Część IV

Część B – GERMAŃSKIE MITY O WARZENIU I SPOŻYWANIU PIWA. PIEŚNI EDDY.  

      Dawną ojczyzną plemion germańskich była południowo-zachodnia Skandynawia oraz półwysep Jutlandzki. W swych wędrówkach „rozsypali” się po całej Europie, dzieląc się na plemiona wschodnie, północne, zachodnie i tak na przykład plemiona wschodnie dotarły na stepy czarnomorskie (tam uciekały od opresji tureckich Hunów), by osiąść w Hiszpanii (Wizygoci), czy Afryce (Wandalowie). Plemiona zachodnie osiadły nad Renem i w dorzeczu górnego Dunaju, Frankowie opanowali rzymską Galię. Stabilizacja osadnicza oznaczała rozwój rolnictwa, a wraz z nim warzenie piwa, kulturę piwną warstw wyższych i „zwykłych” mieszkańców.     

     Istotnym etapem ekspansji Germanów stała się na początku X wieku Islandia, a z niej docierali nawet do Grenlandii. Te wszystkie perturbacje dziejowe znalazły swe odbicie w mitach i mitologiach germańskich, informacje o mitach mamy w pieśniach eddaicznych, czyli pieśniach Eddy powstałych w wiekach średnich (stulecie XIII).Tam poszukamy śladów kultury materialnej a wraz z nią funkcji piwa wśród bogów i ludzi.

     Piwo obecne było w życiu codziennym Germanów, piwo umieścili oni na najwyższych piętrach wierzeń mitologicznych, mitologię tę poznajemy dzięki rękopisowi z XIII wieku powstałemu w Islandii.  Nazwano go „Eddą” („Eddą starszą”, „Eddą Poetycką”), po staroirlandzku – Edda – oznacza „prababkę”, względnie „poezję”, albo dwór Snorria Sturlusona, czyli tego, który spisał mity. Pochylmy się nad pieśnią „Połajanki Lokego”(postać mityczna, ale nie bóg), która wedle znawców oddaje klimat kulturowy „Eddy”, a dotyczy przygotowania uczty dla bogów przez olbrzyma Egira (zwanego także Gymirem). Tenże olbrzym, nawarzył pewnego dnia w ogromnym kotle piwa dla bogów, którzy zaczęli schodzić na tę biesiadę- przybył Odyn z żoną Frigg, przybyła Sif, żona nieobecnego Tora, i wielu innych. Zjawił się także Loki, niechętnie widziany przez ucztujących. W BOSKIM TOWARZYSTWIE PIWO, SAMO, BEZ NICZYJEJ POMOCY NAPEŁNIAŁO KUBKI. Działo się to w czasie sakralnym, świętym, wypełniało marzenia ludzi o niewyczerpalnych zasobach piwa.

    Dotyczyło to jednak tylko bogów, ludzie na te kubki musieliby zapracować. Loki pełen zazdrości w zasadzie o wszystko, zabił jednego ze sług olbrzyma. Oburzeni bogowie wygnali go z uczty, sami dalej uczestniczyli w biesiadzie. Loki jednak powrócił kłócąc się ze wszystkimi boginiami i bogami, wytykając im błędy i przypominając dawne układy. Odynowi wypomniał zawarcie braterstwa krwi, które oznaczało to, że Odyn nie wypije z własnego kubka piwa, póki kubek Lokego nie będzie pełny. Powracając na ucztę Loki zażądał dobrego miodu, miód ten bogini Sif, żona Tora podała mu w kryształowym naczyniu (może w kielichu?).

     Powszechność piwa u Germanów miała swe przełożenie na gusta bogiń i bogów, którzy w swym gronie raczą się piwem, czyli nie byli i nie są wybredni, nie szukają trunków nieosiągalnych dla człowieka. Warzenie piwa dla istot boskich jest jakby misterium, bo przecież pochylą się nad nim boscy biesiadnicy, posmakują, pochwalą, pobłogosławią. W innych pieśniach „Eddy” bogowie raczą się winem, a tylko raz, jak wspomniałam, Lokemu podawano miód w szklanym naczyniu (miód pitny miał indoeuropejskie korzenie).   

„PIEŚŃ O HYMIRZE”

     Pozostając w kręgu pieśni, przyjrzyjmy się „Pieśni o Hymirze” opiewającej kolejne spotkanie bogów, którzy tak jak śmiertelnicy chcieli pobiesiadować w swym towarzystwie, a uczynili to po powrocie z polowania. Pomijając szczegóły powiemy, że wróżba z krwi zwierząt wskazała na olbrzyma Egila, jako tego, który jest zasobny w żywność i może przygotować piwo dla istot boskich. Olbrzym nie był zadowolony z decyzji bogów, że niby on, mieszkaniec gór, syn Miskorblindego ma trudzić się organizowaniem uczty. Pomyślał o czymś w rodzaju zemsty. Torowi, który zlecił mu zaopatrzenie stołów, powiedział, aby wyszukał olbrzymi kocioł dla uwarzenia piwa boskim gościom. Ten kocioł za poradą Tyra pragnął zdobyć Tor od groźnego olbrzyma Hymira (ojca Tyra). Hymir mieszkał „na skraju niebios, na wschód od rzeki Elivagar (dosłownie wzburzone fale)”. Tam udał się Tor z Tyrem. Piwem częstuje podróżnych matka olbrzyma Tyra, gest ten miły dla podróżników nie kończy kłopotów związanych ze zdobyciem kotła, choć wreszcie po wielu perypetiach naczynie znajduje się wśród bogów i pieśń ma takie oto zwieńczenie:

 „Bogów władyka (Tor-M.F.) przybył na ting boski

 Przyniósł on kocioł Hymira olbrzyma

 Z którego bóg każdy zimową porą

 Piwa do woli czerpać będzie mógł.”

     Dodajmy, że ting oznaczał wiec, zgromadzenie, ( w tym wypadku bogów), komunikujących się ze sobą tak jak to czynili wodzowie i wojownicy na ziemi.

     Dramaturgia wydarzeń w „Pieśni o Hymerze” koncentrowała się wokół piwa i naczynia, czyli kotła do przygotowania tegoż. No, bo jakże mogliby wypijać bogowie piwo nie mając jakiegoś olbrzymiego kotła, do którego można wielokrotnie sięgać, zwłaszcza w zimie? Napitek rozgrzewał boskie ciała, kolorystyką bursztynu zachęcał do picia, utwierdzając ich w przekonaniu, że nie masz lepszego źródła zaspokojenia pragnienia nad PIWO. A wzorce upodobań szły dalej, „w dół” do ludzi, dla których piwo także było podstawą codziennego i świątecznego użytku.

WALKIRIE NIOSĄCE PIWO WOJOWNIKOM.   

     Interesującą informację o funkcjach piwa w mitologii germańskiej dostarcza nam wątek dotyczący Walkyrii czyli tych, które „wybierają poległych”. Walkyrie obecne są w pieśniach „Eddy”, w mitycznej historii świata zaprezentowanej w „Przepowiedni Wieszczki”. Walkirie wybierają poległych i zabierają ich do Walhalli (miejsca ostatecznego, wiekuistego spoczynku, coś na kształt Pól Elizejskich starożytnych Greków), część z nich przynosi piwo dzielnym wojownikom (kilkanaście Walkirii wymienia utwór ”Słowa Grimnira”).

     Piwo, jako wsparcie w bojach, piwo, jako pocieszenie, piwo mieszczące się w ethosie rycerskim wojowników germańskich – te różne role piwa utwierdzają sens kulturowy napitku potrzebnego tak bogom jak i ludziom. Z czasem Walkirie, z posłanek boga Odyna zabierających poległych do Walhalli, przeobraziły się w czułe opiekunki bohaterskich wojowników, którym jak powiedzielibyśmy współcześnie, serwowały cenne napitki. Wielbicielom Ryszarda Wagnera kojarzą się one z galopem Walkiri w „Złocie Renu” i klimatem mitów starogermańskich w twórczości tego genialnego twórcy. Moc i siła mitów trwały w czasach chrześcijańskich, niekiedy wstawiennictwo bogów pogańskich przewyższało w mniemaniu Germanów interwencję nowej religii i jej koryfeuszy. Zatrzymałam się nad sentencją poetki komentującej zatonięcie statku z misjonarzem – „Tor rozwalił statek księdza; bogowie sprawili, że statek zatonął. Chrystus go nie ochronił.” Zemsta bogów pod wodzą Tora byłą karą zesłaną. Na ludzi, za to, że zaprzestali składania ofiar. A przecież woń ofiar miła była bogom germańskim, greckim i rzymskim, wielki Jahwe też chętnie z nich korzystał, a gdzieś w tle pieniło się „perliście piwo” signum zachowań i różnorodności kultur, tajemnic wielkich kultów i religii.    

     Przejdźmy, zatem dalej do kręgu mitologii greckiej, szukając miejsca piwa w tradycji trackiej i bachanaliach ku czci Dionizosa, idąc szlakiem naukowej przygody prezentowanej przez Zygmunta Kubiaka, Roberta Gravesa, ich poprzedników i następców. 

 

Autor: Maria Falińska