CZĘŚĆ X – RENESANSOWE PREFEROWANIE PIWA. FRANCUSKIE, ANGIELSKIE, WŁOSKIE UPODOBANIA BIESIADNE. SYBARYTYZM EUROPEJSKI (XV I XVI STULECIE).

      Jak świadczą badania francuskich historyków w XIV wieku ubodzy doświadczają głodu, wieś biednieje, liczne ciężary podatkowe obciążają mieszkańców rozlicznych prowincji. Oczywiście gospodarka zmieni się i „odbije” sobie, w przychodach w następnych wiekach (XV i XVI) jak zwykle, gdy mija zaraza, głód i wojny. Nie wszyscy są biedni, szlachta, społeczność dworska, bogaci mieszczanie inwestują, roztaczają opiekę nad artystami, bawią się, spożywają wykwintne potrawy, sięgają po dobre trunki, wysokiej, jakości wina i piwo. 

        Gospodarka wieku odrodzenia charakteryzuje się tzw. aktywnością gospodarczą szlachty, przy czym linia demarkacyjna procesów ekonomicznych przebiega wzdłuż Łaby (połownictwo, jak na przykład we Francji, gdzie chłopi zamiast płacić czynsz, oddawali właścicielom ziemi połowę plonów.), Na wschód od niej rozkwita gospodarka folwarczno-pańszczyźniana, (bo jest ziemia i tania siła robocza w postaci chłopów pańszczyźnianych). Tak jest w Rzeczypospolitej Jagiellonów. W Anglii zastosowany system ogrodzeń i wypasu owiec prowadzi do wczesnych form kapitalizmu (wełna owiec i włókiennictwo). Odrodzenie nobilitowało cywilizację miast, ale jednocześnie nie zapomniało wsi, odkrywając ją na nowo, gdy ma się pieniądze przepych przenosi się na łono natury budując wspaniałe rezydencje, ogrody, wodotryski. W tym środowisku nie brak pięknych naczyń do wypijania wielkich ilości wina i piwa. Piwo wypijają biedni chłopi (lub słabiutkie wina), ich świat nie krzyżuje się ze światem elit. Uprawa zbóż sprzyja produkcji piwa, bo jak pamiętamy ma ono funkcje odżywcze i może występować w charakterze potrawy np. piwnych polewek na pierwsze śniadanie.                                 

         W tle tych przeobrażeń gospodarczo-społecznych spożycie piwa powiązane z rolnictwem opierało się na browarnictwie i gorzelniach, produkcja piwna przynosiła zyski właścicielom szlacheckim, panujący dawał liczne ulgi browarnikom (w Polsce król Zygmunt August).

         Francja WALEZJUSZY – odrodzeniowe „wędrowanie” piwne. W pogoni za piwem

         Jak podaje Robert Mandrou, jeden ze współautorów historii kultury francuskiej, drobni wieśniacy, ubodzy żyli zgodnie z tradycją rodzinną i chłopską starając się produkować głównie żyto, jęczmień, owies, trochę wina może piwa. Żyją w głęboko zakorzenionym i utrwalonym obyczaju wzajemnej pomocy sąsiedzkiej, gdzie wspólnie się orze, zasiewa i zbiera plony, bowiem: „szczupłe gospodarstwa wymagają pomocy: żniwa dokonywane sierpem (niemal wszędzie aż do XIX w.), orka radłem, tak trudnym do manewrowania (a przy tym tak mało wydajnym), wielkie wyręby w lesie, winobranie – wszystkie te prace wykonuje się wspólnie, podczas całych tygodni, całych miesięcy życia kolektywnego, w których wszyscy uczestnicy wspólnoty pomagają sobie nawzajem.”   Tradycja w jedzeniu i piciu (wino, piwo), myślenie, jakie oferował dziad, ojciec, sąsiad w kalkulacjach ekonomicznych i życiowych stanowiło rękojmię przeżycia nawet w cięższych czasach. Tematyka ta jest pasjonująca w szczegółach społecznych, np. o roli prostych, niewyuczonych proboszczów wiejskich, wierze chrześcijańskiej, przesądach, wierze w wilkołaki, czarownice, których to niepokojów nie ukoją stągwie piwa i dzbany wina, (choć w części przynajmniej tak).

         Są oczywiście kręgi dworskie, całe to środowisko możnych otaczające dwór królewski, dwór Walezjuszy (później Burbonów), szlachta na prowincji i w Paryżu. Wielkie uczty, biesiadne przyjęcia o charakterze widowiskowym z górami jedzenia i hektolitrami trunków (piwa!) i innych napitków wysokoprocentowych. Wielkie rody francuskie jak i zamożne miasta organizują często oprócz

         Wystawnych przyjęć, festyny, uroczystości rocznicowe, kościół inspiruje świętowanie kolejnych świąt – wszystkie te elementy sprzyjają wesołości, celebracji, raczeniu się napitkami piwem i winem, niekiedy wódką. Wieś francuska potrafi się bawić po ludowemu, wielcy państwo też, w swoim gronie. A jak to wyglądało w Anglii?

         Angielskie przygody z piwem

         Uczta. Uczta zorganizowana z okazji intronizacji arcybiskupa Yorku Georg` a Neurile`a kanclerza angielskiego w czasach Edwarda IV (1466-1467) ukazuje rozmiary tego przyjęcia, ilość jedzenia i wielkość picia. Pochłonięto naonczas 4000 kg zboża, 300 baryłek PIWA, 100 wina, wielką beczkę wina zaprawionego korzeniami, 104 woły, 1000 baranów, przeszło 300 wieprzy, 400 łabędzi, 2000 prosiąt, 4000 gołębi, 2000 kurcząt, 104 pawie, 500 danieli, jeleni saren itd. Serwowano 4000 zimnych pasztetów z dziczyzny, 1000 dań w galarecie wielobarwnej i 1000 dań w galarecie jednokolorowej, 4000 tortów lodowych, 600 szczupaków, 800 leszczy, mnóstwo słodyczy na wety na przykład wafli itd.

         Wielka uczta wielkich panów i dam angielskich, wyższego duchowieństwa, funkcjonariuszy państwowych, dostojników miejskich świeckich i duchownych, mnichów, szlachty i ziemian jak również bogatych, wolnych wieśniaków z okolicy. Ta ewidencja odzwierciedla rozmach uczty, gwar, ruch, kolor, bogactwo strojów, wielość konwersacji, upijanie się piwem i winem „zaprawionym korzeniami”, ogólną wesołość i lekkość ducha. Współcześnie wielu miłujących biesiady z radością przeniosłoby się na taką monstrualną ucztę, myślę tu o dzisiejszych smakoszach piwa i koneserach wina.       

         Włoski pejzaż biesiadny

         Wiele opracowań poświęcono włoskiemu odrodzeniu, bo tam skoncentrowała się siła geniuszu i kuźnia talentów wszelakich tworząc niepowtarzalną cywilizację na wiele pokoleń do dnia dzisiejszego włącznie. Leonardo da Vinci, Rafael Santi, Michał Anioł, Sandro Botticelli, och można by wymieniać wielu artystów, którzy tak jak zwykli śmiertelnicy sięgali po trunki, wina i piwa. W słynnym „Dekameronie” Boccaccia biesiada ucztujących spełnia wszelkie walory ochronne – idzie zaraza, wielka trwoga przez ziemie włoskie, więc aby zapomnieć o niej, urządza się uczty i wybiera królową i króla zebrania towarzyskiego.  Biesiady winne a może i piwne stanowią zaporę przeciw lękom śmierci i choroby. Można szaleć i bawić się, można też oddawać się ascezie i biczowaniu. Różne postawy ludzkie, różne preferencje obyczajowe, klamra tradycji i mentalności nastawiona na korzystanie w potoku piwa i wina z radości stołu, bądź całkowite zaprzeczenie witalności, humoru, śmiechu. Ta sama kanwa przeżyć, to samo spiętrzenie emocji, lecz reakcja, a może raczej odreagowanie odmienne, tak jak skomplikowany jest mechanizm ludzkiej psyche i uzewnętrznienia jej natury. Trunki alkoholowe są tylko zewnętrzną atrapą maskującą ból, strach i poczucie zagrożenia. Lecz tą stroną przyjemności opartą na doznaniach wzrokowych i smakowych.

         Ziemia włoska jest piękna w krajobrazach, lazurowym niebie, łagodności pagórków, pastelowych barwach wyżyn i równin, ach znaleźć się we Florencji Medyceuszy, aby zakosztować wszelkich atrakcji, oglądania dzieł sztuki, choć nie wszystkie jeszcze powstały, bankietów, trunków, zręcznie unikając wojen i skrytobójczych knowań. Mnogość tworów państwowych i duża liczba dynastii we Włoszech, (stamtąd przecież pochodziła żona Zygmunta Starego Bona Sforza, dziedziczka księstwa Bari), stwarzała podglebie społeczne, polityczne i kulturowe dla różnych form mecenatu, dla rozmaitych rodzajów festynów, karnawałów, uczt, gdzie tradycyjnie sięgano po piwo, wina, miody.   

         Włochy siedziba, przynajmniej w części papieży, rodów Sforza, Medyceuszy, Gonzagów, tygiel emocji, zdrad, knowań politycznych – tam przecież słynny Nicollo Machiaveli napisze swego „Księcia” poradnik rządzenia „z przezornością i chytrością lisa”; mówi się do dzisiaj o makiawelicznym rządzeniu i makiawelicznych metodach, w rodzaju „cel uświęca środki.”  Zatrute wino i piwo, sztylety, silne środki odurzające i trucizny wszelakiego autoramentu stosowano wobec przeciwników politycznych, wrogów, spiskowców itp. Śmierć mogła czaić się na dnie kielicha lub kubka, miłość do alkoholu można było przypłacić życiem, gdy w stawce chodziło o władzę, zaszczyty, piękne kobiety. Warto w tym miejscu przypomnieć scenę z balu u szatana z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Afanasjewicza Bułhakowa, gdzie w korowodzie sławnych szubrawców, morderców, psychopatów (a byli nimi także władcy tego świata) zjawiła się Teofana (z włoskiego – trucizna) oferująca kobietom truciznę w celu pozbycia się niechcianych mężów. Truciznę można było wlać do zupy, do kielicha, do piwa lub wina.            

         Renesans włoski „cierpki smak owoców południa” w sferze towarzyskiej opierał się o wystawne uczty promujące sybarytyzm, leniwość hedonistycznego podejścia do atrakcji życiowych –produktem owego sybarytyzmu były piękne szaty, zastawa, obrazy, rzeźby, pałace, ogrody, parki, wodotryski. Skłonność do luksusu cechuje możnych tego świata, wysoka, jakość trunków w pięknych naczyniach czyni ich rozpoznawalnymi i jakby rozgrzeszanymi z tych predylekcji, bo mają odpowiedni kapitał na zaspokajanie swych zachcianek. Na wysokiej, jakości piwa też. Tak było w renesansie, tak będzie w następnych wiekach przez barok, oświecenie, stulecia XIX, XX i XXI – z pewnym zastrzeżeniem – te wspomniane wieki z dominującą gospodarką kapitalistyczną rozpowszechniły kulturę piwną w różnych, niższych kręgach społecznych, masowa kultura oznacza masową konsumpcję i masowe spożycie piwa, choć luksus pozostanie niszą najbogatszych.          

 

Autor: Maria Falińska