CZĘŚĆ VIII PIWO W ŚREDNIOWIECZNEJ EUROPIE. KARCZMY, ZAJAZDY, CECHY. BIESIADY PIWNE. PIWO W KLASZTORACH.

FEUDALNA EUROPA APOLOGETĄ PIWA. 

          Koniec cesarstwa zachodniorzymskiego, wielkiej cywilizacji rzymskiej datuje się na wiele sposobów, my podamy datę 476r. (tak najkrócej w tym roku obalono Romulusa Augustulusa a powołano na tron germańskiego oficera Odoakra, a uczynili to właśnie Germanowie) i zaznaczając, że cywilizacje wyrosłe na gruzach imperium dążyły do naśladownictwa tego, co cenne było w starożytności, w zasadzie we wszystkich płaszczyznach życia publicznego i prywatnego. (Skłonności do biesiad, uczt i trunków winno-piwnych także).  Podział monarchii Karolingów w traktacie z 843 roku w Verdun, wyłonił państwa doby feudalnej takie jak Francja, Niemcy, Włochy, które zbudują porządek prawno-ustrojowy, w którym najważniejszym dobrem jest ziemia należąca do panów feudalnych, z największym włodarzem tych ziem tj. władcą – księciem, królem, cesarzem no i Kościołem rzymsko-katolickim. I plony z tym ziem przetwarzane w żywność i smakowite piwo z rodzącą winne grona winoroślą staną się źródłem dobrobytu tak panów ziemskich, rodowej arystokracji i jak ich klientów. 

          Piwo będzie ulubionym napojem tak możnych tamtego świata tj. baronów, grafów, książąt, królów jak ludzi pośledniejszego stanu, czyli ubogiego rycerstwa, mieszczan, chłopów.  Wyłaniając się z mroków barbarzyństwa mieszkańcy Francji czy Niemiec mozolnie tworzą kulturę rolną i rzemieślniczą, obok wsi powstają grody, zaludniają się wielkie przestrzenie, karczuje się lasy, narzędzia rolnicze są doskonalone. Zbiory są różne, raz dobre, raz złe, czasami Europę średniowieczną zdziesiątkuje zaraza, jak to miało miejsce w 1348r, gdy „Czarna Śmierć” pochłonęła większą część ludzkiej populacji.  By powrócić w kolejnych latach.

          Ale życie odrasta, mimo plag głodu, zarazy, procesów o czary, toksycznych wojen religijnych: pije się wino, pije piwo, przy czym piwo ma status pożywienia, docenia się jego bursztynowy poblask i smak jak również walory odżywcze (do polewek, zup i sosów), a nawet lecznicze (na liczne człowiecze schorzenia diagnozowane w zgodzie z wiedzą i niewiedzą ówczesnych medyków).                                                 

          KARCZMY, OBERŻE, CECHY – PIWO PRZEDMIOTEM HANDLU, ROZRYWKI I POCZĘSTUNKU.

          Piwo sprzedawano w karczmach, w których serwuje się wódkę, konkurentkę można by rzec napitku piwnego. Nie ma ona oczywiście walorów odżywczych, ale rozwesela, czyni głowę lekką, pozbawioną rozumu, a przynajmniej zdrowego rozsądku, kłopoty gdzieś znikają, rodzi się niekiedy odwaga i brawura, czasami agresja. Podobne objawy towarzyszą piciu piwa, jeśli używamy go w nadmiarze, choć niektórym wydaje się, że to nieprawdziwy alkohol, że to tylko jego substytut.                             Karczma średniowieczna gromadzi barwny tłum gości, nie brak wśród nich pątników z Ziemi Świętej, wagabundów nie wiadomo skąd, przejezdnych żołnierzy, kuglarzy, kupców z różnych stron świata – powiew dalekich stron, z nieznanych ziem. Leją się strugi wina, szeroką „strugą” płynie napitek piwny, służące zręcznie rozdzielają piwo, bo w interesie karczmarza jest sprzedanie jak największej ilości alkoholu.

          Uczty w XI i XII stuleciu (tak dla przykładu) organizowali członkowie gildii kupieckich, cechów rzemieślniczych, rozmaitych stowarzyszeń i organizacji, w polskich cechach zaś, o czym wspominamy poniżej, piwo było powszechne wśród czeladzi, stanowiąc atrakcję towarzyską. W niemieckich zajazdach piwo tradycyjnie było napitkiem pożądanym. Wypijanym z „dziada pradziada”, bardziej niż produkty winne. Podobnie w Polsce i w Czechach.

          Dla ogłady towarzyskiej i dobrego zachowania się przy stole będą powstawały przepisy czy raczej podręczniki dobrego wychowania w rodzaju zasad civilite,  jak godnie i przyzwoicie uczestniczyć w biesiadzie, z umiarem w jedzeniu i piciu piwa i wina. Kunszt rozmowy, grzeczność wobec dam, obsługiwanie kielichów i kubków, aby były pełne, przez szlachetnie urodzonych, skromność w spożywaniu potraw i alkoholu uwzględniającym reżimy przyzwoitości (por. utwór Słoty „O zachowaniu się przy stole”).

          W średniowieczu mówimy o kulturze dworskiej, rycerskiej, wzorcowej dla pozostałych warstw społecznych tj. dla mieszczan, w mniejszym stopniu, co jest uwarunkowane względami ekonomicznymi, dla chłopów. O kulturze piwnej osiągalnej dla przedstawicieli wszystkich warstw społeczności wieków średnich powiemy, że narzucała wyłącznie te rygory, które nie mieściły się w świecie zachowań ludzi prostych, bez poczucia towarzyskiego bon ton (do nich należało picie piwa i wina w odpowiednich naczyniach, w świątecznym stroju itd.). Na zachodzie Europy mieszczanin, gdy się wzbogaci to naśladuje styl życia i bycia szlachetnie urodzonych, a niekiedy w przepychu i luksusie ich przewyższa. W upodobaniach także. Nie wypada pić wyłącznie piwa, ale należy sięgać w wykwintnym geście po kielichy, puchary wina, by wznosić toasty, szarm biesiadny, wystawność przyjęć świadczy o bogactwie i szacunku społecznym.

          Tzw. ethos rycerski (godna jest przypomnienia książeczka Marii Ossowskiej „Etos rycerski i jego odmiany”) ma magiczną moc oddziaływania w formie gotowego „slajdu obyczajowego” jakbyśmy powiedzieli na wyobraźnię i wrażliwość nowobogackich i tych, którzy aspirują do „lepszego świata”, jeśli ten „lepszy świat” ich zaakceptuje. W tym strumieniu różnych możliwości postaw mieści się umiłowanie piwa albo wina, napitków, ale i płynów wspomagających trawienie tłustych potraw lub wzmacniających kalorie i witaminy w pożywieniu.

          We wczesnym średniowieczu domostwa posiadają zasobne piwnice i spiżarnie, gdzie można gromadzić antałki wina i beczułki piwa.  Z czasów Merowingów i Karolingów mamy budowle z kamienia, plany siedzib królewskich i szlacheckich są proste, świat barbarzyński uczy się nowego na starych fundamentach dawnych cywilizacji. Dodaje własne pomysły, które zaowocują bryłami kościołów romańskich i strzelistymi katedrami w gotyku. Większość jednak domostw zwykłych ludzi, nawet szlachty (przynajmniej tak jest na ziemi francuskiej), a na pewno chłopów jest konstrukcjami z drewna, z gliniastymi ścianami i słomianym dachem. W domostwach odbywają się posiłki i biesiady, pojawiają się nowe naczynia, a wśród nich czasze i stożkowate wazy (ceramika paleochrześcijańska od wieku V.). Tak jest wśród ludzi bogatych, którzy wprowadzają obyczaj jedzenia na siedząco, przekreślając rzymski zwyczaj „bankietowania w pozycji leżącej wsparłszy się na łokciu”(galijski sposób siedzenia przy stole, podobnie u Germanów).

          Źródła historyczne wspominają o wielkiej żarłoczności Galów i Germanów: goście i gospodarze wstawali od stołów z brzuchami jak wielkie piłki plażowe, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, mogąc ledwo oddychać – były to uczty pantagrueliczne z wielką ilością piwa i wina. Zakropione alkoholem i ostrym sosem garum powstałym dzięki macerowaniu wnętrzności skumbrii i jesiotra w roztworze soli z ostrygami. Na ucztach ludzie oprócz spożywania tłustych pokarmów pili do nieprzytomności, a wraz z nimi niewolnicy i służba domowa.

          Pijaństwo postrzegano, jako dar bogów, wstrzemięźliwość była pustym dźwiękiem, niepotrzebnym biesiadnikom. Pili nie tylko bogaci, ale biedni, służący, niewolnicy – dokumenty mówią o ucztach w czasach Merowingów i Karolingów, gdzie jadano niezwykle tłusto, wierząc, że wartościowe jest tylko takie jedzonko. Jak pisze Michel Rouche o wczesnym średniowieczu w zachodniej Europie, w kontekście jedzenia i picia: oprócz jedzenia dużych ilości chleba „Drugim niezbędnym składnikiem umożliwiającym rozpuszczenie i przyswojenie tych ciężkostrawnych dań było oczywiście wino, prawdopodobnie bardzo lekkie, które jednakże pijano w dwójnasób, gdyż do wyboru pozostawało jedynie PIWO! (Z dużej litery – M.F.).  Obżarstwo i opilstwo nie było tylko udziałem ludzi świeckich, bo dobrobyt karoliński pozwalał klasztorom na całkiem spore racje żywnościowe i napoje. A więc zajrzyjmy do klasztorów doby karolińskiej.

          PIWO W KLASZTORACH

        Racje żywnościowe karolińskich mnichów wyglądają całkiem imponująco. Średnio zakonnik zjadał dziennie 1,7 kg chleba, mniszka zaś 1,4 kg, wypijał 1,5 l wina lub PIWA, od 70 do 100 gramów sera i puree z soczewicy ewentualnie grochu 230 gramów (mniszka 133 gr). Ludzie świeccy i ludzie z zewnątrz, tudzież klasztorna służba pochłaniali dziennie 1,5 kg chleba, 1,5 l wina lub PIWA, 100 gramów mięsa, 200 gramów puree z suchych jarzyn i 100 gr sera.

        Te porcje żywności dostarczały około 6000 kalorii, czyli były to porcje dla ciężko pracujących ludzi a nawet przerastały ich wymagania.  Piwo kaloryczne przecież wzmacniało tę swoistą „dietę”, bogaci, ale nie tylko, bo i chłopi i pracownicy fizyczni hołdowali przy lada okazji obżarstwu i trunkom. Racje żywnościowe mnichów wzrastały w okresach rozlicznych świąt (60 chrześcijańskich) i były o jedną trzecią wyższe od codziennego menu. Dochodziły do tego święta patronów, rocznice, uczty na cześć członków rodziny karolińskiej itp., na ucztach świątecznych raczono się obficie posiłkami i litrami wina i piwa. (9000 Kalorii).  Kuchnia ta była niezdrowa, pełna węglowodanów i zwierzęcego białka, wino i piwo spełniało rolę substancji ułatwiających trawienie.(Przy ucztach wydawano rozliczne odgłosy świadczące o procesach trawienia, a więc pomyślnego wchłaniania pokarmów, dzisiaj spoglądamy na to z odrazą, wówczas był to komplement i podziękowania gospodarzom.)

        JESIEŃ ŚREDNIOWIECZA – PIWKO w stuleciach XIII, XIV i XV

        „Z biegiem lat, z biegiem dni”, czyli w miarę upływu stuleci ideał obżarstwa karolińskiego będzie się zmieniał, choć nie zdeprecjonuje się całkowicie, o czym świadczą postury wielu amatorów jedzenia i Bachusa.   W arystokratycznych domach średniowiecznej Francji czy Anglii posiłek był „aktem uroczystym, publicznym”, w który zaangażowani byli liczni urzędnicy jak stolnicy zabiegający o żywność na rynku zewnętrznym, zwłaszcza o mięso, cześnicy sprawujący nad trunkami pieczę, funkcjonowało też niższe stanowisko tego, który rozlewał do pucharów i kielichów – podczaszego. Od tego ostatniego jeszcze niżej stał podstoli dostarczający chleby na pański stół. Wszyscy urzędnicy mieli do dyspozycji pomocników, służących a uczty, przebiegały pod względem organizacyjnym sprawnie, właśnie dzięki rzeszom wprzęgniętych w przygotowania biesiadne.

       Kraje Europy zachodniej przechodziły liczne metamorfozy społeczno-polityczno-gospodarcze, rozwojowi rolnictwa towarzyszył handel wymienny, miasta nabierają większego rozmachu, rozkwita lichwa, bogatym, jak to zwykle bywa dzieje się dobrze, biedocie źle. Tak jedni jak i drudzy topią smutki, fetują radości piwem i kubkami wina.  Stulecie XIII jest czasem rozkwitu kultury, szczególnie francuskiej, ale i niemiecka wydobywa się mozolnie, ale za to skutecznie z barbarzyńskości ery karolińskiej, subtelniej się buduje, subtelnie je i pije – uczty są opisywane, nakłada się rygory towarzyskie (śpiewnie opowiedziane w chanson de geste), browary i gorzelnie rozkwitają obok winnic i produkcji wina. Wchodzimy w stulecie XIV i XV zapowiadające renesans (odrodzenie).A więc w następnej części (powszechnej, europejskiej) dziesiątej, spotkamy ludzi zdeterminowanych różnymi kataklizmami życiowymi, o których mediewista francuski Georges Duby(w klasycznej już dziś historii kultury francuskiej”) powie: ”Wiek XIV rozbrzmiewa lamentami wszystkich środowisk społecznych, które wtedy właśnie zaczynają dochodzić do głosu.” Zwłaszcza trzy wiekuiste nieszczęścia gnębią ludzkość: głód, wojny, zaraza. I wtedy się pije w nadmiarze, albo odwrotnie ulega ascezie w jedzeniu i piciu. Piwo z pianką w przyjaznym otoczeniu przyjaciół, klientów rodziny rozprasza smutki, ubogim daje chwile zapomnienia. Gorzałka „przyjaciółka” też.

 

Autor: Maria Falińska