XIX stulecia. Kraków tak jak cała Galicja był miastem biednym „zapyziałym”, gdzie wiele nędzy odkrywały ulice miasta – brak wielkiego przemysłu a więc proletariatu, oznaczał prymat drobnomieszczaństwa, ludzi kościoła i arystokracji – obłuda, fałsz, nędza z lichotą dominowały w tej najbiedniejszej dzielnicy monarchii austro-węgierskiej.  Krytykowali to miasto intelektualiści tacy jak Wacław Nałkowski, Stefan Żeromski, Tadeusz Boy Żeleński, opisując biedę, brak perspektyw, fałsz religijnych uniesień. Alkohol zalewał gardła biednych i bogatych, lecz tym biedniejszym wypełniał żołądki, uspokajał dusze ale też wypłukiwał grosze z kieszeni, cóż terapeutyczna zależność pijących od trunków była i jest ponadczasowa. Modernistyczne nastroje budowały w mieście dwa dramaty Jana Augusta Kisielewskiego zatytułowane „W sieci” i „Karykatury”.   Sztuka „Karykatury” opisuje jak to „koliste, lśniące kieliszki szampańskie zapełniają się wrzącym płynem kawowym”  i gdy dyskutuje się o Ibsenie, Dostojewskim, Tołstoju, Munchu, gdy na tapetę wyjeżdżają Nietzsche, Strindberg, Bebel, Maeterlinck. Bogiem cyganerii krakowskiej był paryski Baudelaire i jego osobliwy satanizm .Paryski styl Baudelaire`a można było odtworzyć w Krakowie. Wedle Boya „Szynk, pijak w rynsztoku, tania prostytucja, zdechły pies gnijący na środku ulicy, starowinka kryjąca swą drżącą ruinę pod czarną mantylką, cmentarz, koty, organy i woń kadzidła, alkohol , księżyc, noc i – marzenie, marzenie…(..). Trupia cera bodlerowskiej muzy jakże harmonizowała z ówczesnym podwawelskim klimatem.”

 

A LEGENDARNY  STANISŁAW PRZYBYSZEWSKI…. PIWOGRÓDKI LETNIĄ PORĄ W KRAKOWIE

W 1898 roku przybył do Krakowa mityczny, legendarny bard, zwany wodzem dekadentów -Stanisław Przybyszewski, deklarujący nowe zasady w rodzaju: „świat cały powstał z chuci”, czy „na początku była chuć”. Podporą filozoficzną tej moderny byli: Nietzsche oraz Schopenhauer, literackim bogiem słynny Strindberg. Młody Boy Żeleński towarzyszył pijackim przygodom Przybyszewskiego (absynt, piwo, wódka), zachwycił się oryginalną urodą Norweżki Dagny Przybyszewskiej . Poznał bohemę artystyczną Paryża i zasłynął „Słówkami” i kabaretem „Zielony Balonik” zajmującym salę restauracji „Jamy Michalikowej” w Krakowie. W tym teatrzyku debiutowali młody Schiller, Osterwa i Szyfman, sam teatrzyk rozpropagowany dzięki Boyowi był towarzyskim tyglem zabaw muzyków, malarzy, literatów i aktorów. W takim zacnym towarzystwie alkohol „lał się strumieniami”, towarzystwa dotrzymywali także młodzi konserwatyści z krakowskiego „Czasu” i  zapraszani mieszkańcy Krakowa. W czasie gdy „Zielony Balonik” powstawał , zryw młodopolski opadał, po 1905 (rewolucja w carskiej Rosji) nietzscheanizm przeoblekał swą postać  literacką, filozoficzną i estetyczną w wyznanie polityczne a sława Przybyszewskiego opadała i nikła.  Zainteresowanie wzbudzał Wyspiański z całym bagażem mitów wielkości i upadku ojczyzny.

Wszyscy ci wielcy i pomniejsi nie oszczędzali sił i środków dla nasycenia się winem, piwem, czy innymi „spirytualiami”, prowincjonalny Kraków wzbudzał nostalgię ale bywał odskocznią do studiów zagranicznych na przykład w Paryżu. (pijacko i erotycznie szalał tam Staś Wyspiański wzbudzając nabożne zastrzeżenia wielbiącego go malarza Mehoffera). O piwie pisze w swoich sławetnych „Słówkach” Boy Żeleński . Spójrzmy na uroczy wierszyk zatytułowany „Jak wygląda niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego” : „By uniknąć ambarasu, /Wzięto rok za miarę czasu./ Dzielą go (bardzo wygodnie)/Na miesiące i tygodnie./ Tydzień znów z grubsza podzielę/ Na zwykłe dni i Niedzielę./ Do pracy są zwykłe dzionki,/ a Niedziela dla małżonki./W ten dzień by największa ciura/ Wyzwolona jest od biura./ Każdy ze swoją niewiastą / Rad wybiera się za miasto./Podaj ramię magnifice / I jazda z nią na ulicę./ Oczywista, że i dziadki/ Śpieszą obok swego tatki”.  A w dalszym ciągu wiersza o tej rodzinnej eskapadzie (pomijając kolejne wersy): „ Szczęściem wzbiera miejskie łono,/ gdy trawkę widzi zieloną./ Już was tylko przestrzeń krótka, /Oddziela od piwogródka.  / Ale kto ma liczną dziatwę , / Nic mu w życiu nie jest łatwe,/ Franio się przestraszył gęsi,/A Maryjka woła „ęsi”./ Brzusiowi pot spływa z czoła/ I co gorsza nic nie woła./. Wszystko mija   więc szczęśliwie/ Siedzicie wreszcie przy piwie.” A gdy w końcu wrócono do domu i kładziono się spać to: „ Patrzysz łakomie jak  żona/ Rozdziewa pierś i ramiona./ Słońce , wieś, Trawiata, piwo, myśli płyną ci leniwo./. A finał ekskursji całej: Nowy bąk za trzy kwartały.” Oczywiście jest to zjadliwa krytyka drobnomieszczaństwa   ułożona przez arcymistrza mowy polskiej  Tadeusza Boya Żeleńskiego  dobrze obeznanego z atmosferą Krakowa i Galicji, także amatora mocnych trunków serwowanych w krakowskich knajpach. „Słówka” można by rzec z ponadczasowym wdziękiem, kokietują niejedno pokolenie czytelników  i powiedzonka – kalambury w rodzaju: „bo paraliż postępowy /Najzacniejsze trafia głowy” lub słynny : „ Z tym największy jest ambaras,/ Żeby dwoje chciało na raz”; „Na co człowiek się naraża, kiedy ojca ma masarza”  itp. niełatwo zastąpić innymi  równie celnymi wobec śmiesznych zjawisk w życiu codziennym, wobec postaci z Parnasu sztuki, literatury i teatru czy zwykłych Krakusów.

„Słówka” Boya sprawiały mi zawsze dużo uciechy, bo inteligencja połączona ze „słodką” ironią, która docierała do dawnego czytelnika, może dotrzeć i dzisiaj, do współczesnego. Kontekst piwny bywa tu wyborny, bo w Krakowie wiele było miejsc, gdzie można było spożyć do woli ten bursztynowy napój.(oczywiście nie tylko ten!). Do popularnych wierszy należy poemacik „Dzień p. Esika w Ostendzie”, w którym bohater jedzie do wód i zażywa przyjemności w rodzaju lekkich śniadań,  buszowania na plaży, przekąsek itp. Pisze o tym Boy tak: „Ostryga tłusta/ Wpada mu w usta./ Potem langusta, /Potem chablis:/ Otwiera paszczę,/Językiem mlaszcze/W brzuszek się głaszcze/ I dalej ji.” Później w szale przyjemności nie zapomnina jednak o finansach, wycofując się z zabaw w taki oto sposób:” Nie głupi Esik,/Swój pularesik/ Zapina gdziesik,/Ochłonął w mig;/ Płaci co żywo/ Za małe piwo,/Z miną złośliwą/Za drzwiami znikł.” (ta refleksja pojawiła się w sytuacji zainteresowania usługami kobiecymi w tamtejszym tinglu, zbyt kosztownymi dla typowego Krakusa).

Piwne  atrakcje Młodej Polski konkurowały z przyjęciami, na których królował   stary koniak czy sławny „szampiter” tj .szampan, co oznaczało uroczyste uczczenie określonych wydarzeń osobistych  lub towarzyskich. Urok nieprzespanych nocy i przegadanych godzin oznaczał przygodę z alkoholem – piwem, wódką , winem itp.trunkami. Wzloty i upadki młodopolszczyzny odliczały ilości spożywanych napitków, wejście w dalsze epoki literackie potęgowało apetyt na nowe wyzwania alkoholowe z piwem na czele. Pójdziemy tym tropem.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXVIII – FELIETON SPECJALNIE POŚWIĘCONY BADACZOM MITÓW FIŃSKICH, NIEKIEDY ROSYJSKICH I IRLANDZKICH GDZIE PIWO BYWA BOHATEREM ZASŁUŻONYM, NIEKIEDY NIESPODZIEWANYM, A ZAWSZE POŻĄDANYM I NIEZBĘDNYM.

Opublikowano: 30 lipca 2014

WINNO-PIWNE PRZYGODY PRAOJCA NOEGO.

Jest tu sporo informacji dotyczących kultu piwa i piwa, jako zjawiska kulturowego. Zaciekawienie budzi fakt wkomponowania piwa do epopei o Noem i jego perypetii z budową arki. W „Księdze Rodzaju” praojciec Noe uległ czarowi wina i skutkiem tego padł pijany w namiocie. Dalej znamy reperkusje tego wydarzenia – wizyta Chama i jego naigrywanie się z ojca, potępienie ze strony braci Sema i Jafeta, przekleństwo Noego skierowane do Chama, (gdy oczywiście się obudził chyba na kacu!). W innych odmianach jakbyśmy powiedzieli mitu o Noem upijającym napitkiem jest piwo, przyczyniające się do kłopotów Noego.

W Finlandii preferującej napój piwny, piwo pieni się od piany ze świńskiego pyska, którą syn Kalervo dołożył do zacieru, aby fermentowało. W przypowieściach rosyjskich Noe otrzymał od żony piwo sporządzone z piany z końskiego pyska lub wieprzowego ryja. W irlandzkich zaś to diabeł zwany „dziedzicem” splunął do piwa powodując pojawienie się piany i to tak obfitej, że spływała na podłogę. Ponieważ był to czart, to piwo staje się przyczyną pokus i różnych złych zjawisk. Według Estończyków piwo pieni się od świńskiej śliny i Noe używa jej przy warzeniu piwa.

Te przekazy wymagają pewnych komentarzy, bowiem wydarzenia związane z pijaństwem Noego w „Księdze Rodzaju” mają miejsce po potopie, podczas gdy we wspomnianych mitach dzieją się w trakcie budowy arki i przygotowań zwierząt do wejścia do wybudowanej łodzi. Szczególna, co prawda negatywna jest rola żony Noego, która słucha podszeptów diabła pragnącego wejść do arki i swoje czynić. Żona uległa szatanowi przyrządza napój (piwo lub w karelskim opisie wódkę) i daje ją mężowi. Dodatkowo diabeł poucza ją, aby ostatnia weszła do arki, gdy Noe będzie już zmęczony i zirytowany i zaklnie złorzecząc żonie (chyba coś w tym rodzaju: „babo gdzie jesteś, do diabła chodź zaraz!). I to otwierało furtkę dla diabła pragnącego też uratować się z potopu i oczywiście mieszać w ludzkim nowym świecie, jaki miał się narodzić po potopie. O ironio w tym lepszym, ale już z diabełkiem (diaskiem) schowanym pod podłogą. Czyli innymi słowy, zło zawsze może się zadomowić niezależnie nawet od nakazów boga lub bogów. A piwo, wino czy wódka mogą okazać się doskonałymi wspomożycielami intryg diabelskich, bo nadmiar alkoholu sprzyja otumanieniu i działaniu niezgodnemu z wolą człowieka trzeźwego, rozumnego. I mówimy wówczas o grzechu opilstwa powszechnie potępianym obok lenistwa czy obżarstwa.

W każdym razie z potopem, arką, Noem i jego żoną związane są trunki, procedury warzenia piwa i tworzenia piany na powierzchni piwa– czasami mówi się o uprawie winorośli i winie a nawet wódce – moc sprawcza kultury piwnej i winnej a nawet wódczanej staje się elementem napędowym wydarzeń o proweniencji mitycznej lub historycznej. A ludzkość pomimo odnowy zabiera na nowy początek diabła krzywdziciela i kusiciela wszelkiego stworzenia bożego.  Wydaje się, że jest to rzecz nieunikniona a bezwinne piwo i wino pomaga w realizacji zamysłu takiego oto:, „jeśli ma być arka z ludźmi i zwierzętami to niech znajdzie się miejsce choćby niewielkie dla diabełka”.  Fabuła związana z Noem i arką jest szersza interpretacyjnie, nas „zatrzymał” wątek piwny mniej znany od wątku winorośli, choć równie atrakcyjny. Dziwne koła zatacza adaptacja piwa w społecznym kręgu pijących, rzecz ta odbywa się w relacji od profanum do sacrum, w porządku rzeczy wymijających się zdarzeń, osób i symboli kulturowych, stanowiąc zaporę przed lekkomyślnym trwonieniem błogosławieństw i wyroków boskich. I choć znowu wkracza na scenę życia zło, niejako powtórka kuszenia Ewy przez złego ducha w Edenie, w raju, ( bo kobieta bardziej uległą jest szatanowi, przynajmniej tak sądzą teologowie), to tym razem chodzi o czyszczenie starego świata z grzechów a przydanie nowych „rumieńców” uratowanym sprawiedliwym. A piwo w czarownym geście żony Noego bywa heroldem dobrego i złego – tak musi być gdzie dobro to i zło, gdzie brzydota tam piękno, gdzie uczciwość tam przekręty, gdzie chciwość tam szczodrość itd.

 

KULT NIEDŹWIEDZIA A KULT PIWA

Badacze mitów i wierzeń fińskich zwracają uwagę na opisy kultów niedźwiedzia, który to niedźwiedź stanowił przedmiot polowań a jednocześnie czci i modłów błagalnych, przeprosin za pozbawienie go życia. Przytoczmy w ślad za Martti Haavio autorem opisanej już wcześniej „Mitologii fińskiej” osobę Christiana Salmeniusa (1700 – 1791), który w książce „Opis historyczny i ekonomiczny parafii Kalajoki we wschodniej Botni” ukazuje rytuały stypy po zabiciu niedźwiedzia na Północy Finlandii. Wedle niego, gdy mieszkańcy upolowali niedźwiedzia to napełniali PIWEM jego czaszkę i zawieszali na drzewie. Jak długo wisiała tak wlewano do niej przez małe otwory różne napitki, przemawiano do czaszki, kłaniano się, weselono.

Na początku XVIII stulecia w dekanacie Viitasaari znaleziono opis stypy niedźwiedziej. Według niego na wielką ucztę przygotowywano zapasy zboża, aby przyrządzić PIWO I WÓDKĘ. Zaczynały się zaślubiny martwego zwierzęcia, czyli obrzędy z głową. Wybierano chłopca, jako pana młodego i dziewczynę do roli panny młodej. Mięso niedźwiedzia jedzono z gotowanym grochem, a misę z głową zwierzęcia umieszczano na miejscu najważniejszym na końcu stołu. Jedzono i pito PIWO oraz śpiewano pieśni, w których zwracano się przymilnie do niedźwiedzia. Wyglądało to mniej, więc tak: ”Mój niedźwiadku, ma ptaszyno, mój pięknisiu, mój złociutki. Pokój daj krowom z cielęty, zgódź się z dającymi nawóz. Mój staruszku, ma ptaszyno, mój pięknisiu, mój złociutki. Przechodź unikając pastwisk, mijając zagrody bydła.” Pieśń opisuje też zabicie niedźwiedzia i rolę myśliwego, przy czym niedźwiedź opisywany jest, jako złoty król lasu szlachetnie urodzony a myśliwy pomniejsza swą pozycję i rolę uważając się za małego chłopka, choć w tych relacjach jest zabójcą i triumfuje nad zwierzęciem.

Po skończonej biesiadzie formował się orszak na czele z panem młodym i panną młodą, wynoszono ogryzioną czaszkę i kości. A wyglądało to tak, że za państwem młodym szedł mężczyzna dzierżący drewnianą krużę z PIWEM, za nim śpiewak, wreszcie ten, który niósł misę z głową i kośćmi. Zawieszano czaszkę na obrzędowej sośnie, gdzie już wisiała najstarsza niedźwiedzia czaszka. Nie wnikając głębiej w antologię mitu, (który wydaje mi się barbarzyński) dodam, że istniało pojęcie macierzy rodu niedźwiedziego, czyli pramatki z mitu o rodzie zwierzęcym, w którym myśliwy zwraca się do niej o przyzwolenie na zabicie któregoś z jej potomków. I rytuały trwały wzmacniając więzy rodowo-rodzinne i sąsiedzkie. Oprawą tradycji i mitów był KULT PIWA podstawowego napitku Finów i Germanów. Czasami wystarczała WÓDKA. Chrześcijaństwo zniosło wiele z przyzwyczajeń i obrzędów pogańskich pozostawiając oczywiście piwo, jako naturalnego sojusznika w łączeniu dawnego, pogańskiego rytuału z nowym kodeksem cnót i prawideł chrześcijańskich. Święta chrześcijańskie także można było czcić ucztą piwną i przekąskami. I to nie tylko u Finów i Germanów, ale w innych plemionach i społecznościach także.

 

 

WYBRANA LITERATURA:

  1. BOY ŻELEŃSKI TADEUSZ, SŁÓWKA, WYDANIE NOWE, WYDAWNICTWO  LITERACKIE, KRAKÓW 1965;
  2. HAAVIO MARTTI, MITOLOGIA FIŃSKA, (PRZEŁOŻYŁ  LITWINIUK JERZY), PIW , WARSZAWA 1979;
  3. PIEKARCZYK STANISŁAW, MITOLOGIA GERMAŃSKA , WYDAWNICTWA ARTYSTYCZNE I FILMOWE, WARSZAWA 1979;
  4. PROST ANTOINE, VINCENT GERARD, (RED.) , HISTORIA ŻYCIA PRYWATNEGO, T.5 OD I WOJNY ŚWIATOWEJ DO NASZYCH CZASÓW. ZAKŁAD NARODOWY IM,OSSOLIŃSKICH, WROCŁAW 2006.C

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXIV – MOŻE JESZCZE O XIX-WIECZNYCH WZLOTACH I UPADKACH DUCHA SPOŁECZEŃSTWA UPRZEMYSŁAWIAJĄCEJ SIĘ EUROPY. REGUŁY CYWILIZACJI OD CELEBRACJI DO POPULARYZACJI.

Opublikowano: 3 czerwca 2014

MOŻE JESZCZE O XIX-WIECZNYCH WZLOTACH I UPADKACH DUCHA SPOŁECZEŃSTWA UPRZEMYSŁAWIAJĄCEJ SIĘ EUROPY. REGUŁY CYWILIZACJI OD CELEBRACJI DO POPULARYZACJI.

NIEŚMIERTELNY GEN DULSZCZYZNY (HULANKI, SWAWOLE, ALE WSZYSTKO W CZTERECH ŚCIANACH DOMOSTWA). HEGLOWSKI PRIORYTET RODZINY I JEJ MIEJSCE W MAKROSTRUKTURZE SPOŁECZEŃSTWA. A O CYGANERII I DANDYSACH WARTO WSPOMNIEĆ!

Reguły cywilizacji są okowami społecznych oczekiwań, lęków, przyzwyczajeń i nakazów etycznych i aksjologicznych. Ludzie zamożni by móc dobrze realizować to, co nakazuje prawo, własne sumienie i obowiązki sięgają do form reprezentacji rodzinno-rodowej w ubiorach, rezydencjach, działalności charytatywnej, uczestniczą w bankietach, bywa, że „pławią” się w szampanie, winie i szlachetnym piwie.  Dobre odżywianie i dobre trunki wyróżniają burżuazję wśród innych warstw społecznych, przydają blasku niecodzienności kobietom i mężczyznom, dobrze ubranym, najczęściej wykształconym, uprawiającym sztukę konwersacji. Czegóż chcieć więcej? Nie musimy pamiętać o chorobach, klęskach elementarnych (powodziach, pożarach), wojnach dotykających wszystkich, choć tych bogatych mniej, w momentach zagrożenia ludzie bronią się nadużywaniem trunków, strach egzystencjalny sprzyja wymyślnym scenariuszom (np. strach ludzi przed przełomowym 2000 rokiem, że może nastąpić koniec świata, krach ludzkiej cywilizacji).

Lęki i nadzieje towarzyszą codziennym zmaganiom ludzi tak ze sfer burżuazji jak i zwykłym mieszczuchom, fenomen pracy i pracy od podstaw staje się hasłem naczelnym epoki pozytywizmu propagowanym przez Bolesława Prusa, Elizę Orzeszkową, Marię Konopnicką, Henryka Sienkiewicza, Adolfa Dygasińskiego, Adama Asnyka, by wymienić najpopularniejszych piewców tej ideologii. Nieco szyderstwa i krytyki domowi mieszczańskiemu przyda Gabriela Zapolska, jej naczelna bohaterka Dulska stanie się ponadczasowym wzorcem zakłamania, hipokryzji i wytartych prawd utrudniających życie rodzinie i znajomym. W tym domu kieliszek wódki czy nalewki pomaga na nerwy, choć syn Dulskiej Zbyszko nadużywa alkoholu w nocnych klubach, gdzie napotka podobnych sobie synów mieszczan, pracujących w biurze za dnia, a wieczorem nadużywających wina, piwa czy wódeczki. Alkohol ma tłumić lęki, stresy, brak perspektyw wyjścia z kołtuństwa rodzinnego, słowem działać w pewnym sensie leczniczo. Dla duszy i ciała.

 

NIEŚMIERTELNY GEN DULSZCZYZNY

Teza, że najlepiej brudy prać we własnym domu, w ustach Dulskiej była przekonywująca i nienowa, bo powtarzana przez ludzi o podobnym do Dulskich światopoglądzie. I choć to początki XX stulecia (1906r.) to podobne zachowania obserwujemy w wieku poprzednim XIX. Skłonności do alkoholu należy ukrywać w domu, gdzie można sobie folgować do woli wypijając wino lub piwo, w zaciszu domowym zamiast wydawać pieniądze w nocnych klubach. Kultywowanie prywatności rozprzestrzenia się w całej Europie, znalazłam fragment postulujący i podkreślający „ukrycie życia prywatnego” we Francji autorstwa Talleyranda i Stendhala. Cytując w ślad za Michelle Perrot: „Życie prywatne powinno być ukryte. Niedopuszczalne są próby poznawania i upowszechniania tego, co dzieje się w mieszkaniu osoby prywatnej.” ( Dictionnaire  1863-1872). Wypisz, wymaluj sytuacja „legionów” Dulskich pod każdą szerokością geograficzną. Nieszlachetne zachowania, mroczne sekrety, alkoholizm, bicie najczęściej żony i dzieci, podwójne życie, umiłowanie trunków z piwem i wódką na czele. I wiele innych, choć nie wszystkie złe elementy układanki domowej musiały być tak drastyczne i ostateczne, bowiem były i są rodziny całkiem prawidłowo wypełniające swe funkcje prywatne, wewnętrzne jak i wśród społeczeństwa.  Było rzeczą reżyserii wydarzeń punktowanie za i przeciw reguł i praw obowiązujących w danym czasie i miejscu geograficznym – współczesne podręczniki savoir-vivre, („kolejne w cielenia „nauki grzeczności”, od Erazma z Rotterdamu poczynając) porządkują zajęcia mężów i żon, ich czasu domowego, przyjęć, „bywania” i „przyjmowania” itd. Używanie trunków jest eleganckie, tylko jak już wspominałam w dobrym gatunku są to piwa i wina sprowadzane od rzetelnych producentów i dystrybutorów (na przykład tak postępują Buddenbrookowie).

W heglowskim ujęciu rodziny mamy do czynienia z analizą stosunków pomiędzy jednostką, społeczeństwem obywatelskim a państwem. Przy czym jednostka jest podporządkowana rodzinie tworzącej podstawowy krąg społeczeństwa obywatelskiego, bez tych zależności państwo odnosiłoby się do mas, zbiorowości nieuporządkowanych. Rodzina poza tym reprezentuje naturalną moralność.  W tym kontekście ustalone reguły gry towarzyskiej i reprezentacyjnej obejmują katalogi zachowań na scenie publicznej i domowej – przyjęcia, bale, biesiady służą rytmowi dnia codziennego i wystawności dni świątecznych – trunki – wina obok piwa i wódki i nalewek uświetniają

 

„UPAŁ W RAJU” I POLEWANIE PIWEM. CYGANERIA.

A do radosnego spożycia piwa i wina można by zastosować fragment wiersza K.I.Gałczyńskiego „Upał w raju”. Gdy zapanował upał w raju „Od rana aż do wieczora anioły wzdychają, wzdychają/, pokotem leżą na łąkach i piwem się polewają.” Piwo w obwolucie rajskiej przyjemności to jest to i dla wielu więcej nie potrzeba!  Dla stulecia XIX takoż, choć przecież hamulce mieszczańskiej moralności były oprawą przykazań i norm odnoszonych do potraw i trunków. Pozostawali jednak inni w społeczeństwie burżuazyjnym zaszufladkowani do grup cyganerii, dandysów, closzardów, wagabundów itp. Tkwiący w społeczeństwie, a niekiedy wykluczeni.

Zajrzyjmy do legendarnej Dzielnicy Łacińskiej w Paryżu  – studenci, którzy nie pokończyli medycyny, prawa, wreszcie artyści różnego autoramentu tworzą niepowtarzalny klimat cyganerii francuskiej. A trunki w takim środowisku i w takim towarzystwie krążą nieustannie przydając pikanterii ludziom żyjącym „na luzie”, w wyzwoleniu od zasad obowiązujących mieszczuchów. Piwo, tanie wina, wódka, opary tytoniu, częste choroby z gruźlicą na czele wpływały na wysoką statystykę zgonów, która jednak nie odstraszała kolejnych amatorów bujnego życia towarzyskiego. Przecież wciągało miasto ze swymi barami, salonami, bulwarami, gwarem i radością ulicy.   Przy piwie, winie i kawie można rozmawiać, dyskutować, spierać się na różne tematy, pisanie i dysputa były głównym zajęciem cyganerii, która zalegała biblioteki, czytelnie by móc pisać i czytać. I wieść cygańskie życie jak na wolnomyślicieli przystało. A więc w górę kielichy i kufle, na pohybel nudnym zasadom burżuazyjnego społeczeństwa. Nic nie posiadamy, za nic nie płacimy, są długi, ale co tam, żyjemy wolni, niezależni, szczęśliwi.  Ot cała cyganeria, która dla wieczornego przyjęcia kilkoma dekoracjami, np. tkaniną, obrazem, rzeźbą potrafi nadać klimat przytulności, niedbałej elegancji i która nie dba o pozory stateczności, potrafiąc w ciągu nocy „przepuścić” własne lub pożyczone pieniądze. Oddając się uciechom Bachusa i Erosa i ponętności gier hazardowych realizuje własne pojęcie wolności. W tym wszystkim strumienie alkoholu, wina i piwa przydają im etykietkę ludzi szczęśliwych, wolnych, a mężczyznom tego swoistego świata zapewniają dominację nad kobietami, nawet gryzetkami. Amatorami uciech alkoholowych i swobody bywali także dandysi.

 

DANDYZM I JEGO FILOZOFIA ŻYCIA

Oto sylwetka Dandysa. Dobrze ubrany, głoszący hasła, że urodził się po to, aby nosić wytworne ubrania, i mnóstwo akcesoriów ubraniowych w rodzaju rękawiczek, parasoli, muszek, kapeluszy, lasek itd. Wyróżnia go też staranna, drobiazgowa toaleta, czystość ciała, fanatyczne przywiązanie do częstych zmian bielizny i kąpieli. Ma słabość do arystokracji, głosi hasła antyegalitarne, nienawidzi ustabilizowanego życia rodzinnego, gardzi węzami życia małżeńskiego, kobietami uosabiającymi niewolę małżeńską. Zmierza w kierunku homoseksualizmu (lepsza jest miłość chłopców) i nie sposób nie przytoczyć tu słowa Gustawa Flauberta, które brzmią w ten sposób: kobieta jest naturalna, jest przeciwieństwem dandysa, w związku z tym jest wstrętna. Dziwna logika, ale mieszcząca się w jego pojmowaniu świata. Lubi wytworne trunki, dobre gatunkowe wina i piwa, bowiem akceptuje bogactwo obok skromności wynikającej z krytyki burżuazji i porządków kapitalistycznych. Nienawidzi potomstwa, idei rozmnażania, uosabia pesymizm i wolę włóczęgi. Przypomina mi się w tym miejscu bohater poematu Aleksandra Puszkina „Eugeniusz Oniegin” ubrany jak londyński dandys. Nie potrzeba lepszego uwiecznienia sylwetki dandysa niż pióro genialnego twórcy. Obydwa nurty tak cyganerii jak i dandyzmu używały alkoholu, jako podniety duchowej i sposobu wyrażania buntu i własnych aspiracji. Były i środkiem i celem ich niespokojnych dusz.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXV – PROLETARIACKI LOS UBOGICH – PRACA, NĘDZNE DOMY I DZIELNICE, ODPOWIEDNIE ROZRYWKI UBOGICH W XIX STULECIU. PIWO WSPOMOŻYCIELEM BIEDOTY A CZASEM NĘDZARZY.

Opublikowano: 3 czerwca 2014

A DLA LEPIEJ SYTUOWANYCH REKLAMA PIWA.

W kapitalistycznej Europie ludzi zasobnych, ubogich postrzegano, jako „dzikusów” ludzi prymitywnych, niewykształconych o złych nawykach i manierach. A że gnieździli się w norach i złych dzielnicach nędzy to zjawisko rosło do wielkich rozmiarów dając w efekcie enklawy biedy, byle, jakości i rozpaczliwej egzystencji. Alkohol sprzyjał złym nawykom i wprowadzał element chaosu w trudne życie proletariuszy jakbyśmy to ujęli „różnej maści”, we francuskich, angielskich, niemieckich miastach i miasteczkach służbę lokowano na poddaszu, (szóste piętro w Paryżu) w suterenie i byle gdzie. Ich los pogarszały choroby, epidemie, rozmaite klęski z wojnami na czele. Robotnicze getta były obrazem tej gorszej, dramatycznie złej kondycji ludzi żyjących, gdzie rozpacz i brak perspektyw wyjścia z tej sytuacji topiono w tanim winie i piwie. Kufel piwa i to niejeden zakreślał granice towarzyskości a im dalej od zamożności i bycia „lepszym” społecznie, tym brud, niechlujstwo i brak higieny wypełniały ściślej jej życie codzienne.

Otwierając inną kartę społeczeństw kapitalistycznych schodzącego XIX stulecia powiemy, że zamożność bogatego mieszczaństwa nie oznaczała fanatycznego przywiązanie do czystości, nawet w najbogatszych domach kuchnie i toalety mieściły się na tyłach domu, będąc pomieszczeniami małymi, zaniedbanymi, jakby dostosowanymi dla służby. Dopiero angielskie rozwiązania techniczne w drugiej połowie tego stulecia (kanalizacja) poprawiły stan rzecz a przecież przy różnych przyjęciach i „herbatkach”, gdy pito wiele płynów od kawy, herbaty, czekolady poczynając po wina i piwa przybytek czystości i intymności był wskazany.

Przyjemności związane z wypoczynkiem i wakacjami w XIX stuleciu idą w parze z dobrym odżywianiem i sięganiem po wina i piwo, jako elementami relaksu – Tonia Buddenbrook, jako młoda dziewczyna wyjeżdża do słynnego Peenemeunde, gdzie radośnie spędza lato, jak wielu innych przedstawicieli bogatych kupieckich rodzin. Francuska burżuazja zabawia się także w kasynach rozmieszczonych na „rodzinnych plażach”, tworząc kręgi towarzyskie i wspólne biesiadowanie choćby to były napitki alkoholowe bez przekąsek. Włączona jest w rytmy dnia codziennego i rytuały domowe przynależne tej dominującej klasie społecznej. Jako ciekawostkę podajmy średni przewidywany wiek życia w ciągu XIX stulecia – W 1801r. wynosił 30 lat, a w 185O 38 lat dla mężczyzn a 41 dla kobiet, a w 1913 czyli na rok przed Wielką Wojną dla kobiet 52 a dla mężczyzn 48. Dzieje współczesnej Europy to przedłużające się prognozy życia związane z postępem cywilizacyjnym. Alkoholizm oczywiście może skracać życie tak biednym jak i bogatym, ale złe nawyki jedzeniowe jak i możliwości finansowe spychają ubogich do egzystencji lichej i skutecznie sprzyjającą chorobom.

 

A RODZINA DZIEWIĘTNASTOWIECZNA NADAL OPOKĄ SPOŁECZEŃSTWA. GDY SIĘ ZACHWIEWA TO SZYBKO PODNOSI. PIWO I INNE TRUNKI WZMACNIAJĄ WIĘZI, POPRAWIAJĄ SAMOPOCZUCIE, CHOCIAŻ MOGĄ TAKŻE ROZBIJAĆ ZWIĄZKI PRZY NADUŻYWANIU!

Cytując fragment historii życia prywatnego (artykuł Michelle Perrot) o rodzinie i jej potrzebach, zwróćmy uwagę na pewną dramaturgię jej egzystencji: „/Krzyki i szepty, skrzypiące drzwi, zamknięte szuflady, skradzione listy, pochwycone gesty, zwierzenia i zatajenia, spojrzenia ukradkowe lub przechwycone, to, co powiedziane i nie powiedziane – wszystko splata się w świat wewnętrznych porozumień, tym bardziej finezyjny, im silniej skoncentrowane są interesy, miłość, nienawiść, wstyd.” Pieniądze tak u bogatych jak i ubogich stanowią temat drażliwy, testamenty często nie jednoczą, ale dzielą i sieją zawiść. U ludzi bardziej lub mniej zasobnych dzień wypłaty jest tym dniem, w którym zaniepokojone kobiety wyglądają mężów, nawykłych do odwiedzania barów ii szynków i przepijania części (bywa, że znacznej) zarobionych pieniędzy. Piwo i wódka są wtenczas naturalnymi wrogami harmonii domowej, złość przenosi się na dzieci, panuje wówczas harmider, krzyki, wyzwiska, płacz dzieci itp. Alkohol i złe towarzystwo naraża rodzinę na konflikty i rozpad. Bicie żony i dręczenie jej dotyczy znakomitej większości środowisk wiejskich i robotniczych. Wygląda to w ten sposób, że opity piwem i wódką mąż wraca do domu, po czym, niezadowolony łoi żonę, czym popadnie. Najczęściej z powodu niegospodarności. Jeden z francuskich plebejuszy usprawiedliwiał się przed sądem za śmiertelne pobicie żony, że kuchnia była zimna, wygaszona a obiadu nie było. Czyli jakbyśmy to ujęli dzisiaj „zupa była przesolona!”  Oczywiście bywało nieskończenie wiele wizerunków harmonii wewnątrz rodzinnej, gdy alkohole nie przeszkadzały ani nie rozbijały miru domowego, przydając wesela i dobrego humoru jego użytkownikom. Wszystko zależało od umiaru i mądrości spożywających.

 

ABSYNT („ZIELONA CZARODZIEJKA”) I INNE ALKOHOLE.

Niepokojące było spożywanie absyntu przez klasy wyższe, bo był on szczególnym, dramatycznym szkodnikiem zdrowia niszczącym komórki mózgu i sprzyjającym padaczce, epilepsji. Zjawisko nadużywania trunków wszelakich odnosi się do wszystkich grup społecznych tak bogatych jak i ubogich, tak było niegdyś, tak jest obecnie. Piwo często jest postrzegane, jako nieszkodliwe, pożyteczne dla zdrowia, nieuzależniające, na jakiś specjalnych prawach – oczywiście wszystko jest miarą rozsądku, bo mamy do czynienia z trunkami, które wprawiają w mniejsze lub większe upojenie alkoholowe. Ale mity i stereotypy potrafią funkcjonować w obiegu społecznym przez stulecia. Przed I wojną światową burżuazja i środowiska robotnicze potępiały alkoholizm wśród swych przedstawicieli i wrogo odnosiły się do absyntu (mniej popularnego u robotników).  „Zielona czarodziejka” kusiła elity, artystów, literatów, była swoistym przyzwoleniem na samo destrukcję. Natomiast w środowisku robotniczym, ktoś, kto nie pije piwa, wina i wódki uważany jest za tego, który wyłamuje się z grupy i wywołuje gniew, kpinę i lekceważenie. Czyli picie alkoholu stosownie do okoliczności jest obowiązującą normą towarzyską. Według badań francuskich historyków (Paryż i okolice) robotnicy kupowali wina, na przykład wina chinowcowe, preferowali wódkę rumową, natomiast piwo i cydr w mniejszym zakresie. Pijano także w miastach i na wsiach kawę z dodatkiem calvadosu, kobiece upodobania obejmowały likiery, bo słodkie, macerowane owoce i aperitify. No i poczciwe „piwsko”, „piwko, bo wchodziło w skład menu poprzednich pokoleń z XVIII stulecia rodem. (I wcześniej).

 

„PRAWDZIWE PIWO GRODZISKIE TO SZAMPAN POLSKI” – Z REKLAMY POLSKIEGO PIWA.

Piwo to zachwalano w polskich miastach a szczególnie popularne było w poznańskich restauracjach a nawet doczekało się panegiryku na własną cześć, czyli „Ody na cześć piwa grodziskiego” autorstwa historyka Józefa Łukasiewicza. Piwo było lekkie sporządzane ze źródlanej wody grodziskiej a dodawany doń słód pszeniczny wędzono dymem z dębowego drewna. Było ono konkurencją wobec ciężkich gatunków piwa bawarskiego a podawano je w powyginanych szklankach a nie w kuflach. Niemcy z czasem przekonali się do tego piwa i transportowane je nie tylko na terenie Rzeszy, ale także wśród kolonistów niemieckich w Afryce wschodniej i wśród żołnierzy Africa Korps.

Reklamowano to piwo wszelkimi sloganami: na przykład: „Popierajcie przemysł swojski! BROWAR GRODZISKI ŚW.BERNARDA; „NOWY BROWAR GRODZISKI” pozbądźcie się uprzedzenia! Popierajcie przemysł swojski!”; „Wyborowe piwo grodziskie” itd. Dla porządku rzeczy dodajmy, że próby zawładnięcia rynkami amerykańskim i chińskim nie dały pozytywnych rezultatów, natomiast piwo to przetrwało cały PRL a zniknęło ze sklepów w 1994r. Ot taka kolej rzeczy i zjawisk.

 

WYBRANA LITERATURA

  1. KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI, DZIEŁA W PIĘCIU TOMACH, WYDAWNICTWO CZYTELNIK, T.1, WARSZAWA 1979, T.1. POEZJE.
  2. MARCIN J.JANUSZKIEWICZ, ADAM PLESKACZYŃSKI, SWÓJ DO SWEGO, CZYLI KSIĘGA KUPIECTWA POZNAŃSKIEGO. DLA WYGODY CZYTELNIKÓW W PORZĄDKU ALFABETYCZNYM UŁOŻONA, POZNAŃ 2004.
  3. HISTORIA ŻYCIA PRYWATNEGO, TOM 4, OD REWOLUCJI FRANCUSKIEJ DO I WOJNY ŚWIATOWEJ, POD REDAKCJĄ MICHELLE PERROT, WROCŁAW, WARSZAWA, KRAKÓW, ZAKŁAD NARODOWY IM.OSSOLIŃSKICH, WROCŁAW 2006.
  4. ZDZISŁAWA OKUPNIAK-WENSKA, WYCHOWANIE KOBIET NA ZIEMIACH POLSKICH NA PRZEŁOMIE XIX I XX WEIKU, POZNAŃ 1970. MASZYNOPIS PRACY MAGISTERSKIEJ. ZE ZBIORÓW WŁASNYCH.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXII – „DYSKRETNY UROK BURŻUAZJI”

Opublikowano: 3 maja 2014

CIĄG DALSZY UPODOBAŃ ELIT KSZTAŁTUJĄCYCH OBLICZE KULTURY I EKONOMII – NO I O PIWIE KILKA UWAG ŚWIADCZĄCYCH O UMIŁOWANIU TEGO TRUNKU PRZEZ KLASY WYŻSZE. ALE ROBOTNICZY LOS WIĄŻE PRACOBIORCÓW RÓŻNYCH REJONÓW EUROPY W ZWARTY SZYK LUDZI PREFERUJĄCYCH PIWO I GORZAŁKĘ.

Burżuazyjne życie, jego ethos społeczny, przywiązanie do rzeczy wykwintnych, luksusowych stwarza ramy reprezentacji rodzinnej, która uzewnętrznia się ubiorem, pięknymi wnętrzami , ilością służby, siedzibami także letnimi, na prowincji. Bywa się na przyjęciach u przyjaciół, krewnych, przełożonych, uczestniczy w dobroczynnych balach, urządza wytworne kolacje, gdzie nie brakuje alkoholu, w tym dobrego, schłodzonego piwa. Rozwój nowych technik i technologii, szybkość komunikowania się w owym świecie, prężnie rozwijająca się prasa, stwarzają nowe warunki życia, świat nowych wyzwań przekłada się na życie jednostki i rodziny – wyżywienie, rytm życia podlega prawom prac i zajęć,  gdy uskłada się spory majątek, można spokojnie myśleć o starości i sukcesorach.  Także o przyjemnościach, słabostkach i przyzwyczajeniach. Tonia Buddenbrook, ze wspomnianej sagi rodzinnej, po swym powtórnym zamążpójściu, przenosi się do Monachium, gdzie zaczyna życie z odmiennymi upodobaniami kulinarnymi. Wśród tych nowości jest zimne piwo bawarskie, które tak polubi, że po powrocie (po rozstaniu z mężem) do rodzinnej Lubeki będzie je pijać  regularnie, pomimo kłopotów gastrycznych.

Kupiecka burżuazja przy nowych obyczajach bycia i życia pielęgnuje także stare tradycyjne gusta w zakresie jedzenia i picia – ta nostalgia jedzeniowa wynika  z przywiązania do potraw regionalnych  i trunków do których zaliczamy przecież sławne wśród Niemców różnych landów piwa mniej lub bardziej szlachetne. Nie zapominamy przy tym o walorach odżywczych piwa, o których wiedzieli nasi przodkowie – byle z umiarem, byle dla podtrzymania dobrego nastroju i wesołego animuszu w zacnym towarzystwie, by nie ulec pokusie zaśpiewu: „Kurdesz, kurdesz, nad kurdeszami!” (wedle Franciszka Bohomolca).

Wokół burżuazji funkcjonuje nowa warstwa ludzi różnych profesji – jest to inteligencja w osobach nauczycieli, prawników, lekarzy, artystów, którzy w XIX-wiecznym „wydaniu” są powiedzmy oprawą właścicieli fabryk, instytucji, majątków wszelakich. ,przyjaźnią się z nimi , bywają rodzinnymi lekarzami, powiernikami, zleceniobiorcami, bo przecież pieniądz „krąży wkoło”. Spotykają się tak jak w wiktoriańskiej Anglii przy winie, szampanie lub piwie, przy czym wino i piwo postrzega się w kategoriach leczniczych, jako antidotum na problemy zdrowotne (na przykład wino i piwo z żółtkami).

Burżuazja prowadzi nie tylko lekkomyślny tryb zabawowego życia ale przecież pracuje, pomnaża rodzinną fortunę – tak dzieje się w przypadku Toma Buddenbrook , który regularnie pracuje w gabinecie i kantorze, a po wyborze na senatora w ratuszu, w kolegiach municypalnych. Jest jak wielu zamożnych młodzieńców z patrycjuszowskiej rodziny głową rodu, która decyduje o wszystkich ważnych wydarzeniach wśród bliskich sobie osób.  Może sobie pozwolić na dobre trunki, picie piwa najlepszej jakości, ale czyni to w dni wolne i świąteczne. Majątek, który dziedziczy musi pozostawić, najlepiej pomnożony sukcesorom.

 

JEDNOSTKA A RODZINA

Gazeta i kufel piwa w ręku służącego pana Pickwicka Sama Wellera mówią same za siebie – czas to relaksu, tym głębszego, że ma miejsce w więzieniu za długi, gdzie ludzie siedzą za niespłacone zobowiązania finansowe nic nie robiąc  i mało jedząc. Kuflem piwa można zasłonić twarz gdy rozmowa schodzi na nieprzyjemne dla pijącego tematy, kufel może być prezentem dla zaprzyjaźnionej osoby, może być elementem odpoczynku dla ojca powracającego do domu po pracy. Nie tylko porter ale i poncz też oczywiście.  W tych więzieniach siedziały całe rodziny, mnóstwo dzieci, starców, kobiet. Straszny los istot, które wpadły w finansowe tarapaty. Ich nie było stać na dobre pożywienie, kieliszek wódki czy kufelek piwa dla poprawienia nastroju. Dickens z całą mocą krytykował  ten stan rzeczy, uważając, że gdyby nie  pomoc współwięźniów, to ci nieszczęśnicy pozostawieni sami sobie umarliby z głodu. W tym więzieniu za długi nie brakowało tak tzw. złotej młodzieży, której hulaszczy tryb życia i nadużywanie trunków  doprowadzało do czerpania środków z wielu pokątnych źródeł i ruiny tak  zdrowotnej  jak i materialnej. „Wyciąganie” tych młodzieńców z tarapatów było sprawą rodziny, która odpowiednio surowo napominała i przywoływała do porządku. Według autorów znakomitego tomu historii życia prywatnego we Francji „Rodzina, główna scena życia prywatnego w XIX stuleciu, dostarczała postaci i głównych ról, praktyk  i  rytuałów , intryg i konfliktów. Ta niewidzialna dłoń społeczeństwa obywatelskiego była zarazem bezpiecznym gniazdem i węzłem dramatu.” Młodzi „wychodzili” buntując się z tych ram, mężczyźni w każdym pokoleniu korzystali z uciech i rozrywek kabaretów i wodewili, nocnych klubów rozkoszując się piwem, winem, absyntem czy prostą wódką. Były jeszcze inne formy egzystowania w XIX – wiecznym społeczeństwie a mianowicie w więzieniach, internatach, klasztorach, koszarach, w których to miejscach znajdziemy włóczęgów, żebraków, dandysów, zakonnice i zakonników, cyganerię i apaszów, czyli te grupy społeczne, które były pozbawione więzi rodzinnych. Wielu spośród nich oddawało się codziennym uciechom stołu i łoża jak cyganeria czy różnego autoramentu włóczykije – w  ich wypadku piwo, ten  najpierwotniejszy napitek cywilizacyjny musiał wystarczać za całodzienny pokarm.

Rodzina burżuazyjna a także robotnicza pozostaje nadal główną wartością społeczną, ostoją jednostek, osobliwą sceną życia, której aktorzy wypełniają przypisane im role, ojców, matek, synów i córek, w dalszych pokoleniach dziadków i pradziadków. Rodzina jest oczywiście paternalistyczna, z dominującą rolą ojców, choć i kobiety mają coraz więcej do powiedzenia, przynajmniej w wypadku córek. Mężczyznom w sensie obyczajowym więcej wolno, to oni tkwią przy barze, bywają w domach rozpusty, palą cygara, piją alkohol (kufle piwa oczywiście też), chodzą do męskich klubów i stowarzyszeń.

Kobieta w rodzinie robotniczej pełni  funkcję matki, gospodyni, zarządzającej gospodarstwem, pracownicy zakładów fabrycznych, służącej itd. Jest wielofunkcyjna, jej miejsce w rodzinie jest nie do zastąpienia , jej postawa winna być moralnie pozytywna – nie pije piwa i wódki w domu, czy poza nim bo to doprowadzi rodzinę do ruiny. Chociaż dla przyjemności i wzmocnienia sięgnie po kufel piwa czy ugotuje piwną polewkę, poczęstuje przyjaciółki winem lub piwem. Oczywiście były rodziny dotknięte schorzeniem opilstwa i wymagające interwencji i opieki państwa, stopień degrengolady bywał równie głęboki jak i obecnie. Mężczyźni korzystali z uroków relaksu popijając piwo „przy sobocie, po robocie”, we własnym gronie. Świat zataczał koło od obowiązku i porządku do odpoczynku i wesołości. Piwo bywało stałym, figlarnym bohaterem tych zawirowań.

 

MOŻE LEPIEJ PIJAĆ WODĘ BO NIE POPADNIE SIĘ W TARAPATY? ZŁE SKUTKI POPIJANIA PIWA I PORTERU, BO MOŻNA STRACIĆ ZDROWIE I PRACĘ.

W „Klubie Pickwicka” w sprawozdaniu Towarzystwa Wstrzemięźliwości napotykamy relacje niejakiego H. Walkera, krawca, który pijał regularnie porter i piwo, wskutek czego stracił zdrowie, bo kolega ukuł go zardzewiałą igłą. Popijał także mieszankę alkoholową  zwaną ”psim nosem” składającą się z gorącego porteru, goździków, jałowcówki i gałki muszkatołowej. Ukłucie spowodowało bezwład ręki i uniemożliwiło pracę. Wobec tego krawiec pije tylko wodę i czuje się dobrze. Gdyby nie zgubny nałóg nadal miałby dobre zarobki. Wdowa, krawcowa posiadająca jedno tylko oko, opowiada, jak przyjęła jako zapłatę  obok niewielkiej gotówki kieliszek wódki. Po utracie zarobku nie pije i czuje się o wiele lepiej, nawet jako jednooka.  W tym tonie także inni, aktualnie nie pijący wypowiadali sentencje na temat trunków i picia, nieco wzdychając w żalu za przyjemnościami alkoholowymi z piwem na czele, jako ukojeniem i zapomnieniem. W powieści odzwierciedlającej XIX –wieczną Anglię piwo występuje w  wielorakich odsłonach informując w sposób sugestywny jak wszystkie warstwy społeczeństwa podchodziły do alkoholu, jakość zależała wyłącznie od zasobności kieszeni amatora piwa lub wódki.

Przykładem tej różnorodności postaw mogą być dwaj studenci medycyny Ben Allen i Bob Sayer , którzy jak pisze Dickens wahali się pomiędzy częściowym a całkowitym pijaństwem. Ich umiłowanie trunków  obejmowało zarówno wódkę w rozmaitych konfiguracjach smakowych i alkoholowych jak i inne trunki, byle dużo, byle mocno, bez zwykłych  zahamowań   i  poczucia wstydu, że się tak wiele pije i to najczęściej bez okazji.  Bogatym zawsze więcej wolno więc i wódka i piwo i wino pod każdą szerokością geograficzną służą im jako element zabawy, konwersacji, perswazyjnej swawoli a symbolizują  pozycję jaką zajmują w społeczeństwie. Ziemianin pan Wardle, jeden z licznych  bohaterów „Klubu Pickwicka” uwielbia trunki, facecje i męskie przyjaźnie, jest szarmancki wobec kobiet, serdeczny dla rodziny i przyjaciół , celebruje święta wraz ze służbą i znajomymi. Wino, piwo, wódka, nalewki w rodzaju wiśniówki serwowanej w momencie przybycia pana Pickwicka i jego przyjaciół do posiadłości Manor Farm mają walor niejako tradycji i niezbędnego blasku uświetniającego dobra i jego właściciela wraz z rodziną. Jemy i pijemy przyjemne trunki wedle okoliczności ale także i bez specjalnego powodu – zamożność gwarantuje spełnianie zachcianek rozmaitego kalibru – od kameralnych przyjęć i rodzinnych posiłków po rauty i bale, przyjęcia bożonarodzeniowe i wielkanocne. Trunki mają mistyczną moc łączenia pokoleń, przy kosztowaniu piwa wlewanego do misy z winem tworzy się swoiste ogniwo towarzyskich relacji spajających wszystkich uczestników biesiady. Czar ucztowania trwa – chce się ten czas zatrzymać a przynajmniej powtórzyć rytuał biesiadowania. W XIX stuleciu wszystko jest możliwe, więc bal trwa i nęci  uczestników spienionym piwem i schłodzonym winem. ( a także zmrożoną wódeczką). Mieszczańskie kamienice ,rezydencje arystokracji i podmiejskie wille są świadkami rautów i bali, wykwintnego jedzenia i picia, tańców, ploteczek i opowieści nie wiadomo skąd. Wzorce rozprzestrzeniają się na inne grupy społeczne, aczkolwiek wobec biednych stosuje się filantropię wspierającą zakazy picia alkoholu, bo to uderza w porządne, tradycyjne rodziny i psuje obraz porządku społecznego na dziś i na przyszłość . Ewolucja stosunków społecznych w świecie burżuazji na polu rozrywki, wypoczynku i wydawanych przyjęć to także częste uczestnictwo w rautach coraz powszechniejszych w XIX wieku  oraz w otwieranych restauracjach, ogródkach piwnych, kawiarniach., gdzie korzysta się z picia dobrej kawy, herbaty, wina i piwa. Koniec stulecia zintensyfikuje obecność publicznych kawiarni i restauracji, przyjemność korzystania z nich wprowadzi nas w stulecie XX, w którym mnogość gatunków piwa (i olbrzymiej reklamy tychże gatunków) może oszołomić ofertą smakoszy i zapewnić im szeroki wachlarz   „piwowania”, czy „piwobrania”.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXIII – KAPITALISTYCZNE RYTUAŁY PIWNE NA CO DZIEŃ I OD ŚWIĘTA DLA TYCH ZAMOŻNYCH I TYCH „ZA WĘGŁŁA” SPOŁECZNYCH DOLI I NIEDOLI, CZYLI „LUSTRO CI PODPOWIE, CO MASZ MĄDREGO W GŁOWIE. ALBO NIE”.

Opublikowano: 3 maja 2014

JESZCZE TEN XIX WIEK I JEGO WOLNORYNKOWA GOSPODARKA (WEDLE ADAMA SMITHA). A PIWO I TAK JEST NIE DO ZASTĄPIENIA, BO MOŻEMY NIM ZASPOKOIĆ PRAGNIENIE I GŁÓD.

A W BROWARACH „KAPSLA ALUMINIOWA”

Wiek XIX oparty o reguły gospodarki kapitalistycznej jest okresem masowej produkcji, bo czas manufaktur i ręcznych wyrobów mijał na korzyść fabrycznej, wieloseryjnej wytwórczości. Jak dawniej w cechach, tak teraz w środowiskach robotniczych pocieszano się kuflami piwa, kieliszkiem wódki (niekiedy w większych ilościach). Zacierają się wspomnienia o głodzie na przednówku, bo „wkracza” ziemniak wypełniający żołądki ludzi ubogich, choć i z ziemniaków przedsiębiorczy ludzie potrafią pędzić alkohol. W miastach dziewiętnastowiecznych egzystują i to wcale nieźle destylarnie, o których uwag kilka na przykładzie grodu Przemysława. Są otwarte od rana do późnego wieczora, mam tu na myśli ranną porę tj. szóstą i wieczorową 22. W gruncie rzeczy destylarnie to spelunki, w których można pokrzepiać się wysokoprocentowymi napitkami w razie nagłej i palącej potrzeby, bo czynne bywały w świątki i piątki, czyli w niedziele, święta. Można się domyślać, że to soboty bywały okresem największych zapotrzebowań na piwo i wódkę, bo wówczas robotnicy fabryczni otrzymywali określone zaliczki pieniężne, które chętnie wydawali na „ogniste trunki”.

Wejdźmy na chwilę do jednej z poznańskich szynkowni, gdzie bucha gwar rozmów, krzyki, śmiech a w nozdrza uderza intensywny zapach alkoholu. Dominuje „czyściocha”, a w jej tle likiery, piwa, wino, rumy itp. Nie zabawimy długo, bo można ponieść przykre konsekwencje nadużywania trunków. Świeże powietrze czasami jest ratunkiem w parze z umiarem. Niekiedy potrzebna była interwencja policji, gdy towarzystwo było zbyt pijane, rozigrane i zakłócające porządek uliczny. Wówczas stróże prawa zabierali delikwentów do izby wytrzeźwień. Wśród birbantów bywały i kobiety ulegające pokusom wódczanym i piwnym.

 

SPELUNKI, TRAKTIERNIE, RESTAURACJE

Jak podają znawcy poznańskich realiów (Marcin J. Januszkiewicz i Adam Pleskaczyński) wedle obliczeń roku 1890 jedna knajpa przypadała na 218 Poznańczyków wliczając w to dzieci a nawet niemowlęta. Od Św. Marcina po dzielnicę Chwaliszewo wyszynki wódki i destylacje kusiły potencjalnych amatorów piwa i wódki, nawet w niedzielę. Wielu niepijących mieszkańców krytykowały te przybytki, ale interes się kręcił i znajdował wielu amatorów.  W 1899 roku zakazano sprzedawać alkohol dzieciom poniżej 16 lat, a w 1900 r. zaczęła obowiązywać godzina policyjna od 22, wreszcie pojawił się przepis o zamykaniu destylacji w sobotę, o 17, aby robotnicy zachowali nieco grosza na domowe potrzeby. W końcu piwa można się napić także w domu, w otoczeniu dziatek i małżonki. A piwo butelkowe, poręczne w zastosowaniu pojawiło się w Poznaniu około 1870r. Przyjrzyjmy się tej sprzedaży i procedurze produkcji.

 

PIWO BUTELKOWE I KAPSLE („KAPSLA ALUMINIOWA”)

Piwo zamykane było porcelanowymi korkami z gumką pełniącą funkcję uszczelniacza. Do szyjki butelki przymocowane były metalowe pałączki. Puste butelki powracały do browarów a tam korki myto, gumki zaś polewano wrzątkiem.  Wprowadzenie kapsli miało cel marketingowy jak powiedzielibyśmy dzisiaj – odcinano się od niehigienicznych korków na rzecz wygodnych metalowych kapsli, reklamując piwo. Piwo kupić można było w restauracjach i placówkach handlowych „zakapslowane „ wysokiej, jakości tj. jasne „Zdrój Mieszczański”, ciemne „Bawarskie” czy angielski „Porter”. Kapslowano także lemoniadę i wodę (słynna w handlu oranżada sycylijska „Ananas” lub „AL.-Or”). Kapsle aluminiowe pierwszy w Polsce wprowadził Poznański Browar Huggera (zbankrutował w 1937r.). Właściciele winiarni, browarów, restauracji zachęcali do nabywania trunków podając w reklamach informację o cenach umiarkowanych i miernych, korzystnych dla mniej zasobnych kieszeni. Jednocześnie gwarantowali towar najwyższej, jakości i świeżości (wino i piwo nieskwaśniałe), korzystne także dla zdrowia.

 

PIWA SIĘ NAPIJEMY, A KŁOPOTY POMINIEMY

Bursztynowe piwo obecne było w rozmaitych gatunkach, niekiedy rozcieńczone wodą w karczmach, wypijane przez chłopów, pracowników folwarcznych, robotników, służących, rzemieślników. W XIX stuleciu w Niemczech i Austrii popularne były piwne bary, w których wielu nawet urzędników trafiało po pracy, wydając, co nieco na alkohole. Rytuały życia burżuazji uwzględniały nie tylko różnorodność czynników wewnętrznych jak i zewnętrznych, ale również kompromisy pomiędzy tym, co prywatne a publiczne, oficjalne, subtelne a niezamierzone, innymi słowy byli oni grupą nadającą własnej egzystencji określony styl. Odróżniający ją od innych. W zakresie upodobań biesiadnych także, w tym skłonności do luksusowych win i dobrego markowego piwa (jak w rodzinie niemieckich Buddenbrooków). Nie wspominając o pięknej zastawie, sztućcach i obrusach. Wydawanie przyjęć, przyjmowanie gości, bywanie, zasady dobrego wychowania tak odległe od wskazań Erazma z Rotterdamu wytwarzały poczucie komfortu, bezpiecznej egzystencji i wyjątkowości. Jeśli sięgano po dobre piwo i wina, to z poczuciem wyboru, selekcji i misji właściwego spożytkowania doczesnych dóbr za odpowiednio wysokie opłaty. Taka refleksja o bezpiecznej egzystencji od Mikołaja Reja do współczesnych poradników dobrego współżycia i zachowania się przy stole. Z dominującą tezą o szczęśliwości od Rousseau po Micheleta ( w francuskim rozumieniu).

Wraz z upadkiem Napoleona zaczął się okres organizowania rautów w stylu angielskim, bowiem małe, kameralne spotkania były już niemodne, na rzecz tłumu gości, w którym nie wszyscy się znali, a więc konwersacja bywała na poziomie zdawkowych zdań i opinii. Popijanie i pojadanie też było pobieżne, ze względu na ilości zaproszonych gości. Ale obok rautów, były bale, podwieczorki, proszone obiady, reduty itd. Wszędzie temu towarzyszyło wybieranie napitków w rodzaju kawy, herbaty, czekolady, wina, gorzałki i piwa. Stosownie do pory dnia i charakteru spotkań. Wydawało się, że to tak będzie trwało dla świata burżuazyjnego „da senza capo”. Ale wszystko ma swój przewrotny koniec i ten świat także.  Wielka Wojna od 1914 wiele zmieni, lecz o tym w kolejnym felietonie.

 

 

 

BIBLIOGRAFIA WYBRANE POZYCJE

  1. Historia życia prywatnego. Tom 4. Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej. Pod redakcją Michelle Perrot, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2006.
  2. Johan Huizinga, Homo Ludens. Zabawa, jako źródło kultury. Przełożyła Maria Kurecka i Witold Wirpsza, Warszawa 1985.
  3. Marcin J..Januszkiewicz, Adam Pleskaczyński, Swój do swego, czyli Księga Kupiectwa Poznańskiego, dla wygody Czytelników w porządku abecadłowym ułożona, Poznań 2004.
  4. Marcin J.Januszkiewicz, Adam Pleskaczyński, Podręcznik Poznańczyka albo 250 dowodówa. wyższości Poznania nad resztą świata, Poznań 2002.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XXI – „DYSKRETNY UROK BURŻUAZJI”

Opublikowano: 28 kwietnia 2014

PRZYJĘCIA, RAUTY, BALE. UPRZEMYSŁOWIENIE I NOWE TECHNOLOGIE. O NACZYŃKACH DO PIWA I INNYCH ALKOHOLI WARTO WSPOMNIEĆ W KONTEKŚCIE „KLUBU PICKWICKA” CHARLESA DICKENSA

A  WILEGIATURA, CZY JĄ ZNAMY?

Rauty to już zgromadzenia większej ilości osób, zaproszeni goście w świecie burżuazji bawią się na salonach, pijąc drogie trunki, jedząc wykwintne potrawy – szelesty sukien, śmiechy, bon moty, dysputy polityczne, gwar rozmów na błahe albo  ważne tematy.  Ludzie zamożni bywają na salonach, przyjęciach bardziej kameralnych, ot  tak parę bliskich sobie osób. Świętuje się narodziny dziecka, opija się zaręczyny, pije się podczas zaślubin, konsolacji, ważnych świąt kościelnych, rocznic narodowych, regionalnych.  Towarzyszą  tym uroczystościom alkohole mniej lub bardziej markowe w zależności od pozycji społecznej.  Piwo w tym kontekście jest przyzwyczajeniem, wyborem lepszej opcji smakowej a nawet kolorystycznej, chętnie pijane przez kobiety i mężczyzn wszystkich stanów.

W świecie niemieckiej burżuazji, w rodzinie  Buddenbrooków urządza się luksusowe obiady i kolacje, nabożnie, po protestancku, obchodzi ceremonię świąt Bożego Narodzenia, ważne wydarzenia rodzinne mają swą elegancką oprawę, piwo jest znane tej zacnej rodzinie, przecież niemieckie landy obfitują w ten bursztynowy napitek. Czasami wyjeżdżają na wakacje, poza rodzinne  miasto do domów letnich, własnych bądź wynajętych. Podobnie jest w całej Europie. W rządzonej przez carów Rosji dochodzą do tego eskapady „na daczę” – na dzień lub na dłuższy czas. Bogata arystokracja francuska i rentierzy, którzy nie muszą siedzieć w dużych ośrodkach miejskich wyjeżdżają na lato do swych posiadłości wiejskich. Cały rok podzielony był na dwa sezony: sezon światowy czyli zimę  i wiosnę, oraz lato i część jesieni czyli WILEGIATURĘ. Burżuazyjny szyk i elegancja mają swe pierwowzory w życiu arystokracji, mieszkanie letnie pod  Paryżem jest modą, nakazem ale i przyjemnością przynajmniej dla żony, dzieci i służby, ojciec rodziny jeśli ma zajęcia w mieście musi regularnie dojeżdżać do miasta. Po powrocie korzysta ze świeżego wiejskiego powietrza, kuchni, schłodzonego piwa i wina. Przykładem może być burżuazyjna społeczność w Rouen, która posiada wiejskie domy, dokąd zaprasza się latem krewnych i przyjaciół , by wesoło i swobodnie biesiadować, jeść i pić, czasami ponad miarę. Podobnie w rodzinach angielskich, o których pisze zarówno  Charles    Dickens jak i  William Makepeace Thackeray (1811-1863).  Ten ostatni zasłynął szczególną pozycją w literaturze – napisał księgę snobów, sam siebie nazywając snobem. Zajrzyjmy więc tam, do powieści ironizującej na temat wielu przyzwyczajeń Anglików, w tym przywiązania do   rytuału picia herbaty lub piwa.

 

WILLIAM M. THACKERAY I JEGO „KSIĘGA SNOBÓW”

Książka, którą posiadam od dziecka, wydana była w latach pięćdziesiątych ze wstępem (tytuł „Zamiast przedmowy”) samego Stefana Żeromskiego. Opisuje między innymi snobów wojskowych, duchownych, uniwersyteckich, literackich, wiejskich , także snobów w relacji małżeńskiej czy  klubowej. W scenie odwiedzin dobrze urodzonego Goldmore`a (przewodniczącego towarzystwa ubezpieczeń „Precz z żółcią”) u ubogiego prawnika Graya, do obiadu podane jest piwo. Przynosi je na tacy w cynowym dzbanie żona gospodarza Fanny, a mała córeczka Polcia nalewa owo piwo, z tegoż dzbanka do szklanki gościa – budząc jego przerażenie, gdyż wątpi on w drobne rączki dziecka trzymające ogromny dzban.

Smaczny obiad zjedzony w skromnych warunkach, skłonił gościa, dygnitarza Godmore`a, do pomocy zubożałemu prawnikowi – zleca mu on prace dla wspomnianego towarzystwa. Ze snoba stał się filantropem. I chwała mu za to! A piwko tylko rozluźniło atmosferę wspólnego biesiadowania i poprawiło humory i nastrój tak gościa jak gospodarza.

 

I CIĄGLE NIEZASTĄPIONY CHARLES  DICKENS

Należy do moich najbardziej ulubionych jeszcze z dzieciństwa pisarzy. Powieść o zacnym  panu Pickwicku i jego przyjaciołach (panach: Tupmanie, Winkle i Snodgrassie)  znam na pamięć – „widzę” serwowany poncz i zimne piwo w kamiennych dzbanach, tak charakterystyczne dla klimatu tej opowieści, aczkolwiek i wódka z gorącą wodą, lub dobrze ogrzane porto bywa serwowane w rozmaitych okolicznościach, nawet w więzieniu za długi. Zabawny jest moment kosztowania  przez pana Pickwicka ponczu i sprawdzanie czy w tym trunku, nie ma pomarańczowych skórek , bo od nich robi mu się niedobrze. Oczywiście sprawdzanie polega na dokładnym opróżnianiu skórzanej butelki napełnionej ponczem. Piwo towarzyszy jego  słudze Samuelowi  Wellerowi , dla którego kufel zimnego, spienionego piwa i gazeta, stanowią formę relaksu, odprężenia i spokoju. Gdy na wycieczce w plenerze panowie, dżentelmeni, piją poncz, to służba (a wraz z nią, Sam Weller) rozkoszuje się  piwem i to  zimnym, bo  pod drzewem gdzie  przystanęli jest co prawda chłód, ale wokół jest gorąco i parno.

Wódka i piwo w dziewiętnastowiecznej Anglii bywały nagrodą, elementem zapłaty, pocieszeniem towarzyskim, zaprzysięgłym towarzyszem codzienności. Alkoholicy – a sam ich wygląd przypominał o  nałogu, bo mieli czerwone twarze, czerwone nosy i zionęli oparami alkoholu,  wyglądając tak jak dickensowski odźwierny trybunału , czyli jak „wiśnia stoczona przez robactwo i wrzucona do wódki”. Ludzie ci tacy czerstwi  z pozoru, niby zdrowi, porównać dają się do dobrze wyglądającego a jednak nadgryzionego przez  korniki drzewo –  stanowili problem społeczny w angielskim świecie tak burżuazji i arystokracji, jak i sfer biedy i nędzy. Był to w przypadku biedoty zamknięty krąg losu, bo brak dochodów, złe odżywianie wzmacniało chęć mocniejszych napitków, by „zapić” to ubóstwo, kupno zaś trunków doprowadzało do jeszcze większej biedy i pozbywania się z domu potrzebnych rzeczy a nawet sprzętów.

Przykładem folgowania sobie w  nadmiernym piciu, są dwaj studenci medycyny Bob Sawyer i Ben Allen, którzy wykorzystują nawet leczniczy spirytus i naczyńka laboratoryjne by raczyć się spirytualiami i upijać do nieprzytomności, przed całkowitą zatratą a nawet marnym końcem chroni ich wyjazd na kontrakty do kolonii angielskich. Sądzę, że problem pijaństwa wśród młodych ludzi w dziewiętnastowiecznej Anglii nie był błahy, i nie przypadkiem autor przywołuje do literackiego bytu postaci młodych chirurgów, którzy wykazują dużą znajomość trunków i korzystają z niej ( z tej wiedzy) obficie.  Interesujące są rodzaje naczyń, które używa się przy piciu piwa lub gorzałki, więc warto przyjrzeć się im bliżej.

 

BUTELKI, FLASZE I FLASZKI, SZKLANKI, DZBANY, KIELICHY, MISY, KUFLE, KADZIE –  CZYLI W CZYM PIJANO TRUNKI A ZWŁASZCZA PIWO W XIX –WIECZNEJ  ANGLII.

Na początek warto wskazać na  butelkę zawierającą cenne napitki  – o butelce mówiono: „..butelka drzemie, zmuśmy ją do krążenia jak słońce.” W butelkach znajdował się alkohol, używano ich w okolicznościach raczej relaksowych, zabawowych, uroczystościach rodzinnych i świątecznych. Butelki stawiano na stole wraz z deserem, po uprzątnięciu głównych dań, z butelek nalewano trunek do szklanek, byli amatorzy popijania z samej  butelki. „Butelka”, „butelczyna”, „buteleczka” nazwy pieszczotliwe dla przedmiotu zawierającego wszelkie możliwe trunki. W obiegu towarzyskim pana Pickwicka znajdowała się skórzana butelka z ponczem, w scenie prezentującej grabarza Grubba widzimy flaszkę, oplataną butelkę z wódką pochodzącą z przemytu. Mówimy także flasza, flaszka wyrazy być może lepiej brzmiące od butelki a kojarzące się pozytywnie z  zawartością.(choć nie musi to być trunek, może to być woda, mleko, soki). Szklanki w sposób oczywisty stawia się obok nakrycia gościa na przyjęciach domowych, ze szklanek pija się w gospodach, przysłowiowa szklanka wódki czy piwa pomaga na przykład w pisaniu listów w okresie walentynkowym do ukochanej osoby, szklanka wódki bywa częścią zapłaty za pracę praczki itd. Powiedzielibyśmy słowami Stanisława Witkiewicza „hop szklankę piwa!” i zabawa trwa.

Dzbany kamienne ze schłodzonym piwem kojarzą się właśnie z napitkiem serwowanym w upalne dni – takie piwo wspaniale gasi pragnienie, o czym wiedziała Anglia wiktoriańska. Piwo niefrasobliwie towarzyszy bohaterom pierwszo i drugoplanowym powieści Dickensa, odzwierciedlając rzeczywiste zapotrzebowanie na ten trunek, w XIX stuleciu.  Piwo zmieszane z winem w wielkiej bowli, wielkości miednicy, wystawione jest dla gości ziemianina pana Wardl`a w okresie bożonarodzeniowym; jeden z bohaterów powieści pan Jingle zachwala przyjęcie używając sformułowanie –„kadzie piwa –góry wołowiny” , co oczywiście oznacza wielkie ilości piwa i mięsa.

Najpopularniejszym naczyniem, z którego popija się piwo jest jednak poczciwy kufel, symbolizujący piwo niejako z tradycji i obyczaju biesiadnego. Kufle są ozdabiane napisami, rysunkami, bywają piękne, fajansowe, porcelanowe, drewniane, metalowe, a wszystkie służą eksponowaniu piwa i gestom przyjaźni w trakcie libacji czy zwykłych przyjęć. Burżuazja budując swój wizerunek społeczny w części naśladuje arystokrację, dokładając własne elementy wynikające z wpływów rzeczywistości kapitalistycznej. Są to stroje, wyposażenie wnętrz, które jest bardziej nowoczesne. Naczynia nazywają się podobnie, ale przy masowej produkcji nawet na zamówienie, są tańsze, powszechniejsze, wymienialne. Dyskretny urok burżuazji roztacza swój społeczny czar na nowobogackich i upadłą arystokrację – dawne trunki  pozostają, choć różnicuje się ich gama. Ale generalnie piwo, wino i gorzałka z likierami są bohaterami wielu bali, przyjęć i rautów.  Burżuazja inwestuje, tezauryzuje i tworzy nowy świat kapitalistycznych elit. Pozostańmy w kręgu tej kultury, a więc do następnego majowego felietonu.

 

LITERATURA:

  1. Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w danej Polsce. Wiek XVI – XVIII. Wstępem poprzedził Janusz Tazbir, t. I  i  II. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
  2. Karol Dickens, Klub Pickwicka. Przełożył Włodzimierz Górski. Uzupełnili Zofia i Wiktor Popławscy . t.1 i 2 .Wydawnictwo Muza, Warszawa 1995
  3. Dzieje Poznania do roku 1793. Pod red. Jerzego  Topolskiego, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, t. 1 Warszawa-Poznań 1988
  4. Historia życia prywatnego, tom 4. Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej, p. red. Michelle Perrot, Zakład  Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław – Warszawa – Kraków 2006
  5. Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie XVII-XVIII wieku, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1975
  6. William M. Thackeray,  Księga snobów napisana przez jednego z nich. Państwowy Instytut Wydawniczy, Kraków 1950.

 

Autor: Maria Falińska


O piwie

XX – JESZCZE REFLEKSJI PARĘ O PIWIE W XVIII STULECIU – CECHY W MIASTACH, MANUFAKTURY MIESZCZAŃSKIE . SZLACHECKIE PRZYZWYCZAJENIA PIWNE. ZABAWY KARNAWAŁOWE Z PIWEM I GORZAŁKĄ

Opublikowano: 24 kwietnia 2014

POZNAŃSKIE PIWO I POZNAŃSCY PIWOWARZY.

Zacznijmy jednak od sprzedaży detalicznej wódki , która w I połowie XVIII wieku w Poznaniu była regulowana decyzjami gospodarczymi dotyczącymi produkcji własnej jak i wódki  przywożonej z zewnątrz. W 1733r. wódkę szynkowano w 41 punktach sprzedaży na terenie miasta i zajmowało się tym 17 kupców, 21 PIWOWARÓW i 13 rzemieślników (głównie krawcy i szewcy). W dalszych latach tegoż stulecia rzemieślnicy innych gałęzi wytwórczości podjęli wysiłki by zarabiać na produkcji i sprzedaży piwa i handlowaniu. Upływające lata będą jednak świadkami załamywania się feudalnych porządków społeczno-gospodarczych, narastających konfliktów wewnątrz  cechów , trudności w usamodzielnianiu się czeladników (pojęcie „wiecznych czeladników” i zła  kondycja materialna tychże!).

Koniec stulecia przyniesie rozwój manufaktur, które w Poznaniu należały głównie do mieszczan, podczas, gdy w innych częściach kraju do króla i  magnatów . Manufaktury poznańskie skoncentrowane na obróbce surowców i towarach powszechnego użytku były bardziej praktyczne i zespolone z rynkiem niż wspomniane królewskie czy magnackie wytwarzające luksusowe towary. Nadchodził czas kapitalizmu, powszechnej produkcji wielu artykułów spożywczych i napitków (piwa i gorzałki), przedmiotów codziennego i niecodziennego użytku.

 

POSIŁKI I TRUNKI MIESZCZAN W XVIII WIEKU

W pierwszej połowie XVIII wieku regionalny przemysł spożywczy zaspokajał potrzeby mieszkańców Poznania w zakresie trunków – piwo sprowadzano z Grodziska a wódkę ze Skoków, Wągrowca, Lwówka, Chodzieży i Łasku. Wśród trunków sprowadzanych na lokalny rynek znajdowały się także wina: węgierskie, francuskie i ruska wódka. Jeśli idzie o pożywienie to było ono zróżnicowane, w zależności od zamożności mieszkańców. Mieszczanie o skromniejszych dochodach jadali na naczyniach miedzianych, cynowych i głównie glinianych. Posiłki bywały trzy: śniadanie, w południe obiad oraz kolacja pomiędzy szóstą a siódmą, oczywiście wieczorem. Niektórzy przygotowywali drugie śniadanie i podwieczorek,  i wówczas jadano razowy chleb z twarogiem lub serem oraz  wypijano KWARTĘ PIWA (kwarta to około 1 litra). Uboga kuchnia obejmowała chleb, mąkę, kasze, groch, śledzie, sery, masło solone, tańsze gatunki mięsa oraz PIWO. W praktyce z tych produktów spożywano bigos, pierogi, różne zupy i  przegryzano dużymi porcjami chleba popijając piwem, którego spożycie jak wspomniałam wynosiło około 2,5 litra na mieszkańca. W święta urozmaicono jadłospis o drób, biały chleb i mięsne potrawy, popijano wino uważane za towar luksusowy. Na co dzień bowiem  pito piwo i rozmaite gatunki wódki, zamożniejsi gromadzili alkohol w domu by wyjmować go przy różnych okazjach rodzinnych. W czasie postu na stołach mieszczan pojawiały się ryby. Warto zaznaczyć, że w tym stuleciu mało jeszcze dbano o higienę , mięso sprzedawano w brudnych jatkach, a piwo niekiedy warzono ze stęchłego zboża. Wywoływało to epidemie bo i woda bywała często nieświeża.  Menu ludzi zamożnych i szlachty było bogatsze w białka, węglowodany, jadali lepsze gatunki mięs i ryb, pijali lepsze jakościowo trunki: piwo, wino i gorzałkę.

 

PIWOWARZY LUDŹMI ZAMOŻNYMI (  WEDLE INWENTARZY MIESZCZAŃSKICH   XVIII WIEKU)

Pozostając nadal w XVIII-wiecznym Poznaniu  widzimy tam cztery grupy majątkowe, z których pierwsza objęła ludzi o dochodzie powyżej 30 tysięcy złotych. Byli to najbogatsi kupcy i bogaci PIWOWARZY , przy czym ci ostatni trudnili się także handlem. Drugą grupę tworzyli ludzie o majątku wartym od 10 do 30 tysięcy  złotych.  Byli to kupcy, PIWOWARZY, zamożni rzemieślnicy i szlachta pełniąca obowiązki ławników i rajców. Trzecią i czwartą grupę tworzyli rzemieślnicy i drobni kupcy i ich majątek szacowano od 2 do 10 tysięcy złotych i do 2 tysięcy złotych. Poza tymi grupami byli jeszcze ludzie ubodzy nie posiadający zbyt wielu dóbr materialnych , bądź wcale, gromady bezdomnych,  żebraków, bezrobotnych. Im piwo smakowało nawet najlichsze, bo nie mieli pieniędzy a tym samym możliwości  wyboru. Więc było im wszystko jedno, niekiedy    pochłanianie dużych ilości piwa przynosiło im ulgę i zapomnienie.

 

TENDENCJE ROZWOJOWE W GOSPODARCE RZECZYPOSPOLITEJ SZLACHECKIEJ  XVIII W.  (MODELE GOSPODARCZE FOLWARKU PAŃSZCZYŹNIANEGO).

W tym stuleciu, a zwłaszcza w drugiej jego połowie następuje zrównoważenie wpływów rynków zewnętrznego i wewnętrznego na rolnictwo, część popytu na rynkach wewnętrznych zgłaszana była przez dwór szlachecki propagujący produkcję alkoholu (piwa i wódki) w oparciu o zboże. W związku z tym ceny piwa i wódki wzrastały w o wiele większym stopniu niż ceny zbóż. Przykładem może być Gdańsk, gdzie cena za pół beczki piwa (1 tona) w pierwszym 25-leciu XVIII stulecia wyniosła 8,6 zł, a w ostatnim 13,7 zł, zaś cena jednego „oma” (nieco więcej niż pół beczki) wódki żytniej wzrosła średnio z 25,6 zł w 1-szym ćwierćwieczu do mniej więcej 63 zł w ostatnim ćwierćwieczu. W związku z tym, szlachta rozszerzała procesy  propinacji we własnych majątkach. W świetle źródeł propinacja w dobrach szlacheckich przynosiła właścicielom przeszło 30% dochodów pieniężnych (nie dawała podobnych korzyści gospodarce krajowej i gospodarstwom chłopskim). W Polsce nadal dominował folwark pańszczyźniany i styl życia powiązany niemal organicznie z jego  produkcją, folwarki nakierowane na zbyt krajowy mieściły się w modelu folwarku wewnętrznego, te wysyłające zboże na zachód tworzyły  model zewnętrzny, ekspansjonistyczny. W obydwu typach warzenie piwa i jego spożywanie mieściło się w dobrze pojętym interesie szlachty, który wykraczał poza przyjemność, obowiązek, przyzwyczajenie – krąg chętnych obok magnaterii i szlachty obejmował przyzwyczajenia mieszczan, w  dalszej kolejności chłopów. Podstawowy napitek – piwo, związany był z rolniczymi powinnościami i w znacznej mierze oznaczał przywiązanie do tradycji  rodowo-szlacheckiej, bowiem wiek XVIII powielał i utwierdzał piwoszy w używaniu napitku na co dzień i od święta, tak jak to czynili przodkowie.  Czasami pomagał w tym myśleniu czas karnawału, wesołych konceptów, strumieni piwa i gorzałki, czasami instytucja   kuligu,   o którym nieco obszerniej wzmiankować warto, bo w zabawie zacieśniały się relacje międzyludzkie, sąsiedzkie, towarzyskie.

 

KULIG SZLACHECKI, KULIG MAGNACKI  (CHOĆ WŚRÓD UCZESTNIKÓW NIE BRAKOWAŁO I POSPÓLSTWA – MUZYKANTÓW, ŚPIEWAKÓW, CZELADZI) OJ POLEJĄ SIĘ STRUMIENIE PIWKA I WÓDECZKI! OJ USŁYSZYMY PIEŚNI I OPOWIEŚCI SZLACHECKIEGO BARDA.

Myślę, że i dzisiaj zachwycilibyśmy się jazdą saniami, wraz z rodziną, przyjaciółmi (dawniej także z czeladzią, bo ktoś musiał usługiwać), tym bardziej, że u kresu tej eskapady znajdował się dom najbliższego sąsiada, gdzie szlachcic znajdował obfity stół i piwniczkę zasobną w trunki z piwem i gorzałką na pierwszym miejscu. Po wypiciu i wyjedzeniu zapasów, kulig ruszał dalej po nowe przysmaki do kolejnego sąsiada. Niezwykle wystawne bywały magnackie kuligi z muzykantami, ogromną ilością alkoholi i pokarmów, okraszane balami, iluminacjami, zabawami. Niekiedy kulig kończył się bijatyką, co w okresie saskim nie było rzadkością – piwo i gorzałka wypijane w wielkich ilościach burzyły krew, że „aż się ze łbów szlacheckich kurzyło!” Najsławniejsze kuligi brawurowe bywały w województwie rawskim, gdy spokojny, łagodnego usposobienia  nieznajomy znalazł się w takim krewkim towarzystwie nieraz niestety oberwał, czyli jak mówiono  „zbito go na kwaśne jabłko”, bo nie przystawał do tak zacnej i krewkiej kompanii szlachciców. Gdy był to okres zimowej aury, pięknie wyglądały zaprzęgi sani, konie, ludzie ciepło ubrani w szuby i okryci futrami, pochodnie rozpraszające ciemności, okrzyki, śpiewy, śmiechy kobiet – zaczynał się czas zabawy – TEMPORE BACHANALIORUM !

 

COMBER KRAKOWSKI. COMBER !!!

Bywały także inne zabawy związane z zapustami w okresie staropolskim, myślę tutaj o słynnym krakowskim combrze organizowanym w tłusty czwartek przez przekupki tego sławnego grodu. Te sprytne kobiety tańczyły na krakowskim rynku potrząsając gałęziami z choiny, w której tkwiły skorupki jaj. Zaczepiały  nieznanych mężczyzn i wciągały do tańca. Kto nie chciał tańczyć musiał się wykupić, a biedni jak podaje Jędrzej Kitowicz: „Chudeuszowie i hołyszowie dla jadła i łyku sami się narażali na złapanie.” Szukały zwłaszcza mężczyzn, którzy nie zdążyli wejść w związki małżeńskie, tych wciągały w szalony wir tańca i poiły piwem, delikwent „tańcować” musiał całą nockę. Trafił się elegant w cienkich pończochach i bucikach jadący w karecie – ten dopiero wił się, pocił, uciekał, wreszcie sakiewka pomagała w powrocie do pojazdu i ucieczce.

 

A W GDAŃSKU SŁAWETNYM…

Cechy rzemieślnicze i gildie kupieckie organizowały w Gdańsku  zapusty wykorzystując pomysły karnawałowych przebierańców: stroje  Murzynów (cech kuśnierzy), topory rzeźników, sceny z życia różnych cechów, wśród których szczególną atrakcyjnością cieszyły się pochody snycerzy i kowali. Kolorowe pochody ciągnęły przez całe miasto rozigrane i weselące się czasem obfitości, zabawy i trunków. Duże polskie miasta, te zamożne jak Poznań, Kraków, Gdańsk organizowały bale karnawałowe i wielkie przyjęcia z alkoholem – piwem, gorzałką i gatunkami różnymi wina. W Gdańsku Dwór Artusa był miejscem zabaw, domy cechowe i prywatne domy patrycjuszy cieszyły się popularnością jako domy, w których urządzano przyjęcia i bale. Karnawał w wydaniu bogatego Gdańska cieszył się świetną opinią tak w XVII jak i XVIII stuleciu – dowodem tej wziętości była obecność królów na tych biesiadach. Konkurentem gdańskich bachicznych występów był karnawał w Warszawie pod koniec XVIII wieku, w której bale wydawali magnaci i patrycjusze, a więc wykwintne kolacje, maski, trunki jako  niewątpliwe  atuty  dobrej zabawy. Plebs miasta także dla swego grona urządzał przyjęcia – byli to czeladnicy, którzy zapraszali do tańców córki mistrzów cechowych. I dalej w tany!

Oj zasiedzieliśmy się w tym okresie zapustów i ostatków, powoli zatrzymujemy się, by w felietonie majowym „pożeglować” dalej od znikającego na horyzoncie dziejów wieku oświeconych do stulecia, które uwierzyło w swą doskonałość – stulecia XIX.


O piwie

Wielkanocny felieton – CZYLI STAROPOLSKA WIELKANOC I UCIECHA PIWNA ZWIĄZANA Z CELEBROWANIEM ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY

Opublikowano: 18 kwietnia 2014

STAROPOLSKA WIELKANOC, CHOĆ NIE TYLKO!

Wielkanoc, Wielkanoc, chciałoby się rzec Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha (wedle wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego), święto ruchome obchodzone najwcześniej 22 marca a najpóźniej 25 kwietnia, w tym roku 20 i 21 kwietnia. Ta „ruchomość” przekłada się na daty innych ważnych dni – na przykład Środy Popielcowej, niedzieli Palmowej itp. Tradycyjnie to wielkie święto chrześcijańskie uświetniają obyczaje związane z obfitym stołem: jadło i napoje, wina i piwa różnych gatunków.  Święcenie palm, łykanie bazi wierzbowych dla przyszłego zdrowia i malowanie jajek a potem koszyki wypełnione jedzeniem zanoszone do kościołów to reminiscencje kultury ludowej, ale mieszczące się w spektakularnym pojmowaniu radości Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego.   Najlepszą ilustracją zasobnych wielkanocnych stołów był szlif staropolskich potraw z pętami kiełbasy i wędzonymi szynkami na czele. Zamożni mieszczanie podawali na stół prosięta, wędzone szynki, pasztety, babki, makowce, placki z miodem, słodycze. Szlachta i magnaci jeszcze obficiej w zależności od pozycji społecznej, tak, że stoły uginały się pod ciężarem półmisków i talerzy. Do tego wypijano wielkie ilości wina, piwa i gorzałki. Do słodyczy smakowano likiery i nalewki. Pochłanianie wielkich ilości pożywienia i hektolitrów napitków postrzegano, jako tradycyjnie pobożny obowiązek, zapewniający pomyślność na cały rok. Przed ucztą wielkanocną dzielono się poświęconym jajkiem, które to jaja wcześniej farbowano i ozdabiano wedle woli i gustu (pisanki, kraszanki).  Kuchowicz pisze: „ Zwyczaj wymagałby święta traktować, jako jedno pasmo obżarstwa i opilstwa. Największe obżarstwo i opilstwo panowało po dworach dobrze sytuowanej szlachty.” Piwo lało się szeroką strugą obok innych alkoholowych napitków, bo mieściło się to w szlacheckim odczuciu pobożności to znaczy fetowania zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i Szatanem.

Zwyczaj poniedziałkowego dyngusa bywał i jest popularny – polewanie, podtopienia, zimna woda były ciągiem nieustannych uciech celebrujących ten obyczaj, choć niekiedy kończyły się chorobą osób polewanych. Świętowanie wielkanocne zaczynało się w Niedzielę Kwietnią to znaczy Palmową.  Poza wspomnianym łykaniem kotków palmowych (bagniątek wedle Mikołaja Reja) obyczaj nakazywał „doprowadzanie dębowego Chrystusa do miasta”, czyli figury drewnianej Jezusa jadącego na osiołku a umieszczonej na wózku z kółkami. Uderzano się także gałązkami wierzbowymi na znak palm, którymi witano Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy. (tak naprawdę były to pogańskie wspominki tego, że uderzanie witkami było przekazywaniem sił witalnych „idących” od młodych i silnych gałązek do człowieka.) Rytuały sięgania po trunki odnawiały się w okresie świątecznym po długim poście – Zmartwychwstanie było preludium do „wysuszania” kielichów i kufli, radosnego poczucia odnowy wiosennej, powrotu zielonej przyrody i mistycznego wymiaru Wielkiej Nocy.

Wspomnieć warto o niektórych jeszcze obyczajach na przykład o topieniu lub zrzucaniu z wieży kościelnej kukły Judasza w Wielką Środę przez młodzież w miastach i wsiach. Niestety ta gorliwość w okładaniu kukły Judasza kijami, czasami była skierowana przeciwko Żydom, którzy przypadkiem pojawiali się w okolicy.  W Wielki Czwartek niektórzy magnaci i szlachta oraz biskupi myli nogi dwunastu starcom, w Wielki Piątek i Sobotę odwiedzano „ groby Chrystusowe” (przy grobach organizowano warty wojskowe, w których uczestniczyli prawdziwi żołnierze bądź przebrani za żołnierzy). Zaznaczyć trzeba, że od Wielkiego Czwartku stosowano instrumenty drewniane wydające głuchy stukot, bo dzwony milczały. Tak było do rezurekcji. Dodajmy jeszcze to, że żegnano się z postnym jadłem, organizując np. pogrzeb żuru w Wielki Piątek lub Sobotę, umieszczano postne śledzie na drzewach itd. A pewnie i gardła bywały ‘’wysuszone” czekając na ożywcze piwko lub wina. Tymczasem w sobotni wieczór albo niedzielny ranek zaczynała się rezurekcja, czyli początek świątecznych uczt i radosnego delektowania się potrawami i napitkami i wesołymi rozmowami. W czasie rezurekcji miejscowi notable prowadzili księdza pod baldachimem pośród tłumów, z muzyką, zapalonymi świecami. Było głośno, radośnie, przesadnie, jeśli chodzi o wchłanianie potraw i wlewanie do gardeł piwa, wina i gorzałki – staropolscy poeci i pisarze krytykowali i wyśmiewali ten pęd do obżarstwa i opilstwa. Wacław Potocki w „Ogrodzie fraszek” (cytat za J.S.Bystroniem) pisze: „(…) rzną w kuchni prosięta./ Wół wisi, wieprze kolą, zwierzyny i szynki/Żeby na stole były, w kołaczach rodzynki./Bo się nam przez siedem niedziel naprzykrzył post długi.” A w innym miejscu: „(..)Chce wraz powetować, co tak długo pościł. / Żre drugi, potem pije, tka jak do woru; / Ten chory, ów pijany, zapomni nieszporu.”

O Wielkanocy pisali w pamiętnikach szlacheccy i mieszczańscy autorzy w różnych okresach historycznych, nie zawsze ostro krytykując pochłanianie wielkich ilości jadła i alkoholu (zresztą piwo było najczęściej udomowionym napitkiem). Wspominali czasy dzieciństwa i młodości a wraz z nimi przyjazną domową aurę, kontakty z rodzicami i dziadkami, oraz dalszą rodziną i służbą. A także bardziej lub mniej obfite stoły (np. kiełbasy z gorczycą, jaja, chrzan, szynki itp.) z trunkami sprzyjającymi trawieniu tych wielkich porcji. Piwo, ten najstarszy napitek ludzkości królował czarując jasnymi lub ciemnymi barwami płynu i białą pianką niejako ozdobą wielkich kufli i kufelków.  Wielkanocne święcenie jajek popularne było nie tylko w staropolszczyźnie, ale i w następnych epokach, a także w innych rejonach Europy na przykład we Francji, tak w przeszłości jak i w czasach współczesnych – jajka chowano w trawie, w ogrodzie lub w domu. Obyczaj dawania prezentów wielkanocnych trwał aż do okresu Wielkiej Wojny (1914-1918), przy czym owe prezenty przybierały formę pojemniczków w kształcie jajek, perfumowanych bukiecików, ukwieconych jajek itd.

Zaczynał się czas wiosenny, ciepła w przyrodzie i nadziei na lepszy rok. Ludzie ubierają się wiosennie, „lekko”, nadzieja przyświeca wszystkim, którzy podążają ku wiosenno-letniej przyrodzie. Cykl przyrodniczy powtarza się i w tym tkwi nadzieja na stabilizację, powrót do ulubionych potraw, sytuacji, krajobrazów – a więc z dzbanem piwa idźmy dalej, głosząc w sercach chwałę Wielkiej Nocy!.

 

WYBRANA LITERATURA:

  1. Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII, t.II. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
  2. Maria Falińska, Przeszłość, a teraźniejszość. Studium z dziejów świadomości historycznej społeczeństwa staropolskiego, COM SNP, Warszawa 1986.
  3. Historia życia prywatnego, Tom 4. Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej, p. red. Michelle Perrot.  Wrocław-Warszawa –Kraków. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2006.
  4. Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie. XVII – XVIII wieku, Wydawnictwo Łódzkie 1975.

O piwie

XVIII – OSIEMNASTOWIECZNE „NAMASZCZANIE” PIWEM – POZNAŃSKIE PORZĄDKI PIWNE.

Opublikowano: 20 marca 2014

TAK NA WSTĘPIE: TRADYCJA , TO CO DOBRE, DAWNE PRZEPLATA SIĘ Z NOWOŚCIAMI CZASÓW SASKICH (1697-1763) I EPOKĄ KRÓLA STASIA –STANISŁAWA AUGUSTA PONIATOWSKIEGO (1764-1795).

W XVIII stuleciu nadal funkcjonowała gospodarka folwarczno-pańszczyźniana , a fachowa literatura rolnicza autorstwa Haura i Gostomskiego dostarczała  wielu cennych rad gospodarzom , w tym o produkcji i spożyciu piwa.  Nadal korzystano z pól, łąk, lasów, stawów bazując na własnych zasobach, preferencjach smakowych, przyzwyczajeniach, tradycji w zakresie produkcji i spożywania pokarmów, także napojów : piwa, wina i gorzałki. Apteczki domowe zapełniane  alkoholem  i przysmaczkami stały otworem przed domownikami i gośćmi , tak mężczyźni jak i kobiety sięgali po nie często, przynajmniej do czasu aż w Oświeceniu pojawi się kawa wypierająca, zwłaszcza wśród kobiet, alkohol(choć nie do końca ). Kufle, kufelki, dzbanki, stągwie, szklanki, szklanice, flasze, flaszki, rynienki a nawet damskie trzewiki (raczej panieńskie z których w trakcie uczty w XVII i XVIII stuleciu wypijano toasty!) służyły  miłośnikom piwa i wina – każde naczynie było dobre bo pozwalało cieszyć się trunkami i serwować je gościom. Aura stulecia XVIII mimo wielu wojen, epidemii i głodu sprzyjała weseleniu się w miłej kompanii, piciu ponad miarę, układaniu facecji, krotochwilnych wierszy, przysłów, pieśni (w rodzaju: „piwo, piwo,  piwo musi być/ gdy nie ma piwa, głowa się kiwa/ piwo, piwo, piwo musi być!). Przyjmowano gości, celebrowano wesela i chrzty w czasie spokojnym od zawieruchy wojennej, chociaż upadek ojczyzny, tj. kolejne zabory 1772, 1793, 1795 wywoływały u wielu ataki pijaństwa (rozpacz, poczucie krzywdy, zawstydzenie?) pochłaniania w dużych ilościach piwa z gorzałką lub z winem.

 

ACH  TEN WIELKI „ARCYBIRBANT” AUGUST II MOCNY I JEGO KOMPANIJA

Jak wspomniałam August II Sas był władcą uwielbiającym uczty, bale, był arcybirbantem , cały drezdeński dwór uczestniczył w szale karnawałowym, szalonych biesiadach, orgiach opilstwa. Od zawsze nie lubię tego władcy (strzelał dla przyjemności z okien pałacu Saskiego do kotów i psów – wedle Władysława Konopczyńskiego)  i pamiętam własne zdumienie, gdy w latach siedemdziesiątych zwiedzając Drezno spostrzegłam posąg cały ze złota – był to August na koniu, ”mój” nielubiany król , ale akceptowany i kochany przez Drezdeńczyków. Władca był chodzącą reklamą trunków piwa i wina powiedzielibyśmy dzisiaj, a ówcześni pamiętnikarze (Jędrzej Kitowicz, Adam Moszczeński) i literaci podnosili te królewskie preferencje. Umiłowanie trunków przez króla mogliśmy zaobserwować w ekranizowanej powieści Stanisława Ignacego Kraszewskiego „Hrabina Cosel” ze świetną rolą Mariusza Dmochowskiego jako Augusta II.  Szał karnawału   w Dreźnie, alkohol, maski, szalone tańce i galopady- dwór się bawił ze swoim królem, co usilnie krytykowała matka króla wychowująca następcę tronu; jednak drezdeńczycy uwielbiali te rytuały biesiadne wprowadzające szaloną radość i niepohamowane bachiczne dokonania (które przekreśli okupacja Drezna przez Prusaków).

 

DROGIE, CIĘŻKIE PIWO ANGIELSKIE – PORTEROWE  WĘDRÓWKI  W RZECZYPOSPOLITEJ  XVIII STULECIA.

Porter butelkowany w Londynie sprzedawany był w Warszawie, w magazynach „angielskich”, popularnych w XVIII wieku, a zapłatą była  polska pszenica, drzewo masztowe, potaż, wańczos . Duże zapotrzebowanie na angielskie piwo wywołało pewną metamorfozę rodzimego  rynku zbytu –  zaczęto je wyrabiać na miejscu, w Polsce. Pierwszym inicjatorem tej produkcji w połowie XVIII wieku był koniuszy Wielopolski. Inną metodą propagowania sprzedaży angielskiego piwa był zbyt  otwockiego, wilanowskiego i inflanckiego piwa jako gatunków piwa angielskiego . Jak informuje Jędrzej Kitowicz („Opis obyczajów za panowania Augusta III”) szacunkiem darzono piwo angielskie (zwłaszcza w Krakowskiem i Sandomierskiem).  Według Jana Stanisława Bystronia w drugiej połowie XVIII stulecia piwa krajowe traciły na wartości, spychano je do rzędu trunków pijanych przez ludzi prostych i ubogich. W Wielkopolsce znaczną estymą cieszyło się piwo grodziskie, jasne, lekko musujące, bowiem lekarze przydali mu etykietkę środka leczniczego, w rodzaju musującej  wody  mineralnej , lekkiej , smacznej i słabej, cienkiej  nie wywołującej stanu zamroczenia alkoholowego. Żartowano z piwa mazowieckiego, które biedni Mazurzy wypijali w dużych ilościach, jako piwa tanie i „lurowate”, ale wystarczające dla tych, którzy mieli „chude sakiewki”, a wiec mało grosza.  Pocieszyć się piwem angielskim nie mogli bo było zbyt drogie, nie na ich stoły i możliwości finansowe. Mogli wysłuchać natomiast  znanego w poprzednim, XVII stuleciu wiersza Wacława Potockiego (nie cierpiał Mazurów!) , który zacytujemy w ślad za Bystroniem: „Jest ci w Polsce bóg piwny. Piwoszem się zowie/ Ale go ułapili w Czersku Mazurowie./Niechże się swoim szczycą , co im gęby krzywi.” Wiek XVIII powielał znane rzeczy z poprzednich epok, przydając w Oświeceniu więcej ironii, krytyki i zgryźliwości –  piwo czerskie scharakteryzowane zostało  w piosence o Mazurach, którzy w „Czersku na złym piwsku” popili się. W tej epoce krytykującej krajowe piwa, znaleźli się obrońcy starych obyczajów, starego, polskiego piwa, zwłaszcza, że konkurencję kreowały wina polskie i zagraniczne, miody i angielskie piwo.(głos obrończy dołączył Ignacy Krasicki w swych „Listach”).

 

POZNAŃSKIE PORZĄDKI PIWNE W XVIII WIEKU. CHCIAŁOBY SIĘ RZEC POZNAAKÓW WĘDRÓWKI PO POZNANIU I OKOLICZNYCH MIASTECZKACH I PRZEDMIEŚCIACH.

Nawały wojenne, klęski elementarne (zarazy, powodzie) z początków XVIII stulecia wywołały  wysiłki podjęte w dalszych latach tej epoki filozofów, literatów, uczonych, w kierunku odbudowy i ożywienia gospodarki Rzeczypospolitej. Chodziło o handel, rzemiosło, gospodarkę miejską i wiejską, reformy rolne, aktywizację podmiejskich miasteczek  i przedmieść koniecznych dla prawidłowego rozwoju ośrodków miejskich. W przypadku mojego rodzinno-rodowego Poznania wzrosło znaczenie na przykład  Chwaliszewa, będącego  największym dostawcą piwa i innych alkoholi na poznański rynek (choć ludzie kupowali tam także mięso i mąkę). W „Dziejach Poznania” nad którymi pracowaliśmy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, znajdziemy analizę produkcji i  zbytu żywności w grodzie poznańskim i miasteczkach, która  nie podlegała jurysdykcji miejskiej, bowiem stanowiła fragmenty  łączącego się organizmu miasta. Obie te części zostały scharakteryzowane pod kątem produkcji i konsumpcji piwa, przy czym obserwujemy niestety stały spadek produkcji piwa w samym mieście, przy wzroście produkcji na przedmieściach, zwłaszcza w obrębie  Chwaliszewa.

 

ŚWIAT POZNAŃSKICH PIWOWARÓW I CHWALISZEWSKICH TEŻ.

Piwowarzy poznańscy w latach dwudziestych XVIII wieku produkowali średnio mniej więcej 14-15 tysięcy beczek piwa  rocznie , co oznacza 3 miliony litrów tego napoju, w latach trzydziestych około 12 tysięcy beczek, a w latach 1761 – 1762 tylko 6 tysięcy  beczek bo był nieurodzaj i ceny zboża poszły w górę. Lata 1785-1787 są okresem rosnącej produkcji piwa do ok.11 tysięcy beczek rocznie. Według danych badaczy w  latach osiemdziesiątych średnia, roczna produkcja piwa obejmowała 11 tysięcy beczek  (41%) i tu chodzi o piwowarów poznańskich, także  piwowarzy    chwaliszewscy produkowali 11 tysięcy beczek, zaś szlachta i duchowieństwo ok.3 tysięcy  (10,6%). Przywóz piwa spoza miasta, przede wszystkim z Grodziska,  obejmował  2 tysiące beczek rocznie tj. 6,5%. Na rynku obecna była pewna ilość piwa produkowanego nielegalnie lub półlegalnie .

Reasumując powiemy , że w  Poznaniu, na rynki trafiało  7 MILIONÓW LITRÓW PIWA ROCZNIE, zaś średnia konsumpcja dzienna piwa obejmowała ok.2,5 litra (na wsiach podobnie – 2,3 litra). Jeśli chodzi o stronę prawną, legislacyjną, to w 1771 roku podkreślano wyraźnie, że prawo szynkowania piwa i wódki mają tylko członkowie cechu piwowarów, kupcy i urzędnicy  miejscy, natomiast inni winni zaniechać  warzenia i wyszynku piwa i wódki, koncentrując się na wyuczonym rzemiośle.  Omijano to rozporządzenie, bowiem 29 stycznia 1772r. ponownie przypomina się o prawie szynkowania piwa i wódki przez wymienione wcześniej osoby i instytucje. Nie przestrzegano zbyt pilnie dekretu króla Augusta III z 1736 roku nakazującego  produkować piwo w jurydykach i przez szlachtę posiadającą domy w mieście. Okoliczne miasteczka i przedmieścia  Poznania dostarczały na rynki głównie żywność i piwo i to w konkurencyjnych cenach, co wywoływało sprzeciw piwowarów, rzeźników i piekarzy. Ich apelacje były jednak nieskuteczne, a to za sprawą nieuczciwych szlachciców, którzy żywność i piwo sprzedawali jako towary wyprodukowane we własnych dobrach.  Ratusz więc milczał, a w każdym razie udawał, że nie łamie się prawa.

 

METAMORFOZY RZEMIOSŁ CECHOWYCH

W pierwszej połowie XVIII wieku rzemiosło cechowe Poznania przechodziło pewną metamorfozę, oznaczającą znaczące zróżnicowanie ekonomiczne i społeczne w obrębie całego rzemiosła, jak i wewnątrz cechów określonych gałęzi wytwórczości. Poza tym, co warto podkreślić, rzemieślnicy posiadający kapitał pozyskiwali prawo wolności przemysłowej,  co oznaczało, że obok podstawowej działalności cechowej, uczestniczyli w innych dla siebie lukratywnych przedsięwzięciach rynkowych. To wspomniane zróżnicowanie ekonomiczne wewnątrz cechów obserwujemy w CECHU PIWOWARSKIM, bowiem od 1730 roku, po tym jak do cechu przyłączył się cech słodowników mamy do czynienia z rozbiciem na dwie grupy. Po pierwsze na piwowarów bogatych a po drugie na biedniejszych traktowanych jako najemni pracownicy. W tym kontekście warto zatrzymać się na chwilkę nad sprzedażą detaliczną wódki, ale to zanalizujemy w felietonie kwietniowym.

 

Autor: Maria Falińska


image_print