Część V – CZAS MITOLOGICZNY, SACRUM I PROFANUM STAROŻYTNYCH GREKÓW. BOSKIE EPIFANIE.

Misteria ku czci Dionizosa. Kult boga piwa i winnej latorośli. Piwne orgie.

SABAZJOS-DIONIZOS

     Ten wesoły bóg z orszakiem pijanych sylenów i menad czczony był, jako rogate dziecko w zależności od miejsc kultu – rogi mogły być rogami kozła, rogacza, byka lub tryka. Na ziemi trackiej Dionizosa czczono pod postacią białego byka, tej Tracji, która zaświadczała o kulcie piwa spożywanego w celach sakralnych, o orgiach piwnych na cześć Dionizosa syna Semele i Zeusa. W trakcie piwnych orgii w górach, święty król utykał jak kuropatwa, (pewne tradycyjne odniesienia do kulejącego boga kowali Hefajstosa) podobnie jak podczas kanaanickiego Święta Wiosennego zwanego „Pesach”(utykanie).   Rzecz szczególna, ale istotna, świadcząca o metamorfozach upodobań i możliwościach producenckich Greków: Dionizos zanim stał bogiem wina był bogiem piwa wówczas nazywał się SABAZJOS.

Tragedia grecka a warzenie piwa

     Kolejna ciekawostka związana z piwem ma walor językoznawczy. Otóż Robert Graves sugeruje, że źródłosłowu tragedii należy szukać nie w wyrazie tragos „kozioł”(wedle Wergiliusza), ale tragos-orkisz oznaczającego ateńskie ziarno używane przy warzeniu piwa. Rzecz warta rozważenia, piwo, które legło u podstaw cywilizacji ludzkiej towarzyszy powstawaniu tragedii, ujawnia mechanizm przełożenia kulturowego – od języka teatru do rolniczych upraw i przyrządzania napitku.

Orgie piwne   

     Miód, wino i piwo z bluszczu były napitkami wprawiającymi w trans kapłanki księżyca (bogini Semele) w czasie tańców ku czci kozła, kiedy to rozszalałe rozszarpywały dzieci i zwierzęta. Te orgie piwno-winne propagowały ekstatyczny kult Dionizosa, czczonego i uznanego po wielu stuleciach w Delfach, Koryncie, Sparcie i Atenach. Jednocześnie kult boga piwa i wina zaczął wypierać obrzędy religijne promujące kanibalizm, bowiem dotychczas, w czasie dorocznych orgii żniwnych składano ofiary z chłopców i dziewcząt, których głowy ozdabiano bluszczem i kłosami zboża. Dowodem kultu Dionizosa, jako BOGA PIWA byli jego współtowarzysze postępujący za nim, w jego orszaku –byli to ludzie konie, nie ludzie kozły, bowiem te ostatnie łączono z kreteńskim lub libijskim kultem i winem. Koń z Hellady (helladzki) powiązany był z piwem i nektarem.

     Inny „piwny wątek” pojawia się w kontekście dzieciństwa Dionizosa ukrywanego przed gniewem zazdrosnej bogini Hery, żony Zeusa u nimf, z których jedna imieniem Makris, karmiła boskie dziecko piwem i miodem Były one mieszkankami helikońskiego wzgórza Nysa a nazywano je Hyadami, ( „Sprawczyniami deszczu”). Właśnie ta Makris oraz menady posiadające, jako tyrsy gałęzie jodły oplecione bluszczem były przypomnieniem najstarszego napitku –piwa z liści i gałązek świerku, doprawionego bluszczem a słodzonego pitnym miodem. Na homeryckim Olimpie warzono miód pitny z fermentowanego miodu (był to boski nektar bogów obok ambrozji oczywiście).

Intermezzo na temat wina

     Kult wina i kulty winnej latorośli rozprzestrzeniały się w Europie, Azji, północnej Afryce tworząc mistyczną historię Dionizosa. Grecy nie wynaleźli wina, bowiem winogrona znaleźć można było dziko rosnące na wybrzeżu południowym Morza Czarnego, gdzie z tamtego obszaru „przeniosły się” do Libii, Palestyny, Krety, Persji i Indii, a w epoce brązu szlakiem bursztynowym dotarły do Brytanii.

Winorośl 10 drzewem roku sakralnego        

     Odpowiednim miesiącem był wrzesień, gdyż wówczas obchodzono święto winobrania. Bluszcz październikowy był jedenastym miesiącem, podczas którego menady przeżuwały liście bluszczu i wpadały w trans. Dodać warto, że bluszcz dostarczał czerwonego barwnika, ten barwnik otrzymywali Grecy również z innych świętych drzew na przykład z kolczastego dębu Ela, olchy Foroneusa, winnej latorośli i granatu Dionizosa. Nie zagłębiając się dalej w zawiłości przyrodniczo-kulturowe powiemy, że grecki bluszcz i winna latorośl oraz platan mają piękną, subtelną strukturę liścia, pięciokątną budowę prezentującą „płodną dłoń bogini ziemi, Rei”.

Dionizje Małe, czyli Wiejskie, Dionizje Wielkie, czyli Miejskie

      Dionizje Małe obchodzono przy końcu grudnia i na początku stycznia, kiedy to otwierano naczynia z młodym winem. Towarzyszyły temu tańce, lub podskoki na workach po winie polanych oliwą. Zwyciężał ten, kto najdłużej przetańczył na worku. Słynne były Lenaje w styczniu i lutym, w okresie tłoczenia wina organizowano przedstawienia teatralne, wydawano uliczne uczty, urządzano pochody. Komedie i tragedie wystawiano w teatrze Dionizosa u podnóża Akropolu. Pisząc to, wyobrażam sobie barwne tłumy, powszechną wesołość Greków, śmiechy, pogodne nastroje, śpiewy i dykteryjki wypowiadane w kameralnym gronie – chciałoby się znaleźć wśród nich i pobiesiadować, kosztując wina i piwa. Było też najstarsze święto dionizyjskie Antesterie obchodzone w lutym i marcu, prezentowano wtenczas symboliczne zaślubiny żony Archonta-Króla z Dionizosem. Oddawano także cześć umarłym przodkom.

     W marcu i kwietniu obchodzono Miejskie Dionizje. Przenoszono posąg Dionizosa ze stoku Akropolu, gdzie znajdowała się świątynia do gaju Akademosa (herosa) i tam ucztowano. Ponownie napitki lały się strumieniem rozweselając biesiadników. I chwała im za to. Echa tych uczt docierały do następnych wieków, wywołując nostalgie za wielkością starożytnych, za wielobarwnością kultury antycznej, za napitkami z piwem i winem na czele.   

Dzikie konie a kult piwa

      To, że Dionizos był wcześniejszym, w starej tradycji bóstwem piwa wynika także z interpretacji wydarzeń w Tracji, związanych z królem Edończyków Likurgiem. Likurg za opór przeciwko Dionizosowi został pokarany obłędem z poręki bogini ziemi Rei, boskiej babki tego boga. W szale zabił toporem własnego potomka Dryasa, sądząc, że to winorośl – tu z przerażeniem słuchamy, jak obciął mu nos, uszy, palce myśląc, że obcina gałązki winorośli. Zatrwożyła się Tracja a ziemia przestała wydawać plony. Smutny był koniec tego szaleńca: rozszarpany przez dzikie konie na górze Pangajon kończy ten dramat a przyroda powraca do normalności. Dzikie konie są tu symbolem starego porządku, „starszego” Dionizosa, tego od spienionego piwa i urodzajnych gałązek bluszczu.

Dionizos-Bakchos

     Obocznym imieniem Dionizosa dającym świadectwo powiązań ze Wschodem był Bakchos (Bachus). Dionizos-Bakchos wywodził się, jak wspomniałam z Tracji, owi Trakowie najechali Beocję i Attykę we wczesnych stuleciach ostatniego tysiąclecia p.n.e. odnawiając religię dionizyjską.  Warto w tym miejscu wspomnieć kobiety z orszaku Dionizosa a mianowicie bachanki.

Bachantki. Menady.Tyjady

     Bachantki przystrojone były wieńcami z winorośli lub bluszczu, ubiór bachantek składał się z jeleniej lub koźlej skóry przerzuconej przez lewe ramię. Szalały w pobożnych tańcach wspólnie z satyrami i sylenami tworząc orszak Dionizosa. Dla osób z serpentofobią patrzenie na rysunki bachantek na wazach wywoła wstręt i przerażenie – mają one we włosach węże lub dzierżą je w dłoniach. Przeszły do historii, jako „szalejące” kobiety zwane menadami, bachantkami, tyjadami tańcząc po lesie, krzyczały w rytm muzyki fletni trzcinowych i odgłosów bębnów, w towarzystwie gorejących pochodni, bo przecież biegały nocną porą. Pamiętamy utwór Eurypidesa „Bachantki” w pięknej wierszem ubranej narracji (fragmencik brzmi tak:

„Tańcząc, wdycha się tu

 Syryjskiej myrry woń.

 Bachant niesie żar sosnowej żagwi,

 W biegu wznieca tryskający z tyrsu

 I pośród wirującej rzeszy

 Wznosi go wysoko,

A włosy rozwiewa na wietrze.”

 Ze śpiewem taki rzuca zew:

„Prędzej, bachantki! Prędzej, bachantki!

 W przepychu Tmolosu pełnego złota

Opiewajcie Dionizosa…”, a także w innym miejscu

„Wesół  jak źrebię, co przy matce szczypie trawę,

      Lekką stopą biegnie bachant.” I wszystko to dla chwały Dionizosa boga piwa i winnych przyjemności na ucztach. A świat wokół bachantek przeobrażał się w jakiejś szlachetnej, sakralnej metamorfozie – na trawie, lub w rzekach pojawiało się mleko, wino, miód czasami piwo. I świat nieruchomiał z zachwytu.

Napitki bogów

      Nierzadko w życiu zdarza się tak, że wyobrażenia przedmiotów, osób, pojęć, mijają się z rzeczywistością i jakby deklasują stan rzeczy, „obdzierają” nas ze złudzeń. Taką ciekawostką kulturową są napitki bogów greckich, (bo bogowie skandynawscy pili głównie piwo), czyli nektar i ambrozja. Nektar Zeusa prezentowany, jako czerwone wino był prymitywnym miodem sytnym, a ambrozja pokarm bogów była kleikiem z kaszy jęczmiennej, oliwy i posiekanych owoców. Muszę przyznać, że dla mnie, nadal ambrozja i nektar oznaczają coś niezwykłego, boskiego, radosnego, bardziej kulturowego niż „jedzeniowego”.       

      Nie zamykając tematyki związanej z dionizyjskimi obrzędami warto podnieść walor społeczny kultu piwa i wina a dotyczący roli kobiet w ucztach, a nawet w tych szalonych tańcach – wśród Germanów, Finów, starożytnych Greków urządzając piwne fety, wychodziły z zamknięcia domowego, od („krosień i czółenek” wedle Eurypidesa) na zewnątrz, integrując się w kobiecym towarzystwie. Feministki łatwo uznałyby je za protoplastki autonomicznych decyzji, u których źródeł leżał KULT PIWA, pretekst, zachęta, przyjemność, obowiązek zachowania tradycji (tej pogańskiej a potem chrześcijańskiej).   

 

Literatura  cz. IV i  V

  1. Robert Graves, Mity greckie. Przekład Henryk Krzeczkowski. Wydawnictwo vis -a`-vis/ Etiuda, Kraków 2009
  2. Herodot, Dzieje. Z języka greckiego przełożył i opracował Seweryn Hammer. Czytelnik, Warszawa 2011  
  3. Zygmunt Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013
  4. Zygmunt Kubiak, Piękno i gorycz Europy. Dzieje Greków i Rzymian. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2003
  5. Zygmunt Kubiak, Literatura Greków i Rzymian. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2003
  6. Mały Słownik kultury antycznej. Grecja, Rzym, wyd. III poprawione i rozszerzone, Wyd. Wiedza Powszechna, Warszawa 1976
  7. Stanisław Piekarczyk, Mitologia germańska, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1979
  8. Tadeusz Zieliński, Grecja niepodległa.  Do druku podał oraz przedmową opatrzył Aleksander Krawczuk. Wydawnictwo Śląsk (z 1937 roku)

Autor: Maria Falińska