CZĘŚĆ XII – JAGIELLOŃSKIE UPODOBANIE NAPITKÓW WINA I PIWA. RZECZPOSPOLITA OBOJGA NARODÓW – KONGLOMERAT KULTUR I OBYCZAJÓW.

Biesiady dworskie, szlacheckie i mieszczańskie (XV i XVI stulecia). Ciąg dalszy. SŁODOWNIE, BROWARY, GORZELNIE. 

Przypomnijmy, fakt taki oto, że założyciel dynastii Władysław Jagiełło pijał wyłącznie czystą wodę, podobnie uczyni to jego syn Kazimierz Jagiellończyk. Następcy postępowali inaczej, ulegając czarowi piwa i wina w trakcie biesiad lub uczestnicząc jak to czynił król Jan Olbracht w wędrówkach nocnych po Krakowie, (czyli „wino, piwko, kobiety i śpiew”). Olbracht pijał potężnie, nieobca mu była sfera Wenus poza Bachusem.  Oczywiście królewicze, gdy byli dziećmi zjadali na śniadanie polewki piwne. Ich rodzice – Kazimierz Jagiellończyk i Elżbieta Habsburżanka „matka królów” wraz z potomstwem, czyli Władysławem, Janem Olbrachtem, Fryderykiem, Aleksandrem, Zygmuntem i królewnami spożywali polewki piwne z grzankami. Właśnie o Zygmuncie Jagiellonie źródła informują, że jadł na śniadanie tzw. ”gramatkę”, czyli polewkę piwną z grzankami, królewskie rodzeństwo z pewnością też. Polewka piwna zastępowała nieznaną wówczas kawę poranną i herbatę, dodatkowo była pożywna, bo dodawano do niej żółtka.   W czasie obiadu królewicz Zygmunt popijał piwo proszowskie, podawano mu też piwo piotrowskie. Dzieci Zygmunta Starego i Bony były podobnie odżywiane, czyli Izabella, Zofia, Katarzyna, Anna i Zygmunt August. Ten ostatni, jako władca dał w 1551r. w Warszawie przywilej Negelinowi i Ulrychowi na warzenie piwa. Za czasów Zygmunta Augusta w 1563 wyszła konstytucja o podatku czopowym za wyszynk piwa po cztery grosze od beczki. Przy czym te cztery grosze dotyczyły piwa piątkowskiego, piotrkowskiego, bydgoskiego, łęczyckiego i przemyskiego, zaś na piwa świdnickie, głogowskie, berneńskie, gdańskie i wrocławskie po groszy sześć.

         Rzeczpospolita Obojga Narodów (Korona Wielkie Księstwo Litewskie). Konglomerat obyczajów i kultur.

         Prawdziwą kopalnią informacji o obyczajach staropolskich są z pewnością prace Zbigniewa Kuchowicza a także wcześniej klasyków tematyki – Jana Stanisława Bystronia i Władysława Łozińskiego. Silna presja wzorca kultury szlacheckiej na inne stany wynikała z atrakcyjności tegoż wzorca, w zakresie ubioru, gestów gościnności i towarzyskości, ideologii, sposobu życia itd. Sarmatyzm w czystej postaci nakładał obowiązek wspierania się misterium tradycji wielopokoleniowej, trwaniu przy wierze katolickiej, bo wrogowie państwa byli innych religii (protestanci, prawosławni, wyznawcy islamu), szukaniu starożytnych paranteli, posługiwaniu się łaciną wyniesiona z kolegiów jezuickich. Tak po krótce, bo temat szerszy, ale w tej kulturowej otoczce mieścił się rytuał biesiad i uczt utrwalany mocą tradycji i nakazem szeroko pojętej gościnności, witania swoich i obcych „chlebem i piwem”.  Wedle znawców epoki przede wszystkim piwo królowało na szesnastowiecznych stołach szlachty i magnaterii, aczkolwiek w towarzystwie wina, gorzałki i miodów. W kraju rolniczym gdzie zbierano plony pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa napitek piwny i jego produkcja były rzeczą pożądaną i zrozumiałą, a browarnictwo prężnie rozwijaną gałęzią wytwórczości, o czym poniżej.

        Goście przybywający do domu szlachcica przynosili nowinki ze świata, opowieści o zmianach politycznych, wojnach, podróżach, dziwolągach przyrodniczych, wreszcie dykteryjki i pikantne dowcipy. Goszczeni suto, niekiedy zostawali na stałe, jako rezydenci i przyjaciele domu, by w stosownych chwilach przewodzić bankietom, wypełniając ceremoniał określonych uroczystości. Obowiązkiem gospodarzy była tzw. ”prynuka” tj. zaproszenie znane nam z Trylogii Henryka Sienkiewicza, na które powoływał się pan Zagłoba, gdy szedł na ucztę organizowaną przez hetmana Jana Sapiehę, że nie może, z przyczyny owej prynuki odmawiać licznych trunków. Po czym nieprzytomnego z upicia słudzy odnosili do kwatery.  

        Biesiady dworskie, szlacheckie i mieszczańskie (XV i XVI stulecia). Naczynia do trunków.

          Zacytujmy refleksje zacnego Bystronia o piciu: „Pito dużo, za dużo. „Człek nad apetyt jeść nie może, pić może”, mówiło stare przysłowie, pito, więc nad miarę.  Szesnasty wiek jest jeszcze wcale wstrzemięźliwy, ale stopniowo, wraz z upadkiem wyższych aspiracyj kulturalnych, pacyfikacją kraju i wzrostem zamożności przeciętnego szlachcica, spławiającego zboże do Gdańska, pijaństwo stało się czymś powszechnym,, dobrze widzianym, prawie, że towarzysko obowiązującym; wytworzył się rytuał pijacki i długi szereg zwyczajów dotyczących zbiorowych libacyj, a opowiadania o nadzwyczajnych rekordach wytrzymałości i figlach podchmielonych kompanów były jednym z ulubionych tematów długich rozmów.”

          Stulecie XVI i XVII będzie świadkiem wzmożonego korzystania z piwa i gorzałki (zwłaszcza w długie zimowe wieczory). Wracając do XVI stulecia – oznaką „rozigrania towarzyskiego” były zwyczaje związane z rodzajem naczyń do trunków, które w jeszcze większym stopniu sprzyjały piciu. Mam tu na uwadze kielichy bez nogi, kulawki, kielichy, dary władców wyjmowane przy asyście trąb, kielichy ogromnej pojemności, których zawartość wypijano duszkiem itp. Bawiąc się upojnie używano specjalnych szklanek, aby uatrakcyjnić picie piwa – pito na przykład ze szklanego kija i wtenczas przeginano się maksymalnie do tyłu, pijąc z kufelków starano nie oblać się, wymyślano wiele reguł i konceptów, aby pić więcej i potężniej. Tłuczono z emfazą kielichy i kufle o głowę, zwyczaj ten nabrał szerszego rozmachu w następnym stuleciu, ale musiał rozpowszechnić się od wieku jagiellońskiego. Krytykowali te zachowania i nierozumne pijackie sprzeczki publicyści i kaznodzieje, wspomniany wcześniej Mikołaj Rej z Nagłowic, czy chociażby kaznodzieja ks. Paweł Gilowski w swej „Postylli” z roku 1584 o „pijanicach wszetecznych, niewstydliwych, niepohamowanych.

            Uczty wyprawiali królowie, ot choćby z okazji małżeństw królewskich, koronacji, pogrzebów, uroczystości państwowych, chęci uczczenia wiktorii nad nieprzyjacielem – trunki spełniały swą rolę nagrody i swobodnej płaszczyzny porozumienia towarzyskiego. Dynastia Jagiellonów zakończy się wraz ze śmiercią Zygmunta Augusta w 1572r. (w Knyszynie) i jej panowanie charakteryzowało się opieką państwa nad produkcję piwa i ulgami dla producentów (o innych celach i osiągnięciach w polityce zewnętrznej i wewnętrznej w „piwnych wędrówkach” nie wspominamy.). Działo się tak, ze względu na korzyści ekonomiczne jak i „ulubienie” przez dynastów piwa i jego wytworów piwnych tj. polewek.

             Zamożni mieszczanie starali się naśladować szlachtę nie tylko w zachowaniu, strojach, wnętrzach domostw, ale także w wydawaniu przyjęć, gdzie popisywali się zastawą stołową, potrawami i trunkami. Szlacheckie biesiady w okresie staropolskim, czyli ujęte klamrami XVI, XVII i XVIII stulecia były niejako wzorcowe, bo obejmowały obyczaje biesiadne, zachowania przy stole, rytuały gościnności staroszlacheckiej. Analiza tych uczt będzie nam towarzyszyć przez dłuższy czas, bo staropolszczyzna jest tą tradycją i szlifowaniem cywilizacyjnym, które ostało się w pamięci pokoleniowej i świadomości narodowo-historycznej Polaków. Nie ma już, co prawda wielobarwnego tłumu szlacheckiego pomieszanego warchołami i patriotami, ale echa sarmackich uczt docierają do nas i dzisiaj. Wsłuchajmy się w nie uważnie i zajrzyjmy do słodowni, browarów i gorzelni, skąd czerpano cenny alkohol.

              Słodownie, browary, gorzelnie.

              W XVI wieku, zwłaszcza w drugiej jego połowie, najważniejszą rolę w dochodach z alkoholu odgrywało piwo. W miastach słyszymy o paleniu gorzałki, niejednoznaczne są informacje produkcji i konsumpcji gorzałki we wsiach, jeszcze rzadsze informacje o syceniu i szynkowaniu miodu. Zajmijmy się obecnie zjawiskiem propinacji tak nieodzownym przy sprzedaży alkoholu. 

Prawo propinacji i przymus propinacyjny

              Prawo wyrobu napojów alkoholowych, ich sprowadzanie i sprzedaż należały do dziedzica, właściciela dóbr. Przymus propinacyjny oznaczał zakaz kupowania trunków w obcych karczmach, czyli chłop musiał zadawalać się tym trunkiem, który serwował karczmarz w jego okolicy podległy panu. Istniał jeszcze jeden przymus tzw. prawo narzutu określające obowiązek kupowania w określonych ilościach piwa czy gorzałki. Te prawa właściciele ziemscy odstępowali miastom, sołtysom i plebanom. Było też jeszcze jedno zjawisko ekonomiczno-przyrodnicze, a mianowicie były miejsca a właściwie miejscowości, o których mówiono, że mają krystaliczną, dobrą wodę dla dobrego piwa. Innymi słowy w tych okolicach „piwo bardzo dobrze się rodzi” mówiono i sława tego miejsca szła w świat. Taką dobrą renomę miał Serock niedaleko Warszawy. Cała szlachta z okolicy woziła tam słody oraz warzyła piwo, nie opłacając miar słodowych, nie dawała też półćwiartków piwa, do których obligowani byli mieszczanie. Były również starania mieszczan i chłopów wytwarzających piwo poza majętnościami pana, przekroczenie przepisów dawało wiele korzyści a kontrola była utrudniona. Jak podkreśla znawca tematyki Jan Rutkowski, nie ma danych źródłowych dotyczących tajnych browarów i gorzelni, a są informacje o oszustwach przy opłatach, do których zobowiązani byli wytwórcy alkoholu. Wyglądało to w ten sposób, że byli tacy, którzy robili piwo normalnymi warami a zgłaszali jedynie półwarki i od nich płacili podatek, inni na bazie jednego zgłoszenia i opłacenia jednego tylko waru dwukrotnie warzyli piwo. Bywało też tak, że wary posiadały większą niż przepisana liczba beczek.

        Cechy piwowarskie

        Cechy piwowarskie nie zawsze stały na granicy prawa, zwłaszcza w dziedzinie nadużyć, gdy władze miasta zwracały się o pomoc w rozwiązaniu niektórych, niejasnych interesów. Kontrola przemytu wódki i obcych napojów nie była łatwa. Gdy sprowadzano do miasta obcą wódkę czyniono to pod osłoną nocy, w domu chowano ją w śmieciach, sianie lub słomie, dostarczały ją wozy szlacheckie i kanoniczne. Gdy władze przechwytywały trunki to je konfiskowały, czyli niszczyły albo przeznaczały na potrzeby szpitalne. Wiązały się z tym spory prawne, przykładem tego był proces piwowarów poznańskich z dzierżawcą browaru w jednej ze wsi podpoznańskich. Sprawy właścicieli dotyczyły także ciężarów propinacyjnych i o nich poniżej.

        Ciężary propinacyjne

        W królewszczyznach koronnych drugiej połowy XVI wieku prym wiodła produkcja mieszczańska i włościańska obłożona ciężarami na rzecz dworu. Browary a szczególnie gorzelnie dworskie były zjawiskiem rzadkim, sytuacja zmieni się radykalnie w stuleciu XVIII, gdy browary i gorzelnie dworskie będą na porządku dziennym tak jak ich dzierżawa. Miasta, sołtysi i plebani posiadali przywileje do produkcji trunków, nie obciążonych żadnymi ciężarami na rzecz pana. Tak, że zyski szły na konto miejskiej kasy.

         Dwór pański powierzał produkcję alkoholu wybranym osobom. Jak podaje Jan Rutkowski „Typowa jest ta organizacja w drugiej połowie w. XVI w wsiach, w których mamy jednego lub najwyżej paru karczmarzy zajętych głównie wyrobem piwa.” Inni mieszkańcy miasta czy wsi musieli respektować surowy zakaz warzenia piwa oraz palenia gorzałki. W mieście pojawiał się inny rodzaj jakbyśmy powiedzieli piwowara tzw. nie ustawicznego. Piwowarstwem może praktycznie zajmować się każdy, po spełnieniu określonych formalności, co prowadziło do częstego warzenia piwa przez mieszczan. Tak, więc w praktyce w różnych miejscowościach pojawiała się jedna albo druga forma warzenia piwa, oprócz tego w niektórych wsiach byli osobni karczmarze, oraz kmiecie wykonujący zawód piwowara tj. zajmujący się warzeniem piwa, wyszynkiem, a także wyszynkiem przywiezionego piwa. Wykształcała się w sposób profesjonalny pozycja piwowara mocno osadzona w strukturze społeczno-ekonomicznej kraju, rozwijająca dynamicznie rynek alkoholowy obłożony licznymi ciężarami. Lecz to będzie kolejna wędrówka piwna, następnego grudniowego felietonu.  

 

Autor: Maria Falińska