Dla mediów

Zjednoczeni piwowarzy apelują w obronie polskiego piwa

Opublikowano: 14 września 2021

Browarnicy, nieustannie atakowani przez koncerny spirytusowe, łączą siły. Obecni na Polskim Kongresie Browarniczym w Rzeszowie przedstawiciele całej branży piwowarskiej: Bartłomiej Morzycki, w imieniu największych producentów piwa w Polsce, Andrzej Olkowski, reprezentujący browary regionalne oraz Marek Kamiński, przedstawiciel browarów rzemieślniczych, podpisali apel w obronie polskiego piwowarstwa. Liczą na wsparcie odpowiedzialnych polityków.

Ostatnie tygodnie to czas nasilonych ataków ze strony przemysłu spirytusowego na branżę piwowarską. Lobby mocnych alkoholi próbuje przekonać decydentów do poparcia postulatu drastycznej podwyżki akcyzy na piwo, zasłaniając się fałszywą troską o zdrowie Polaków. Praktyki te budzą naturalny sprzeciw przedstawicieli branży piwowarskiej, którzy prawdziwych intencji swoich adwersarzy upatrują w planach zwiększenia sprzedaży wódki.

Uważamy, że forsowanie tego żądania jest równoznaczne z planem zniszczenia polskiego sektora piwowarskiego. Jego realizacja doprowadziłaby do głębokiego załamania nie tylko browarów, ale również ogromnej liczby innych podmiotów gospodarczych powiązanych lub zależnych od produkcji piwa. Jednocześnie, skutkiem takiej zmiany byłby wzrost sprzedaży napojów spirytusowych, zwłaszcza wódki – ostrzega Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie.

W sytuacji zmiany sposobu naliczania akcyzy od piwa, szkód doznałyby wszystkie browary, również te małej i średniej wielkości.

Browary regionalne warzą piwa z najlepszych, wyselekcjonowanych surowców. Alkohol uzyskany w ten sposób jest kilkakrotnie droższy niż ten zawarty w wódce. Zmiana sposobu naliczania akcyzy na ten proponowany przez przemysł spirytusowy mogłaby doprowadzić do powrotu do PRL-owskiego modelu picia, w którym Polacy, zamiast delektować się smakowitymi piwami, upijali się wódką do nieprzytomności – wyjaśnia Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich.

Piwowarzy zwracają też uwagę na to, że istnieją mniej konfrontacyjne możliwości współzawodniczenia na rynku, których – ze szkodą dla wszystkich – przemysł spirytusowy konsekwentnie unika.

Od dobrych trzech lat mamy do czynienia z bezpardonowym atakiem branży spirytusowej na piwo. Zamiast próbować konkurować jakością swoich wyrobów, wódka usiłuje pogorszyć sytuację branży piwnej, upatrując w niej przyczynę wszystkich swoich problemów, w tym zmiany strukturalnej na naszym rynku, czyli przesunięcia konsumpcji z alkoholi wysokoprocentowych na niskoprocentowezauważa Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Piwowarzy zgodnie podkreślają, że w ciągu minionych 30 lat, zbudowali silny i solidny sektor polskiej gospodarki. Poczynione inwestycje umożliwiły rozwój i osiągniecie najwyższego poziomu technologicznego. Browary wraz z firmami powiązanymi z produkcją i sprzedażą piwa tworzą tysiące miejsc pracy. To dorobek, na którego zaprzepaszczenie, nie mogą się zgodzić.

Doprowadziliśmy do pomyślnych przemian, dzięki którym Polska przestała być kojarzona z patologicznym spożyciem mocnego alkoholu, jak to miało miejsce przed 1989 rokiem. Nie akceptujemy próby odwrócenia tego trendu. Sprzeciwiamy się ponownemu zalewowi wódki! – czytamy w apelu branży.

Browarnicy nie pozostawiają złudzeń co do środków, jakimi posługuje się przemysł spirytusowy, nazywając ostatnie jego działania „zorganizowaną kampanią kłamstw i manipulacji na temat piwa”.

Apelujemy do odpowiedzialności polityków i wzywamy do odparcia ataku na polskie piwowarstwo, ataku, który prowadzony jest przez producentów spirytusu, zdominowanych przez kapitał rosyjski – wzywają piwowarzy. A stawka jest wysoka: zapobiec całkowitemu załamaniu rynku piwa.

Poznaj pełną treść apelu:

Apel w obronie polskiego piwowarstwa


Dla mediów

Apel w obronie polskiego piwowarstwa

Opublikowano: 14 września 2021

W ostatnim czasie obserwujemy wzrost działalności lobbingowej przemysłu spirytusowego, który pod fałszywą troską o zdrowie Polaków próbuje przekonać polityków do poparcia postulatu drastycznej podwyżki akcyzy na piwo. Uważamy, że forsowanie tego żądania jest równoznaczne z planem zniszczenia polskiego sektora piwowarskiego. Jego realizacja doprowadziłaby do głębokiego załamania nie tylko browarów, ale również ogromnej liczby innych podmiotów gospodarczych powiązanych lub zależnych od produkcji piwa. Jednocześnie, skutkiem takiej zmiany byłby wzrost sprzedaży napojów spirytusowych, zwłaszcza wódki.

Stanowczo protestujemy przeciwko zorganizowanej kampanii kłamstw i manipulacji na temat piwa. Przede wszystkim oburzająca i trudna do zaakceptowania jest sytuacja, w której producenci spirytusów, którzy zalali Polskę małpkami, próbują obecnie przypisać wszelkie patologie piwu. Jest to hipokryzja zasługująca na szczególne potępienie.

W wyniku transformacji ustrojowej i zmian gospodarczych zbudowaliśmy solidny sektor, zainwestowaliśmy w jego rozwój, stworzyliśmy setki firm dając zatrudnienie wielu tysiącom ludzi. Doprowadziliśmy do pomyślnych przemian, dzięki którym Polska przestała być kojarzona z patologicznym spożyciem mocnego alkoholu, jak to miało miejsce przed 1989 rokiem. Nie akceptujemy próby odwrócenia tego trendu.  Nie godzimy się na zaprzepaszczenie tego dorobku. Sprzeciwiamy się ponownemu zalewowi wódki! Apelujemy do odpowiedzialności polityków i wzywamy do odparcia ataku na polskie piwowarstwo, ataku, który prowadzony jest przez producentów spirytusu, zdominowanych przez kapitał rosyjski.

Razem obronimy polskie piwowarstwo!

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce – Browary Polskie

Stowarzyszenie Regionalnych Browarów Polskich

Polskie Stowarzyszenie Browarów Rzemieślniczych

apel


Dla mediów

Wiosna nie dla piwa?

Opublikowano: 27 kwietnia 2020

Izolacja społeczna, całkowite zamknięcie gastronomii oraz ograniczenia w sklepach negatywnie wpłynęły na sytuację w branży piwowarskiej. Zamknięci w domach Polacy rzadziej sięgają po piwo. Według danych członków Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego sprzedaż piwa w pierwszych tygodniach trwania epidemii (marzec 2020) była niższa o ok. 4,5-5 % w porównaniu do takiego samego okresu roku ubiegłego. To sprawia, że tradycyjnie rozpoczynający się o tej porze sezon piwny w tym roku stoi pod dużym znakiem zapytania.

Piwa nie ma w koszyku produktów pierwszej potrzeby

Pierwsza fala zakupów spożywczych, podczas której Polacy, w obawie przed zakłóceniami w dostawie towarów masowo wykupywali najpotrzebniejsze produkty, już jest dawno za nami. Ale nawet wtedy, gdy koszyk zakupów FMCG przypominał wartościowo zakupy w okresie przedświątecznym (według Nielsena +57% rdr w tygodniu 9-15 marca br.) kategoria piwa odnotowała pomimo tego niewielki spadek. Według CMR (Centrum Monitorowania Rynku), wolumen sprzedaży piwa w marcu w sklepach małego formatu (do 300m2) spadł o około 6% w stosunku do marca roku ubiegłego. Nastawienie Polaków na oszczędzanie, w połączeniu z nowymi obostrzeniami rządu – ograniczeniem liczby klientów w sklepie, wyznaczonymi godzinami zakupów dla seniorów – powodują, że klienci zaglądają do sklepów rzadziej. Jeśli zdecydują się na zakupy, to zapełniają swoje koszyki podstawowymi produktami spożywczymi lub higienicznymi.

Piwo nie smakuje w samotności

Przedstawiciele branży piwowarskiej podkreślają, że piwo to napój tradycyjnie kojarzony z okazjami towarzyskimi, różnego typu imprezami, zarówno na świeżym powietrzu, jak i w lokalach, czy po prostu spotkaniami z przyjaciółmi.

Piwo to napój wybierany z reguły na spotkania w gronie znajomych. Teraz, kiedy z powodu narodowej kwarantanny wspólne celebrowanie nie jest możliwe, Polacy rzadziej sięgają w sklepie po ulubiony napój z pianką. Takie są twarde dane dotyczące sprzedaży, stoją one w sprzeczności z powielanymi gdzieniegdzie opiniami, jakoby izolacja sprzyjała konsumpcji piwa – mówi Bartłomiej Morzycki, Dyrektor Generalny ZPPP – Browary Polskie.

Nowe zachowania zakupowe i brak możliwości spotkań towarzyskich to nie jedyne bolączki producentów piwa. Zamknięcie lokali gastronomicznych, hoteli i barów, to kolejne, bardzo istotne wyzwanie stojące przed branżą.

Zatrzymanie sprzedaży w sektorze gastronomicznym oraz brak dodatkowych impulsów do konsumpcji piwa w postaci spotkań towarzyskich, prawdopodobnie przełożą się na wielkość spożycia piwa w tym roku – dodaje Bartłomiej Morzycki.

Podmuch wiosny nie dla piwa

Mimo coraz ładniejszej pogody, spotkania przy grillu czy w piwnych ogródkach również nie będą możliwe. Dwie największe imprezy sportowe tego roku, Mistrzostwa Europy w piłce nożnej oraz Igrzyska Olimpijskie, na które tak bardzo liczyli browarnicy, zostały przełożone. Odwołane zostały wszystkie imprezy masowe i wydarzenia plenerowe: koncerty, festiwale piwne czy rozgrywki sportowe, które są naturalnymi kontekstami do konsumpcji piwa.

Browary regionalne i rzemieślnicze wołają o ratunek

Po wybuchu pandemii koronawirusa w niezwykle trudnej sytuacji znalazły się browary regionalne i kraftowe. Jest ich w Polsce ponad 300. Wszystkie są w znaczącym stopniu lub wręcz całkowicie uzależnione od sprzedaży w pubach, barach i restauracjach. Zamknięcie lokali gastronomicznych sprawiło, że obroty małych browarów obniżyły się znacząco, a w niektórych przypadkach spadły do zera. Przedstawiciele tego segmentu rynku starają się przetrwać trudny okres i formułują bardzo konkretne postulaty do rządzących.

Duży segment rynku, który obsługiwaliśmy, z dnia na dzień został wyłączony. Bardzo pomogłoby nam umożliwienie przez rząd sprzedaży przez Internet – mówi Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich.

Wiele browarów rzemieślniczych stoi na skraju bankructwa i tylko szybkie, zdecydowane ruchy ze strony rządzących są w stanie uratować te biznesy przed całkowitą likwidacją. Dlatego apelujemy, byśmy mogli sprzedawać on-line i aby sprzedaż zdalną oraz z dostawą do domu mogły realizować wszystkie podmioty posiadające już jakiś rodzaj zezwolenia detalicznego. Tego rodzaju pomoc byłaby całkowicie bezkosztowa dla budżetu państwa – dodaje Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych.

Rozumiemy, że nasz rząd ma w tej chwili wiele pilnych kwestii i problemów do rozwiązania. Ale bez wsparcia dla małych, rodzimych firm, którym grozi bankructwo powrót do normalności po pandemii zajmie o wiele dłużej. A w naszej branży za kilka miesięcy nie będzie już czego ratować – podsumowuje Andrzej Olkowski.


image_print