XVI – „ZA KRÓLA SASA, JEDZ I POPUSZCZAJ PASA”. I POPIJALI WEDLE CHĘCI I UPODOBAŃ. STULECIE XVIII KRÓLESTWEM PIWA I WINA. GORZAŁKA KUSZĄCO BŁYSKA W KIELISZKU..

JESZCZE O BROWARACH I GORZELNIACH       

W XVIII wieku gorzelnie i browary wytwarzają wódkę i piwo zarabiając na tym procederze. Odbiorcy zawsze się znajdą, zresztą chłopi odwiedzają karczmę by pofolgować sobie po ciężkiej pracy, piwem rozweselającym, wódką „pocieszycielką”. Piwo należało do codziennego pożywienia czeladzi dworskiej, więc duża część produkcji piwnej kierowana była do tej wewnętrznej konsumpcji. W tym stuleciu piwo z browarów pana sprzedawano w karczmach znajdujących się w jego posiadłościach. Przy końcu istnienia Rzeczypospolitej, przy schyłku XVIII istniały karczmy szynkujące trunki wytwarzane przez dwór, to stawało się rzeczą powszechną, przy czym także ruchomy inwentarz w rodzaju mebli, naczyń, takich jak kwarty, garnce, szklanki do piwa, kubki do wódki należały do dworu. Nie płacono z tych karczem czynszów, starano się o środki materialne dla karczmarzy.(Dostawali na przykład za darmo dziesiątą, dwudziestą albo trzydziestą beczkę wyszynkowanego piwa, względnie garniec wyszynkowanej gorzałki lub miodu.). Dla ścisłości faktów dodajmy, że były jednak karczmy szynkujące piwo dworu, które płaciły czynsz dworowi. Reasumując powiemy, że XVIII wiek był epoką browarów i gorzelni pańskich, typowa była też ich dzierżawa.    

W relacjach kupców Haugwitza i Procopa podróżujących po Polsce w 1756r. znajdziemy informacje o wiejskich karczmach zajętych przez Żydów. Zacytujmy, zatem: „Prawie wszystkie karczmy po wsiach zajęte są przez Żydów; można niemal powiedzieć, że Żyd jest tu panem, ponieważ oddano mu w arendę nie tylko wyszynk piwa i wódki oraz gospodę, lecz dzierżawi on nadto wszystkie inne dochody gospodarcze, do czego pomagają mu ciągle i stale wypłacane szlachcicowi zaliczki.”  Szlachcic potrzebował gotówki, więc karczmarz mu jej dostarczał, odbijając sobie na chłopach pańszczyźnianych, którzy przychodzili popić w okolicznej karczmie. I krąg się zamykał, choć uczestnicy tego piwnego spektaklu pilnie wypełniali swe role- po stronie aktorów byli karczmarze, chłopi, dwór, po stronie reżyserii ogólna sytuacja gospodarczo-społeczna (folwark pańszczyźniany).

 

A ZA KRÓLA SASA?

Jak pisze w swych pamiętnikach Adam Moszczeński: „Za panowania Augusta III kraj cały nie wytrzeźwiał jeszcze, rozpojony przez Augusta II: pijaństwo zrodziło axiomata, in vino veritas, drugie, qui fallitit in vino, fallit in omni.(Tłumacząc – pewnik, w winie leży prawda, kto zawodzi przy winie, zawodzi we wszystkim). Pili wszyscy, gospodarze przyjęć, goście, – kto potrafił pić z rozmachem pewny był jak podaje wspomniany Moszczeński „fortuny, przyjaciół i honoru.” Najwięcej świadectw opilstwa i umiłowania piwa czy wina w epoce saskiej mamy w książce autorstwa Jędrzeja Kitowicza „Opis obyczajów w dawnej Polszcze.” Rzecz napisana z werwą, plastycznie, ukazuje czasy saskie, jako wyjątkowo podatne na podszepty Bachusa i Amora. Kitowicz wskazuje na spożywanie piwa angielskiego w Krakowskim i Sandomierskim, jako tego, które wypada pić w szlacheckim towarzystwie, bo reszta się nie liczy.

Wiek XVIII aurą społeczno-polityczną i kulturową pozytywnie wpływał na spożycie piwa, ten najpopularniejszy wśród ludności napój przeżywał wówczas swe apogeum. Przynajmniej tak twierdzą znawcy, a wśród nich Zbigniew Kuchowicz specjalista obyczajów staropolskich. Każdy gatunek piwa miał swą cenę, w XVIII w. Wielorakie gatunki piwa sprzedawane były pod różnymi nazwami, na przykład piwo wilanowskie, wąchockie, gielniowskie, eleborskie, opiskie, bukackie. W omawianym wieku wielką popularnością cieszyło się importowane piwo angielskie o dużej zawartości alkoholu. Należało do luksusowych i spożywała je stolica, ale niekiedy kupowano na prowincji.   Wspomina o nim Kitowicz. Piwo angielskie różnicowało się na szmalbir, elbir i najlepsze porter. (Znany z „Klubu Pickwicka” Charlesa Dickensa). Drugim, najpowszechniejszym gatunkiem piwa było piwo grodziskie, szczególnie ulubione przez Wielkopolan.

Jakość trunków bywała różna, często nie była najlepsza. Do piwa wykorzystywano nie tylko czysty jęczmień lub pszenicę, lecz wiele mieszanek jak choćby groch, jarkę, grykę, owies. Fałszowano alkohol na rożne sposoby, najpospolitszym było rozcieńczanie wodą, gorzej, gdy używano ziół albo, co gorzej chemicznych substancji. Piwo chętnie łączono z jałowcem, lebiodką, bagnem, liśćmi konopi, które ucierano na mąkę. Aby piwo „odmłodzić” do skwaśniałego piwa dodawano gaszone wapno. Fałszowano piwa angielskie, piwowarów angielskich oskarżano o dorzucanie arszeniku. Kończąc ten wątek nieprzyjemnych i zakazanych procedur wspomnijmy jeszcze zwyczaj wrzucania cynowych talerzy do warzonego piwa narażając trunek na obecność ołowiu, jakże szkodliwego dla zdrowia.

 

A W KARCZMACH LUDZI TŁUM..PIWO STRUGĄ SIĘ LEJE..

Bystroń wymienia nazwy tych przybytków a więc i my za nim idąc przywołajmy te karczmy i karczemki. Gości przyjmowały karczmy: „Przerwa”, „Czekaj”, „Wygoda”, ”Utrata”, „Hulanka”, „Wesoła, „ „Popas”, „Złodziejka”, „Łapigrosz” itp. Inspiracji dostarczały imiona właścicieli, kształty i kolory budynków, jakiejś miejscowe wydarzenia tak pozytywne jak i negatywne. Czerpano pomysły z miejsc i nazw geograficznych np. „Paryż”, „Warszawa”, „Nowy Świat”, „Rzym”, które to nazwy dały asumpt osiedlom powstałym wokół karczmy do tworzenia przedmieść lub dzielnic miasta (choćby warszawski Nowy Świat, Wygoda, Utrata). Początkowo karczmy omawiane w niniejszej części, czyli w XVIII wieku poza tanim noclegiem i posiłkiem nie oferowały usług wysokiej czy choćby średniej, jakości. Karczma to był duży, postawiony z drewna budynek, w skład, którego wchodziła spora izba z sienią i izba z alkierzem, oraz duża szopa mająca charakter stajni, wozowni a czasami noclegowni, gdy było dużo gości. Wygód było mało, niezbyt czysto, karczmę odwiedzali nie tylko podróżni, ale i okoliczni chłopi, bowiem karczma wewnątrz przypominała zamożniejszą chatę chłopską. Poprawie warunków korzystania z karczmy towarzyszył ogólny postęp cywilizacyjny, lepsze jedzenie, trunki, wygodniejszy nocleg, zwłaszcza w dużych miastach. Obcy podróżnicy zwiedzający nasz kraj radzili, aby zabierać ze sobą własną pościel, małą szkatułkę z kilkoma flaszami wina lub PIWA, koszyk z mięsem i chlebem, owies dla koni itd. (rady podróżnika Tender Hauteville z k.XVII w.). Aliści powiedzielibyśmy żyjąc w tamtym okresie, karczmy były bardzo tanie i dawały dach nad głową, u gospodarza można było zakupić CHLEBA I PIWA, ORAZ OWIES WYDAJĄC NA TO TYLKO JAKIEJŚ PIĘĆ DO SZEŚCIU GROSZY. Czasy stanisławowskie polepszą kondycję karczmy i podniosą ją na wyższy stopień użyteczności, zmieni się higiena, jakość noclegów. Jako ciekawostkę przytoczmy obyczaj pisania brylantem na szybie lub kredą na ścianach lub na drzwiach karczmy – wypisywano aluzje polityczne, koncepty, rzeczy nieprzyzwoite, pochwały lub nagany – znaleźć można tam było pochwałę lub krytykę piwa, wina czy gorzałki.

 

I ZNOWUŻ WODA SZKODZI – ACH GDZIE TO PIWO? GDZIE TA WÓDKA?

Przez stulecia powtarzano słowa średniowiecznego księcia Leszka Białego o szkodliwości wody na ludzki organizm, książę ten wymówił się jak wiemy od wyprawy krzyżowej zaznaczając, że pić może tylko piwo i miody a tych substancji tam nie ma, tylko jakaś podła, stęchła woda.  Pamiętnikarze staropolscy (od XVI-XVIII w.) Z całą mocą podkreślali, że brak piwa czy innych trunków wywoływał u nich flegmę i choroby żołądka. W czasach saskich używa się wody do mycia rąk podczas biesiady, nieufność wobec szkodliwości wody pozostaje. Oczywiście ludzie pośledniejszych stanów pili wodę, chociaż także woleli piwa czy gorzałkę.  Uważano, że obyczaj staropolski wymagał wlewania wody do miednic, tylko do płukania rąk a nie do picia. Mówiono – przodkowie nasi tak wykorzystywali wodę, a więc i my tak postępujmy. Bo ta woda taka niepewna, „burząca się” w trzewiach, zakłócająca trawienie, wywołująca bóle brzucha i głowy.

 

PIWO OD PRAGNIENIA, WINO Z GORZAŁKĄ RAZEM

Trunki często mieszano pijąc na przemian najpierw piwo a potem wódkę albo łącząc je we wspólnym naczyńku – tak postępowano w zamożniejszych domach. Upijano się szybko w sytuacji mniej zasobnych stołów, bo mniej przekąszano tylko dużo pito. Wedle Jędrzeja Kitowicza niezamożną szlachtę upijano winem z gorzałką, a piwo podawano dla ugaszenia pragnienia. ”Pijąc tedy na przemianę wina z gorzałką, drugi raz piwo, prędko się i niewielkim kosztem popili” (cytat za Bystroniem z J.Kitowicza). Chłopi korzystali z karczmy i upijali się piwem i gorzałką, ale przecież nie czynili tego permanentnie, bo przecież ciężko pracowali na roli, we własnym gospodarstwie i pańskim folwarku.

 

CEREMONIAŁY PICIA PIWA. NARÓD RYCERZY KUFLOWYCH

Zamożni pili lepsze wina i piwa, na czczo wypijali kieliszek wódki, przy posiłkach wielkie ilości. Tym stulecie to nie różniło się od poprzednich, ogólna aura sprzyjała piciu, bo zachęcano do kosztowania nalewek, specjałów pani domu, wódeczek, piweczek i mikstur.(SKĄD MY TO ZNAMY?) Przy chorobach stosowano „medykamenty” w rodzaju gorzałki, ziołowych wódeczek, małmazji, miodów i poprawiano niezastąpionym staropolskim PIWEM. I chory zdrowiał albo i nie, przynajmniej pod rauszem, w miłej świadomości cudownej mocy piwa, wina i innych trunków. Gdy zjawiło się kilkoro szlachty, nawet niezamożnej to wedle Kitowicza beczka piwa wsadzona w komin bywała wysuszona do dna do ostatnich drożdży. Potrafili wypić 50 garncową beczkę I poprawić gorzałką i iść spać, jako chlubni przedstawiciele narodu rycerzy kuflowych. Wszelkie awanse, sprawy rodzinne, publiczne załatwiano przy alkoholu, płynął on hektolitrami w okresie przedwyborczym np. w czasie wolnej elekcji. Szczyty pijaństwa osiągały swe apogeum za czasów Augusta II Mocnego, który słynął z organizowanych przez niego i dwór królewski orgii pijackich. Znanych birbantów nagradzał starostwami a nawet przyznawał niektórym order Orła Białego. Wielkim opojem i biesiadnikiem był Radziwiłł „Panie Kochanku”, wśród pijących potężnie byli dygnitarze duchowni narażający się na śmieszność w sytuacji wypełniania funkcji sakralnych. Stanisław Albrycht Radziwiłł człek wielkiej pobożności, relacjonował, że uczestniczył w nabożeństwie, na którym był król i Senat, a odprawiający mszę świętą biskup posiadał jeden tylko atrybut trzeźwości – infułę na własnej głowie.

 

BIESIADNE OBYCZAJE SZLACHECKIE – POBOŻNE PIJAŃSTWO

Ucztowano w domowych warunkach, w dworkach szlacheckich przyjmując gości i rozpijając do woli, w okresie elekcji, sejmików i sejmów, w żołnierskim towarzystwie czy wśród członków palestry. Mocną głową się szczycono, umiejętność picia piwa i innych alkoholi była niezaprzeczalnie zaletą towarzyską, plotki o takich „zuchach” niosły się wdzięcznym echem po całej Rzeczypospolitej. Było jednak zjawisko szczególnego rodzaju, o którym słuchamy z pewnym rozbawieniem lub zdziwieniem, mianowicie pobożne pijaństwo, którego ideą było towarzystwo osób duchownych – zakonników i księży.  Przywołuje ten przykład Kuchowicz opisując niejakiego kasztelana Borejko, pobożnego pijusa, ucztującego w gronie zakonników z najbliższych klasztorów, przy czym uczty te trwały kilka dni, po takiej gościnie wracali duchowni do klasztorów z odpowiednią szczodrą jałmużną. Lubił kasztelan wychodzić także na rozstaje dróg gdzie w specjalnie dla niego skonstruowanej kapliczce siadał z różańcem w ręku i zabunkrowanym alkoholem – zatrzymywał każdego i zmuszał (albo i nie) do picia, do zupełnej utraty zmysłów.

 

KIELICH KRAJCZEGO KORONNEGO ADAMA MAŁACHOWSKIEGO – Z NAPISEM „CORDA FIDELIUM”

W czasach saskich było wielu amatorów „ognistych trunków” ot choćby sławny w świecie staropolskim krajczy koronny Adam Małachowski. Zmuszał gości do wypijania ogromnych ilości alkoholu, posługując się osobliwym kielichem, półgarncowym, z napisem „ corda fidelium ” (wierne serca). Z reguły gość przybywający w jego progi musiał pić z tego naczynia do dna, gdy nie dopijał nalewano mu od nowa – takie praktyki mogły kończyć się sporym uszczerbkiem na zdrowiu a nawet groziły utratą życia i prawdopodobnie dochodziło do takich sytuacji w rezydencji magnata – Bajkowej Górze. Magnata naśladowali szlachcicie, mieszczanie, ludzie prości, bo przecież gardła jednakowe, choć możliwości już nie. Myślę o finansach.

Ta epoka saska a potem stanisławowska jest niekończącą się opowieścią o umiłowaniu PIWA, WINA, GORZAŁKI, MIODÓW W ILOŚCIACH POTĘŻNYCH – FILOZOFICZNE TŁO TYCH CZASÓW SPRZYJAŁO WESELENIU SIĘ I DYSPUTOM PRZY STOŁACH, obalanie mitów i stereotypów, „miażdżenie” autorytetów szło w parze z kosztowaniem piwa i gorzałki. Reszta nie była milczeniem a tylko smakowym dopowiedzeniem (grzane wina, miody sycone na przykład). Pozostańmy, więc jeszcze w aurze wieków oświeconych, co unaoczni nam kolejny felieton marcowy.  

 

Autor: Maria Falińska