CZĘŚĆ XIV – STAROPOLSZCZYZNA – ETHOS RYCERSKI A PIWNE ATRAKCJE. SPECJALNIE DLA XVII WIEKU O PIWIE SŁÓW KILKA.

MAGNACKIE TEMPORUM BACHANALIORUM …A PIWO, WINO I WÓDKA STRUGĄ SZEROKĄ ROZLEWAŁY SIĘ…

ETHOS RYCERSKI  A  PIWNE  ATRAKCJE.

        Jan Chryzostom Pasek szlachcic z Rawy Mazowieckiej herbu Doliwa w swych pamiętnikach barwnie opisuje kampanie wojenne Rzeczypospolitej, w tym wyprawę do królestwa szwedzkiego i prowincji  duńskich  – jego relacje są przekazem powinności rycerskich Sarmatów a zarazem panoramą obyczaju szlacheckiego, skłonności do „bitki i wypitki”  (lata 1656 do 1688). Pamiętniki Paska są  – mówiąc felietonowym językiem piwa- jak najlepsze, najszlachetniejsze piwo wysokiej marki, bowiem smakuje się je,  czytając kolejne stronice pełne emocji, inteligentnych spostrzeżeń, refleksji i narracji rodem ze szlacheckich kampanii i wojaży. Opisuje między innymi odwiedziny krewnych swej żony wraz z powinowatym niejakim Kordowskim, który drwił z Mazurów, a przecież pan Pasek pochodził z Mazowsza, więc musiało to wzbudzać irytację gospodarza. Śpiewał ten Kordowski taki oto wierszyk: „Mazurowie nasi po jaglanej kaszy/ słone wąsy mają, w piwie je maczają” i wiele innych nieprzyjemnych komentarzy pod adresem Mazurów. Skończyło się to awanturą – oj „zakurzyły się” łby szlacheckie, oj doszło do zwady, oj zgrzytnęły szable! Łeb szlachecki znaczony był cięciami szabli, a więc pokryty bliznami. A przy kosztowaniu piwa czy innych trunków często dochodziło do bitki, która obok wypitki, jak wspomniałam, okraszała szlacheckie poczucie honoru i godności tak stanowej jak i rodowej.      

        W  ethosie rycerskim czyli powinnościach szlachcica wobec ojczyzny, jego nazwijmy „kostiumie” defensora patriae (obrońcy ojczyzny) i  defensora christianitatis ( obrońcy  chrześcijaństwa)  kryje się niezawodnie umiłowanie biesiad i trunków. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że trunki spełniały w XVII wieku rolę „uspokajacza”, osłony psychologicznej wobec napięć wojennych, zabijania przeciwnika, grozy ran i okaleczeń. Wojnom i bitwom towarzyszy gorzałka upijająca  Kozaków jak również samego hetmana Chmielnickiego w powstaniach kozackich w pierwszej połowie XVII wieku. Sceny akcji świetnie opisane przez Henryka Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem”, ukazują napitki takie jak gorzałka, piwo i wino jako elementy współtworzące akcję w tym straszliwym okresie buntów kozackich.

        Wiek XVII był okresem szczególnych wojen Rzeczypospolitej z Kozaczyzną, Moskwą, Szwedami, inicjały Jana Kazimierza Wazy, syna Zygmunta III tłumaczono jako „Initium Calamitatis Regni”czyli początek nieszczęść Królestwa Ale oczywiście były okresy spokojniejsze, gdy odwiedzano, zapraszano, urządzano bankiety. W tym stuleciu dobrze wychowany, zamożny szlachcic, zabierał ze sobą na przyjęcie nóż i grabki w specjalnym srebrnym futerale. (nazywano je nożenkiem .).  Przed początkiem uczty do gościa podchodzili czterej rękodajni dworzanie – najpierw dwaj z nich nieśli ogromną, srebrną miednicę i nalewkę srebrną z wodą aby gość umył dłonie, dwaj pozostali trzymali długi ręcznik dla osuszenia tychże rąk. Bankiety trwały kilka godzin tzn. od 5-6 godzin, a w ciągu uczty przed toastami nie wypijano wina lecz PIWO  W DUŻYCH SZKLANICACH do których wrzucano kawałeczki chleba maczane w oliwie. Po jedzeniu folgowano sobie w piciu pochłaniając olbrzymie ilości wina. (po zażyciu uprzednio piwa). Gospodarz wypijał zdrowie najdostojniejszego gościa a potem każdego z osobna, toast wznosiła gospodyni dotykając wszakże ustami brzegu pucharu. Bywało, że kielich podarowany przez znaczniejszą personę rzucano na ziemię, albo rozbijano o skronie (scena w „Potopie” Henryka Sienkiewicza gdy magnat Jerzy Lubomirski rozbił o skronie, które się krwią zalały, bezcenny kielich wart wielu wsi. A kielich podał mu król Jan Kazimierz Waza). Przykładów można by podawać wiele, sens pozostawał ten sam – uczczenie kogoś wybitnego, po którym nie wolno pić z tego samego naczynia. A więc trach kuflem lub kielichem o łeb magnacki lub szlachecki – i satysfakcja gotowa. Przynajmniej dla bohatera tego gestu choć jak sądzę i dla współbiesiadników.

        Ethos  rycerski szlachty manifestował różnorodne postawy wobec Rzeczypospolitej bo wymagał postawy rycerskiej, z wojennym animuszem, swadą do szabli i wypitki, a w czasie pokojowym postawy obywatelskiej czyli aktywności na sejmiku i  na sejmie, zapobiegliwości w kierowaniu własnym folwarkiem.  Homo faber (człowiek kowalem swe losu) z renesansu staje się, w XVII wieku homo politicus, economicus i vir  armatus (mąż zbrojny) w tym  samookreśleniu staje się  aktywnym, uczestnikiem wszystkich poziomów życia społeczno-ekonomicznego i politycznego,  zwieńczeniem tych kontekstów jest obecność w relacjach towarzyskich przy piwie lub winie. Rzeczywistość jednak nie jest klarownym obrazem idealnych wzorców i wyzwań, są ludzie słabi, pozbawieni odwagi, honoru, ulegający rozkoszom łoża i stołu, także „szeptowi sakiewki i złotych monet”, czyli przekupni i niekiedy zdradzieccy. Ale to kwestie psychologii historii, ukazującej meandry zachowań bliskie sugestiom na tak i na nie wobec zjawisk na niebie i na ziemi, wobec kodeksów postępowania i ludzkich wyborów.

 

 MAGNACKIE TEMPORUM BACHANALIORUM –„ A PIWO, WINO I WÓDKA STRUGĄ SZEROKĄ ROZLEWAŁY SIĘ

          „Szaraki” szlacheckie na magnackich biesiadach. Piwo dodatkiem  do wina i gorzałki.  

          Wielkie uczty czy biesiady nie wolne były od pijatyk, „leżeniu pod stołem jak kłoda”, upiciu winem, piwem, gorzałką,( najlepiej napitkiem wymieszanym)  towarzyszyło bełkotanie, wykrzykiwanie, agresja ( słowem i czynem). Tak można było upijać się na ucztach magnackich, gdy okoliczny magnat zapraszał brać szlachecką aby uzyskać jej poparcie na sejmiku, wszelkie metody były dozwolone  na taką magnacką celebrę. Nie zobaczymy tam wystawnych, eleganckich stołów, nakryć, porcelany  czy wykwintnych potraw i trunków – była bylejakość, szybkość  konsumpcji  a zwłaszcza picia – tłumek szlachecki z szablami, podgolonymi łbami, facecjami i piwem zamykał spektakl, którego reżyserem był magnat a aktorami brać szlachecka.   

MAGNACKI  MODEL RZĄDZENIA I  REPREZENTACJI  RODOWEJ  – SPEKTAKL WŁADZY, PODLEGŁOŚĆ SZLACHTY.

          Magnaci nierzadko terroryzując sejmiki zapewniali tej drobnicy szlacheckiej posiłki i napoje w odrębnych kuchniach, gdzie na stołach nie rozkładano obrusów, a ideą tych towarzyskich spotkań było pojenie ponad miarę szlacheckich klientów. Taką rolę spełniały trunki mieszane to znaczy wino wymieszane z gorzałką lub piwem. Delikwent szybko się upijał, lądował pod stołem, bywał okradany z czapki, pasa itp. Na sejmik magnat zwoził szlachtę brykami, po sejmiku wyrzucał na gościńcu. Taki obrazek będzie częstszy w XVIII stuleciu.

          Magnaci zasobni w majątki i armie lepiej uzbrojone i liczniejsze od wojska na żołdzie Rzeczypospolitej, budowali olbrzymie siedziby z pałacami, parkami (przykład arboretum w Kórniku pod Poznaniem) ogrodami, z czasem (stulecie XIX) wzorowanymi na antyku świątyniami dumania. Splendor rodowy, pycha niewyobrażalnych rozmiarów, brak hamulców w piciu piwa i gorzałki a także  konsumpcji, łamanie prawa, liczne tłumy służby, klientów, rodziny, przyjaciół w sposób spektakularny służyły potrzebom magnata. Reprezentowali różny poziom umysłowy, moralny, byli zacni ale też pozbawieni uczuć, sadyści  i uczciwi patrioci, prymitywni ale i wykształceni itd. Pili na ogół potężnie, od otoczenia wymagali gotowości biesiadnej – szerokiego gardła i wytrzymałości piwoszy, ludziom słabszej kondycji wlewali alkohol siłą co bywało przyczyną chorób a nawet zgonów.

 POLEWKI PIWNE

       Nie zaniechano „poczciwej” polewki piwnej z kawałkami sera lub pieczywem na śniadanie, jedzono ją nie tylko w dzieciństwie, ale także w życiu dorosłym. Gloger informuje, że „Piwa szlacheckie, klasztorne, marcowe i owsiane, lubione i zdrowe, stały się podaniowemi.  Zdrowa,   smaczna i posilna polewka piwna , t. j. piwo zagrzane z żółtkiem ,zastępowała dzisiejszą kawę i herbatę na śniadanie.”

       Sceny spożywania polewki piwnej utrwalił na łamach swej „Trylogii” Henryk Sienkiewicz opisując jak to w trakcie wojennych przygód szlachta i magnaci z wielką przyjemnością, jeśli była po temu okazja, sięgali po tę strawę. Szlachetne bursztynowe piwo, choć bywało i liche (na przykład z Końskowoli) w ciężkich klimakterycznych latach wojen bywało pociechą tych, którzy na koniach wypełniali swój żołnierski obowiązek broniąc ojczyzny, w pocie, błocie i udręce choroby i niewyspania, niekiedy głodu. Myśl o manierce z gorzałką, kuflu piwa była osłoną strasznych dni wojennej tułaczki, zwłaszcza gdy można było pustą manierkę ponownie napełnić piwem, winem czy gorzałką. Mogło to mieć i aspekt nazwijmy medyczny, bowiem przy braku higieny i powszechności chorób w zbiorowości jaką tworzą żołnierze na wojnach, alkohol „dezynfekuje”, zabija niektóre bakterie, wygasza infekcje, łagodzi stresy. Przy częstych wojennych potyczkach, nie odkładaniu szabli w przysłowiowy kąt, piwo lub gorzałka własna, bądź zdobyczna, we własnej, lub w  cudzej manierce była pożądanym towarem luksusowym, zabieranym często zmarłemu przeciwnikowi – zimna woda tzw. lura  niosła zagrożenie epidemią, tak zwykłemu żołnierzowi  jak i  dowódcom nawet tym najznamienitszym z rodów magnackich. (por. relacje Jana III Sobieskiego z kampanii wojennych w listach do żony Marysieńki Sobieskiej z d.D`Arquien).

       Przypomnijmy jednak czas pokoju, gdy szlachcianki w dworach warzyły JASNE, LEKKIE, SZUMUJĄCE A ZATEM SMACZNE PIWA TZW.SZLACHECKIE. Były to piwa na użytek domowy, tak dla swoich, domowników , jak i gości, obcych przybywających w gościnę.  Chcący poczytać o procedurze wytwarzania piwa na przykład na Litwie, mieli do dyspozycji podręcznik wydany w 1673 roku w Słucku, a zatytułowany: „Ziemianin albo gospodarz inflancki”. Siedemnastowieczna szlachta pijała piwo do śniadania, obiadu, kolacji i do poduszki (choć w trakcie dnia, poza tymi posiłkami sięgano „często, gęsto” po kufle ulubionego napitku.).  Podróżnik Beauplan, obserwator polskich siedemnastowiecznych obyczajów i polskiej tradycji zauważa, że Polacy preferują w trakcie obiadu piwo, które wypijają z ogromnych „szklenic”. Wcześniej wkładają do  tychże „szklenic” grzanki chleba polane oliwą i tak im piwo smakuje dostarczając przyjemności smakowych i wzrokowych. Potwierdzał więc to co opisywałam wcześniej, zwłaszcza ten gest maczania grzanek w szlachetnej oliwie a potem wrzucania do piwa.  

       Stulecie siedemnaste jest dla mnie niewyobrażalnie wielkim rezerwuarem informacji kulturowych (nie wspominając o relacjach POLITYCZNYCH I GOSPODARCZO-SPOŁECZNYCH), A WIĘC KAŻDA INTERPRETACJA JEST NIEWYSTARCZAJĄCA, BOWIEM OTWIERA NOWE „DRZWI” NARRACJI HISTORYCZNEJ,  W TYM KULTUROWEJ , NIOSĄC PRZESŁANIE  Fernanda BRAUDELA O HISTORII KRÓTKIEGO I DŁUGIEGO TRWANIA. CZYLI O ODCINKACH CZASOWYCH HISTORII ZMIERZAJĄCEJ W RÓŻNE KIERUNKI .                              

       BIESIADOWANIE WKOMPONOWANE W KULTURĘ MATERIALNĄ I OBYCZAJ LUDZKI WRAZ Z TRADYCJĄ ZACHOWAŃ SYGNALIZUJE POTRZEBY WSPARCIA SIĘ O DAWNOŚĆ I NASYCENIA JĄ WSPÓŁCZESNOŚCIĄ NA MIARĘ DANEJ EPOKI. A PIWO MOŻE KRÓLOWAĆ NIEZMIENNIE NA CHWAŁĘ PRODUCENTÓW I KONSUMENTÓW JAKKOLWIEK ONI BY SIĘ NIE NAZYWALI I W JAKI  BY SPOSÓB NIE WYPEŁNIALI  PRZESTRZEŃ SPOŁECZNO-GOSPODARCZĄ . PRZYTACZAJĄC PIEŚŃ BIESIADNĄ O URODZIE DZIEWCZYNY , KONIA I TRUNKU, JAKO TRZECH PONĘTNYCH ZJAWISKACH , AUTOR PIEŚNI DEKLARUJE MIŁOŚĆ DO KUFLA PIWA, NIE TYLKO W ŻYCIU DOCZESNYM  ALE  TAKŻE NA TAMTYM ŚWIECIE.(pomijając dziewczynę i konia).

       W XVII WIEKU PIWO PIJAŁA SZLACHTA, MAGNACI I KRÓLOWIE (np. JAN KAZIMIERZ WAZA), MIESZCZANIE I CHŁOPI, CZYLI WSZYSTKIE STANY, ODPOWIEDNIO DO MOŻLIWOŚCI FINANSOWCH, UPODOBAŃ I POTRZEB, A BROWARNICTWO I BROWARY (TAKŻE GORZELNIE) ROZWIJAŁY SWĄ PRODUKCJĘ ZASILAJĄC KARCZMY, ZAJAZDY, INDYWIDUALNYCH ODBIORCÓW. UCZTY PIWNE BYŁY UDZIAŁEM CZŁONKÓW CECHU, STANOWIŁY CZĘŚĆ BIESIAD SZLACHECKICH I MAGNACKICH TAKŻE MIESZCZAŃSKICH. MÓWIŁO SIĘ , ŻE RZECZPOSPOLITA PREFERUJE PIWO NAD INNE TRUNKI TJ. WINO I WÓDKĘ I ŻE ,PIWO ODPOWIADA POLSKIEJ MENTALNOŚCI I POLSKIEMU  CHARAKTEROWI. PIWO SPOŻYWALI PRZODKOWIE, A WIĘC I MY BĘDZIEMY GO KONSUMOWAĆ MÓWILI STARZY POLONUSI.