CZĘŚĆ VI – OBRZĘDOWA ROLA PIWA W KULCIE DEMETER

DEMETER (łac. Ceres), bogini łanów zbożowych i Matki Jęczmiennej. Mistyka umierania przyrody i powroty. Kora-Persefona (łac. Prozerpina).

Hellenizm. Napitki i ich znaczenie.

 

DEMETER

             Dionizos – Sabazjos bóg piwa i Dionizos –Bakchus bóg winnej latorośli, a także orgii piwnych nie konkurował z boską Demeter, Matką Jęczmienną, boginią urodzajów, zbiorów żniwnych, spienionego piwa. Demeter w wędrówkach za utraconą córką Korą, porwaną (za zgodą Zeusa) przez Hadesa, boga świata podziemnego, krainy umarłych rzuciła klątwę na ziemię, aby ta przestała wydawać plony. I zamarła cała przyrody. W  swych poszukiwaniach, trafiła do Eleusis, niedaleko Aten, miejsca późniejszego kultu i misteriów ku Jej czci, gdzie zmęczona wypiła karafkę wody jęczmiennej doprawionej miętą(kykeon). Inni powiadają, że były to krupy jęczmienne z utartą babką. Nie chciała z pewnością wina, bo była w żałobie po córce i wino wydawało się Jej niewłaściwe, bliższy był jej napitek przypominający napitek piwny. Poszukiwania zakończyły się wyrokiem iście salomonowym – dwie trzecie roku miała Kora pozostawać u boku matki, jedną trzecią z mężem Hadesem, jako władczyni zaświatów. (Persefona). W interpretacji mitologicznej Kora, Persefona i Hekate były potrójną boginią, bowiem Kora była dziewczyną, Persefona nimfą a Hekate staruchą. Odnosiło się to do kobiet zajmujących się misteriami rolnictwa (a więc i wyrobem piwa), bowiem Kora prezentowała zielone zboże, Persefona dojrzałe kłosy a Hekate zebrane zboże. I zaczynał się czas święty, czas nostalgiczny, dramat boskiej matki i boskiej córki przeoblekał się w misteria umierającej i odnawiającej się przyrody, czyli obrazował rzeczywistość, z którą stykał się ówczesny człowiek jak i jego następcy. Towarzyszyło temu wino i piwo, czasami miód – każda okazja sprzyjała biesiadnym upojeniom, także tym łagodniejszym, usuwającym troski i wymazującym pamięć rzeczy przykrych, niekoniecznie musiała to być pijatyka, orgie pijackie. Mogło to być umiarkowane korzystanie z dobrodziejstw Dionizosa i Demeter działające niejako psychoterapeutycznie na ludzi, uspakajająco. Nic ponad miarę, jeśli idzie o strugi wina i „rzeki” piwa – chwalmy bogów a szczególnie Demeter i jej córkę Korę, o których znawca mitologii Imre Trencsenyi-Waldapfel napisze: „Dopiero po wtajemniczeniu w to wszystko (misteria ku czci bogini – M.F.) śmiertelnych królów, Demeter z córką powróciła na Olimp. Wspaniałe boginie: szczęśliwy, kogo one umiłowały! Sprowadzały mu, bowiem do domu, jako stałego domownika P l u t o s a, który obsypywał śmiertelnych bogactwem”. I oto chyba także chodziło. Rangę błogosławieństw podnosiła pokora pobożnych, skromnych, wstrzemięźliwych w jedzeniu i piciu piwa i win wszelakich, chętnych do przyjmowania spragnionych gości. Wielka olimpijska bogini związana ze zbożem, napitkami piwnymi towarzyszyła prostym ludziom w polu, w celebracji świąt rodzinnych i państwowych, była Matką Ziemią, już nie Gają, bezkształtną ziemią, ale cudowną, jaśniejącą boską urodą boginią ujawniającą tajemnice przyrody tkwiące głęboko w ziemi. Homer jeszcze nie uznaje jej olimpijskiej rangi, ale pisze o „chlebie Demeter”, bo ona jest rozdawczynią chleba i ma włosy jasne jak dojrzałe zboże albo bursztynowe piwo.   

Teoksenia – goszczenie bogów.

               Z tej historii wyłania się jeszcze jedno zjawisko, bowiem bezpośrednie wizyty bogów u wybranych ludzi; nie tylko Demeter, ale i Zeusa z Hermesem u staruszków Filemona i Baucis, boga Jahwe u Abrahama, miały także inne oblicze – niewidzialne uczestnictwo bóstw na ucztach ofiarnych, błogosławieństwo dla domostw ludzi godnych, szlachetnych i zacnych. Nazywał się ten obyczaj teoksenia, czyli goszczenie bóstw na ucztach. Zacytujmy raz jeszcze I.Trencsenyi-Waldapfela: „W widzialnej postaci ukazują się bogowie wprawdzie tylko ludziom wybranym, obecności ich doświadczają również inni. Świadectwem bliskości bogów jest na przykład nieoczekiwana pomyślność w przedsięwzięciu zgoła niewykonalnym i zadziwiająca stosowność jakiegoś słowa lub czynu. Niekiedy znów ciarki przebiegające po ciele czy też tylko jakaś woń niewymownie przyjemna pozwala odczuć bliskość bóstwa.” Boscy goście nawet niewidzialni, bywali goszczeni potrawami i napitkami z piwem i winem na czele. Są opowieści o trunkach, których ciągle dzięki bogom przybywało (pomimo poczęstunków) w tym miejscu przypominamy sobie cud w Kanie Galilejskiej pamiętany przez tysiąclecia. Dary bogów bywały szczodre i szlachetne, trunki jakbyśmy powiedzieli „odnawialne” okazywały się lepsze od tego, co wypito wcześniej. I piwa też. Czy zawsze bogowie patronowali ucztom? Były uczty na cześć bogów ofiarne, z okazji licznych świąt najpierw pogańskich, potem chrześcijańskich, biesiady z powodu zwycięstw i klęski – wszędzie tam istniały wystarczające powody by w czarach, amforach, kielichach płynęło piwo i wino, by cieszyło oko i poczucie smaku uczestników. Wylewanie z czary napitku na cześć bogów świadczyło o wierze w obecność, choć daleką boskich istot. Niekiedy postrzegano ludzi nadzwyczaj zdolnych, jako wybrańców bogów, lub jako bóstwa. Tak było z Aleksandrem Wielkim Macedońskim, władcami Starożytnego Wschodu, cesarzami Rzymu itd.

 Aleksander Wielki – „Biesiadna wersja zgonu króla” według „Żywota Aleksandra” pióra Plutarcha.

          Wielka kultura grecka nie przeminęła, bo zasiliła inne w tym cywilizację rzymską. Zanim tam dotrzemy zatrzymajmy się przy cywilizacji hellenistycznej i jej najgłówniejszym propagatorze Aleksandrze Wielkim – uczeń Arystotelesa, syn Filipa Macedońskiego podbił cały ówczesny świat propagując niejako przy okazji wielką hellenistyczną kulturę. Biesiadował ponad miarę, pił potężnie i w młodym wieku zmarł. Dla potomnych do dnia dzisiejszego funkcjonuje, jako fenomen władcy, wodza, charyzmatycznego, rycerskiego króla. Aleksander Wielkie, gdy pił to tracił rozum, zdrowy rozsądek i umiar. Gdy dochodziło do sprzeczek z przyjaciółmi, niepomny na więzy przyjaźni sięgał po broń i zabijał. Gdy trzeźwiał rozpaczał i mocno się kajał, no, ale czasu cofnąć nie można było. Plutarch w „Żywocie Aleksandra” opisuje jak to Aleksander powracał do potężnego picia snując wielkie plany – np. w Babilonie planował najazd na Arabię, biorąc pod uwagę bogactwo Półwyspu Arabskiego.

           Zgon władcy zapowiadały podobne liczne wróżby. Nie wziął do ust olbrzymiego pucharu zwanego czaszą Herkulesa, choć pił nieustannie na ucztach. Dopadła go jednak „wściekła gorączka”. „Dzienniki” dworu Aleksandra pisane przez Eumenesa z Kardii, sekretarza ojca Filipa szczegółowo relacjonują ostatnie chwile króla. Miał wielką gorączkę, pił wiele wina, miotał się pomiędzy sypialnią a łaźnią. Zgon nastąpił 13 czerwca 323r.p.n.e. Pozostawił ogromne dziedzictwo i kłócących się spadkobierców, własnych dowódców. Lecz w tle kształtowała się przez wieki legenda opromieniona wielkością młodzieńczego króla, genialnością planów, skalą podbojów. Wyraźna predylekcja do dużej ilości napitków nie była oczywiście jakąś cechą szczególną tamtych czasów i pokoleń, choć bywała zgubą wielkich i maluczkich.

Kultura hellenistyczna. Napitki piwne w Egipcie Ptolemeuszy.         

           Wyczerpująco opisuje ją William Tarn w swej książce „Cywilizacja hellenistyczna”, lecz w naszych piwnych poszukiwaniach skupimy się wyłącznie na wątku rolniczym, spożywczym gdzie znajdziemy potwierdzenie spożycia piwa wśród mieszkańców różnych rejonów świata. Dziedzictwo po śmierci Aleksandra Wielkiego objęło poza ojczystą Macedonią Egipt Ptolemeuszy, i większą część Azji (od linii Kaukaz – Morze Kaspijskie, od Morza Egejskiego do Pendżabu, wyjąwszy Arabię, Armenię, północną część Azji Mniejszej, większość zaś miast greckich w Azji poza tymi nad Morzem Czarnym była sprzymierzona z Aleksandrem.). W zhellenizowanym Egipcie Ptolemeuszy głównym towarem była pszenica, stanowiła własność władcy, system ekonomiczny preferujący dochody panującego zostawiał tyle zboża chłopu, aby nie umarł on z głodu. Obok pszenicy korzystano z napitków takich jak piwa czy wina, o pszenicy magazynowanej w królewskim spichlerzu w Aleksandrii mówiono, że jest drugim Nilem a o Ptolemeuszu, że jest największym kupcem zbożowym (zazdrościli mu bogactwa nawet Rzymianie, bo chodziły plotki o niewyobrażalnym bogactwie Ptolemeuszy).

            W Egipcie hellenistycznym wiele zajęć takich jak PIWOWARSTWO, BARTNICTWO i HODOWLA ŚWIŃ można było wykonywać na podstawie zezwolenia rocznego, które otrzymywało się za opłatą odprowadzaną do skarbu państwa. Czyli po roku należało ponownie starać się o prawo kontynuacji pracy piwowarów, bartników i hodowców świń. Piwo popularne wśród Egipcjan z dawien dawna było produktem silnej gałęzi przemysłu piwowarskiego, od którego odprowadzano podatki dla władcy. Hellenistyczne klimaty napotkamy w starożytnej cywilizacji rzymskiej, a więc z kuflem  piwa w ręku tam podążmy. Zmienia się krajobraz historycznych relacji społeczno-polityczno-gospodarczych, ale umiłowanie trunków, w tym piwa będzie niezmienne: potrzeba, konieczność, przyjemność, perspektywa odpoczynku, doznań smakowych i wizualnych. Idźmy więc dalej.      

 

AutorMaria Falińska