Piwa świata na polskich półkach – PIWA KLASZTORNE

Przez:
 w: Kultura piwna, O piwie, old-Rodzaje piwa

Piwo z górnej półki

         Kiedy mówimy o półce sklepowej, mamy z reguły na myśli regał, na którym stoją produkty. Zdarza się jednak, że mianem półki określamy klasę produktu. Mamy więc niskopółkowe, z reguły tanie produkty, niezłej jakości rzeczy z półki średniej i najwyższą jakość z równie wysokich półek. Gdyby więc skonstruować półkę, na której stałyby piwa uszeregowane pod kątem hierarchii w piwnym świecie, to piwa klasztorne typu trappist korkami zapewne dotykałyby sufitu. Tymczasem w rzeczywistym świecie piwa klasztorne stoją z reguły na dole, w cieniu, nieniepokojone przez piwoszy, którzy na półce z piwem szukają najczęściej piwa, nie zaś wynalazku podobnego do wina lub szampana, w dodatku w cenie nawet dwudziestokrotnie przewyższającej jasne pełne. Trudno się dziwić, skoro nawet obsługa większości supermarketów odsyła chętnych do zakupu tego piwa na dział z alkoholami mocnymi i ciężko jej uwierzyć, że to jest piwo, w dodatku warzone zgodnie z zasadami tej samej sztuki od setek lat. Piwo klasztorne.

         Technologicznie piwa klasztorne to gatunek ale. Od brytyjskich piw różni się jednak tak zdecydowanie, że nazwano ten styl mianem golden belgian ale. W Belgii złotych ale możemy znaleźć dziesiątki. Kiedy jednak zaczniemy szukać podgatunku trappist ale, a więc klasztornych piw produkowanych lub nadzorowanych przez trappistów, okaże się, że nie ma ich tak wiele, a dokładniej rzecz ujmując, jest ich sześć – pięć w Belgii i jedno w Holandii. Poszukiwaczy oryginalnych, piwnych smaków ucieszy z pewnością fakt, że na półkach polskich marketów można nabyć je wszystkie. Oczywiście ich cena wykracza daleko poza zdroworozsądkowe piwne normy. Nie jest tu rzadkością piwo w cenie 20, 30 a nawet 50 PLN. Czego jednak nie robi się dla rozwijania piwnej pasji.

Sześciu wspaniałych

        Zaczynając poszukiwania z pewnością już na samym początku natrafimy na markę La Trappe z holenderskiego browaru Koningshoeaven. La Trappe nie uchodzi za najlepszego trappista na świecie, niemniej jednak godny jest uwagi, chociażby ze względu na swoją gatunkową różnorodność. Mamy tu mocniejszą wersję trippel, bardzo mocny quadruppel, wzbogaconą słodem pszenicznym odmianę blond i bardzo ciekawy gatunek bock. Jest więc w czym wybierać. W piwnym świecie dużo większym szacunkiem cieszy się marka Chimay, zwłaszcza odmiana Gran Cru. To szlachetne piwo posiada wszystkie cechy prawdziwego trapista, łącznie z ziemisto-korkowym aromatem przywodzącym na myśl zawilgoconą piwnicę. Takich marek jak Orval, Westmalle czy Rochefort nie trzeba miłośnikom piwa przedstawiać. W wielu opracowaniach uchodzą za najlepsze piwa na świecie. Ewolucja ich smaku – od pierwszych nut aromatycznych poprzez rozwinięcie aż do przebogatego finiszu, zaspokoi zmysły nawet najbardziej wybrednych degustatorów. Przyjrzyjmy się zatem dokładniej, w czym tkwi tajemnica unikalnego smaku piw klasztornych.

Tajemnice klasztornych aromatów

        Zacznijmy od delikatnego powąchania piwa. Biorąc kilka szybkich i krótkich wdechów nosem bezpośrednio nad szklanką z piwem, czujemy cechy podobne do tych obecnych w piwach pszenicznych. Delikatne goździki przeplatają się z wyraźnym wędzonym aromatem. Ulotny zapach zielonych oliwek przechodzi wolno w ostrą chmielową nutę, która często określana jest jako żywiczna, leśna, ziołowa czy tytoniowa.  Wąchając dalej, wyczuwamy „brązową” pełnię słodowych aromatów z bardzo wyraźną nutą alkoholu. Gatunek ten, dzięki zawartości alkoholu pomiędzy 6 i 10%, posiada silne właściwości rozgrzewające, które powodują, że lotność związków zapachowych jest jeszcze wyższa i powoduje tworzenie niezwykle złożonego aromatu piwa. W międzyczasie wyczuć możemy zapach, który jest przypisany tylko i wyłącznie piwom klasztornym i który jednocześnie najlepiej oddaje naturę piwa. Jest to zapach najczęściej opisywany jako piwniczny, stęchły, czasami nawet pleśniowy. Tak naprawdę jednak zapach ten najbliższy jest zapachowi korka świeżo wyciągniętego z butelki wina. I to właśnie korek, którym zamknięte jest piwo, daje mu sporą część piwnicznych aromatów.  Kiedy powąchamy taki korek, oczom naszym ukaże się żywa, czerwona cegła w pubie urządzonym w piwnicy. To właśnie sprawia, że piwa klasztorne naprawdę mają w sobie piwniczne tchnienie.

To jednak, co tak naprawdę wyróżnia ten gatunek z pośród dziesiątek piw na całym świecie, to odurzająca pełnia aromatu, która uderza nas w kolejnej fazie degustacji. Degustując piwo dalej, doznamy uderzenia kompozycji aromatów składającej się z zapachów winogron, śliwek, rodzynek, brzoskwiń, bananów i anyżu. Wszystko to okraszone jest karmelową i kawową nutą.

Piwo nie do grilla

        Szukając zastosowań kulinarnych dla tego piwa, zapomnijmy o grillu, golonce  czy orzeszkach. To niegodne trappista dania, które nie są w stanie wydobyć z niego pełni smaku i aromatu. Oryginalny trappist niełatwo znajduje kulinarny akompaniament, istnieje jednak genialne w swojej prostocie połączenie, które zawsze zdaje egzamin. Wystarczy odrobina dobrego pleśniowego sera, kawałek schłodzonego melona, dojrzałe, ciemne winogrona i plaster szynki parmeńskiej, by degustacja trappista urosła do rangi kulinarnego wydarzenia, z którym nie mogą się równać najbardziej wykwintne dania. Warto spróbować wykorzystać w połączeniach kulinarnych ziołowo-chmielowe cechy tego piwa. Rozmaryn, rukola czy bazylia mogą doskonale ubarwić profil smakowy piwa, podkreślając zarówno walory potrawy, jak i samego trappista. Jako urodzony winter warmer (zimowy rozgrzewacz) piwo to doskonale akompaniuje także samemu sobie.

Sztuka serwowania

        Na koniec bardzo ważna uwaga dotycząca sposobu serwowania piw klasztornych, równie unikalnego jak samo piwo. Szklanka do trappista mocno odbiega kształtem od standardowych  pokali do pilsnerów, stoutów czy ale i przypomina bardziej szklankę do koniaku niż do piwa. Trappista pijemy małymi łykami, ogrzewając szklankę ręką. Dzięki temu ogrzewane piwo uwalnia coraz więcej aromatów. Idealna temperatura serwowania to nawet 13C i rzecz jasna tego piwa nie pijemy na rozgrzanej słońcem plaży. Dużo bardziej odpowiednie będzie dla niego towarzystwo dobrej książki. Jego smak z pewnością sprosta także takim sytuacjom, jak zimowy wieczór przy kominku czy uroczysta kolacja przy świecach. Warto zauważyć, że przy nalewaniu trappista zlewamy piwo znad osadu drożdżowego, inaczej niż w przypadku niemieckich piw pszenicznych, gdzie po wymieszaniu przelewa się do szklanki zebrany na dnie osad. W przypadku piw klasztornych drożdże swoją funkcję już zakończyły i nie ma powodu, by znalazły się w pokalu.

Jeżeli więc w toku piwnej edukacji zaczęliśmy od jasnych pilsnerów, przebrnęliśmy przez bursztynowe ale, mętne weizeny i czarne jak smoła portery i stouty, to zdecydowanie nadszedł czas na wysublimowane i niełatwe w smaku piwa trappist. Czy istnieje piwo, które jeszcze bardziej odbiega od typowego piwnego wizerunku? Tak – o tym, jaki to gatunek, już w kolejnym opracowaniu.