XVIII – OSIEMNASTOWIECZNE „NAMASZCZANIE” PIWEM – POZNAŃSKIE PORZĄDKI PIWNE.

TAK NA WSTĘPIE: TRADYCJA , TO CO DOBRE, DAWNE PRZEPLATA SIĘ Z NOWOŚCIAMI CZASÓW SASKICH (1697-1763) I EPOKĄ KRÓLA STASIA –STANISŁAWA AUGUSTA PONIATOWSKIEGO (1764-1795).

          W XVIII stuleciu nadal funkcjonowała gospodarka folwarczno-pańszczyźniana , a fachowa literatura rolnicza autorstwa Haura i Gostomskiego dostarczała  wielu cennych rad gospodarzom , w tym o produkcji i spożyciu piwa.  Nadal korzystano z pól, łąk, lasów, stawów bazując na własnych zasobach, preferencjach smakowych, przyzwyczajeniach, tradycji w zakresie produkcji i spożywania pokarmów, także napojów : piwa, wina i gorzałki. Apteczki domowe zapełniane  alkoholem  i przysmaczkami stały otworem przed domownikami i gośćmi , tak mężczyźni jak i kobiety sięgali po nie często, przynajmniej do czasu aż w Oświeceniu pojawi się kawa wypierająca, zwłaszcza wśród kobiet, alkohol(choć nie do końca ). Kufle, kufelki, dzbanki, stągwie, szklanki, szklanice, flasze, flaszki, rynienki a nawet damskie trzewiki (raczej panieńskie z których w trakcie uczty w XVII i XVIII stuleciu wypijano toasty!) służyły  miłośnikom piwa i wina – każde naczynie było dobre bo pozwalało cieszyć się trunkami i serwować je gościom. Aura stulecia XVIII mimo wielu wojen, epidemii i głodu sprzyjała weseleniu się w miłej kompanii, piciu ponad miarę, układaniu facecji, krotochwilnych wierszy, przysłów, pieśni (w rodzaju: „piwo, piwo,  piwo musi być/ gdy nie ma piwa, głowa się kiwa/ piwo, piwo, piwo musi być!). Przyjmowano gości, celebrowano wesela i chrzty w czasie spokojnym od zawieruchy wojennej, chociaż upadek ojczyzny, tj. kolejne zabory 1772, 1793, 1795 wywoływały u wielu ataki pijaństwa (rozpacz, poczucie krzywdy, zawstydzenie?) pochłaniania w dużych ilościach piwa z gorzałką lub z winem.                                                                                                                             

 

ACH  TEN WIELKI „ARCYBIRBANT” AUGUST II MOCNY I JEGO KOMPANIJA

       Jak wspomniałam August II Sas był władcą uwielbiającym uczty, bale, był arcybirbantem , cały drezdeński dwór uczestniczył w szale karnawałowym, szalonych biesiadach, orgiach opilstwa. Od zawsze nie lubię tego władcy (strzelał dla przyjemności z okien pałacu Saskiego do kotów i psów – wedle Władysława Konopczyńskiego)  i pamiętam własne zdumienie, gdy w latach siedemdziesiątych zwiedzając Drezno spostrzegłam posąg cały ze złota – był to August na koniu, ”mój” nielubiany król , ale akceptowany i kochany przez Drezdeńczyków. Władca był chodzącą reklamą trunków piwa i wina powiedzielibyśmy dzisiaj, a ówcześni pamiętnikarze (Jędrzej Kitowicz, Adam Moszczeński) i literaci podnosili te królewskie preferencje. Umiłowanie trunków przez króla mogliśmy zaobserwować w ekranizowanej powieści Stanisława Ignacego Kraszewskiego „Hrabina Cosel” ze świetną rolą Mariusza Dmochowskiego jako Augusta II.  Szał karnawału   w Dreźnie, alkohol, maski, szalone tańce i galopady- dwór się bawił ze swoim królem, co usilnie krytykowała matka króla wychowująca następcę tronu; jednak drezdeńczycy uwielbiali te rytuały biesiadne wprowadzające szaloną radość i niepohamowane bachiczne dokonania (które przekreśli okupacja Drezna przez Prusaków).   

 

DROGIE, CIĘŻKIE PIWO ANGIELSKIE – PORTEROWE  WĘDRÓWKI  W RZECZYPOSPOLITEJ  XVIII STULECIA.

       Porter butelkowany w Londynie sprzedawany był w Warszawie, w magazynach „angielskich”, popularnych w XVIII wieku, a zapłatą była  polska pszenica, drzewo masztowe, potaż, wańczos . Duże zapotrzebowanie na angielskie piwo wywołało pewną metamorfozę rodzimego  rynku zbytu –  zaczęto je wyrabiać na miejscu, w Polsce. Pierwszym inicjatorem tej produkcji w połowie XVIII wieku był koniuszy Wielopolski. Inną metodą propagowania sprzedaży angielskiego piwa był zbyt  otwockiego, wilanowskiego i inflanckiego piwa jako gatunków piwa angielskiego . Jak informuje Jędrzej Kitowicz („Opis obyczajów za panowania Augusta III”) szacunkiem darzono piwo angielskie (zwłaszcza w Krakowskiem i Sandomierskiem).  Według Jana Stanisława Bystronia w drugiej połowie XVIII stulecia piwa krajowe traciły na wartości, spychano je do rzędu trunków pijanych przez ludzi prostych i ubogich. W Wielkopolsce znaczną estymą cieszyło się piwo grodziskie, jasne, lekko musujące, bowiem lekarze przydali mu etykietkę środka leczniczego, w rodzaju musującej  wody  mineralnej , lekkiej , smacznej i słabej, cienkiej  nie wywołującej stanu zamroczenia alkoholowego. Żartowano z piwa mazowieckiego, które biedni Mazurzy wypijali w dużych ilościach, jako piwa tanie i „lurowate”, ale wystarczające dla tych, którzy mieli „chude sakiewki”, a wiec mało grosza.  Pocieszyć się piwem angielskim nie mogli bo było zbyt drogie, nie na ich stoły i możliwości finansowe. Mogli wysłuchać natomiast  znanego w poprzednim, XVII stuleciu wiersza Wacława Potockiego (nie cierpiał Mazurów!) , który zacytujemy w ślad za Bystroniem: „Jest ci w Polsce bóg piwny. Piwoszem się zowie/ Ale go ułapili w Czersku Mazurowie./Niechże się swoim szczycą , co im gęby krzywi.” Wiek XVIII powielał znane rzeczy z poprzednich epok, przydając w Oświeceniu więcej ironii, krytyki i zgryźliwości –  piwo czerskie scharakteryzowane zostało  w piosence o Mazurach, którzy w „Czersku na złym piwsku” popili się. W tej epoce krytykującej krajowe piwa, znaleźli się obrońcy starych obyczajów, starego, polskiego piwa, zwłaszcza, że konkurencję kreowały wina polskie i zagraniczne, miody i angielskie piwo.(głos obrończy dołączył Ignacy Krasicki w swych „Listach”).

 

POZNAŃSKIE PORZĄDKI PIWNE W XVIII WIEKU. CHCIAŁOBY SIĘ RZEC POZNAAKÓW WĘDRÓWKI PO POZNANIU I OKOLICZNYCH MIASTECZKACH I PRZEDMIEŚCIACH.

       Nawały wojenne, klęski elementarne (zarazy, powodzie) z początków XVIII stulecia wywołały  wysiłki podjęte w dalszych latach tej epoki filozofów, literatów, uczonych, w kierunku odbudowy i ożywienia gospodarki Rzeczypospolitej. Chodziło o handel, rzemiosło, gospodarkę miejską i wiejską, reformy rolne, aktywizację podmiejskich miasteczek  i przedmieść koniecznych dla prawidłowego rozwoju ośrodków miejskich. W przypadku mojego rodzinno-rodowego Poznania wzrosło znaczenie na przykład  Chwaliszewa, będącego  największym dostawcą piwa i innych alkoholi na poznański rynek (choć ludzie kupowali tam także mięso i mąkę). W „Dziejach Poznania” nad którymi pracowaliśmy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, znajdziemy analizę produkcji i  zbytu żywności w grodzie poznańskim i miasteczkach, która  nie podlegała jurysdykcji miejskiej, bowiem stanowiła fragmenty  łączącego się organizmu miasta. Obie te części zostały scharakteryzowane pod kątem produkcji i konsumpcji piwa, przy czym obserwujemy niestety stały spadek produkcji piwa w samym mieście, przy wzroście produkcji na przedmieściach, zwłaszcza w obrębie  Chwaliszewa.

 

ŚWIAT POZNAŃSKICH PIWOWARÓW I CHWALISZEWSKICH TEŻ.

       Piwowarzy poznańscy w latach dwudziestych XVIII wieku produkowali średnio mniej więcej 14-15 tysięcy beczek piwa  rocznie , co oznacza 3 miliony litrów tego napoju, w latach trzydziestych około 12 tysięcy beczek, a w latach 1761 – 1762 tylko 6 tysięcy  beczek bo był nieurodzaj i ceny zboża poszły w górę. Lata 1785-1787 są okresem rosnącej produkcji piwa do ok.11 tysięcy beczek rocznie. Według danych badaczy w  latach osiemdziesiątych średnia, roczna produkcja piwa obejmowała 11 tysięcy beczek  (41%) i tu chodzi o piwowarów poznańskich, także  piwowarzy    chwaliszewscy produkowali 11 tysięcy beczek, zaś szlachta i duchowieństwo ok.3 tysięcy  (10,6%). Przywóz piwa spoza miasta, przede wszystkim z Grodziska,  obejmował  2 tysiące beczek rocznie tj. 6,5%. Na rynku obecna była pewna ilość piwa produkowanego nielegalnie lub półlegalnie .

        Reasumując powiemy , że w  Poznaniu, na rynki trafiało  7 MILIONÓW LITRÓW PIWA ROCZNIE, zaś średnia konsumpcja dzienna piwa obejmowała ok.2,5 litra (na wsiach podobnie – 2,3 litra). Jeśli chodzi o stronę prawną, legislacyjną, to w 1771 roku podkreślano wyraźnie, że prawo szynkowania piwa i wódki mają tylko członkowie cechu piwowarów, kupcy i urzędnicy  miejscy, natomiast inni winni zaniechać  warzenia i wyszynku piwa i wódki, koncentrując się na wyuczonym rzemiośle.  Omijano to rozporządzenie, bowiem 29 stycznia 1772r. ponownie przypomina się o prawie szynkowania piwa i wódki przez wymienione wcześniej osoby i instytucje. Nie przestrzegano zbyt pilnie dekretu króla Augusta III z 1736 roku nakazującego  produkować piwo w jurydykach i przez szlachtę posiadającą domy w mieście. Okoliczne miasteczka i przedmieścia  Poznania dostarczały na rynki głównie żywność i piwo i to w konkurencyjnych cenach, co wywoływało sprzeciw piwowarów, rzeźników i piekarzy. Ich apelacje były jednak nieskuteczne, a to za sprawą nieuczciwych szlachciców, którzy żywność i piwo sprzedawali jako towary wyprodukowane we własnych dobrach.  Ratusz więc milczał, a w każdym razie udawał, że nie łamie się prawa.

 

METAMORFOZY RZEMIOSŁ CECHOWYCH

      W pierwszej połowie XVIII wieku rzemiosło cechowe Poznania przechodziło pewną metamorfozę, oznaczającą znaczące zróżnicowanie ekonomiczne i społeczne w obrębie całego rzemiosła, jak i wewnątrz cechów określonych gałęzi wytwórczości. Poza tym, co warto podkreślić, rzemieślnicy posiadający kapitał pozyskiwali prawo wolności przemysłowej,  co oznaczało, że obok podstawowej działalności cechowej, uczestniczyli w innych dla siebie lukratywnych przedsięwzięciach rynkowych. To wspomniane zróżnicowanie ekonomiczne wewnątrz cechów obserwujemy w CECHU PIWOWARSKIM, bowiem od 1730 roku, po tym jak do cechu przyłączył się cech słodowników mamy do czynienia z rozbiciem na dwie grupy. Po pierwsze na piwowarów bogatych a po drugie na biedniejszych traktowanych jako najemni pracownicy. W tym kontekście warto zatrzymać się na chwilkę nad sprzedażą detaliczną wódki, ale to zanalizujemy w felietonie kwietniowym. 

 

Autor: Maria Falińska