XX – JESZCZE REFLEKSJI PARĘ O PIWIE W XVIII STULECIU – CECHY W MIASTACH, MANUFAKTURY MIESZCZAŃSKIE . SZLACHECKIE PRZYZWYCZAJENIA PIWNE. ZABAWY KARNAWAŁOWE Z PIWEM I GORZAŁKĄ

POZNAŃSKIE PIWO I POZNAŃSCY PIWOWARZY.

      Zacznijmy jednak od sprzedaży detalicznej wódki , która w I połowie XVIII wieku w Poznaniu była regulowana decyzjami gospodarczymi dotyczącymi produkcji własnej jak i wódki  przywożonej z zewnątrz. W 1733r. wódkę szynkowano w 41 punktach sprzedaży na terenie miasta i zajmowało się tym 17 kupców, 21 PIWOWARÓW i 13 rzemieślników (głównie krawcy i szewcy). W dalszych latach tegoż stulecia rzemieślnicy innych gałęzi wytwórczości podjęli wysiłki by zarabiać na produkcji i sprzedaży piwa i handlowaniu. Upływające lata będą jednak świadkami załamywania się feudalnych porządków społeczno-gospodarczych, narastających konfliktów wewnątrz  cechów , trudności w usamodzielnianiu się czeladników (pojęcie „wiecznych czeladników” i zła  kondycja materialna tychże!).

      Koniec stulecia przyniesie rozwój manufaktur, które w Poznaniu należały głównie do mieszczan, podczas, gdy w innych częściach kraju do króla i  magnatów . Manufaktury poznańskie skoncentrowane na obróbce surowców i towarach powszechnego użytku były bardziej praktyczne i zespolone z rynkiem niż wspomniane królewskie czy magnackie wytwarzające luksusowe towary. Nadchodził czas kapitalizmu, powszechnej produkcji wielu artykułów spożywczych i napitków (piwa i gorzałki), przedmiotów codziennego i niecodziennego użytku.

 

POSIŁKI I TRUNKI MIESZCZAN W XVIII WIEKU

     W pierwszej połowie XVIII wieku regionalny przemysł spożywczy zaspokajał potrzeby mieszkańców Poznania w zakresie trunków – piwo sprowadzano z Grodziska a wódkę ze Skoków, Wągrowca, Lwówka, Chodzieży i Łasku. Wśród trunków sprowadzanych na lokalny rynek znajdowały się także wina: węgierskie, francuskie i ruska wódka. Jeśli idzie o pożywienie to było ono zróżnicowane, w zależności od zamożności mieszkańców. Mieszczanie o skromniejszych dochodach jadali na naczyniach miedzianych, cynowych i głównie glinianych. Posiłki bywały trzy: śniadanie, w południe obiad oraz kolacja pomiędzy szóstą a siódmą, oczywiście wieczorem. Niektórzy przygotowywali drugie śniadanie i podwieczorek,  i wówczas jadano razowy chleb z twarogiem lub serem oraz  wypijano KWARTĘ PIWA (kwarta to około 1 litra). Uboga kuchnia obejmowała chleb, mąkę, kasze, groch, śledzie, sery, masło solone, tańsze gatunki mięsa oraz PIWO. W praktyce z tych produktów spożywano bigos, pierogi, różne zupy i  przegryzano dużymi porcjami chleba popijając piwem, którego spożycie jak wspomniałam wynosiło około 2,5 litra na mieszkańca. W święta urozmaicono jadłospis o drób, biały chleb i mięsne potrawy, popijano wino uważane za towar luksusowy. Na co dzień bowiem  pito piwo i rozmaite gatunki wódki, zamożniejsi gromadzili alkohol w domu by wyjmować go przy różnych okazjach rodzinnych. W czasie postu na stołach mieszczan pojawiały się ryby. Warto zaznaczyć, że w tym stuleciu mało jeszcze dbano o higienę , mięso sprzedawano w brudnych jatkach, a piwo niekiedy warzono ze stęchłego zboża. Wywoływało to epidemie bo i woda bywała często nieświeża.  Menu ludzi zamożnych i szlachty było bogatsze w białka, węglowodany, jadali lepsze gatunki mięs i ryb, pijali lepsze jakościowo trunki: piwo, wino i gorzałkę.

 

PIWOWARZY LUDŹMI ZAMOŻNYMI (  WEDLE INWENTARZY MIESZCZAŃSKICH   XVIII WIEKU)

       Pozostając nadal w XVIII-wiecznym Poznaniu  widzimy tam cztery grupy majątkowe, z których pierwsza objęła ludzi o dochodzie powyżej 30 tysięcy złotych. Byli to najbogatsi kupcy i bogaci PIWOWARZY , przy czym ci ostatni trudnili się także handlem. Drugą grupę tworzyli ludzie o majątku wartym od 10 do 30 tysięcy  złotych.  Byli to kupcy, PIWOWARZY, zamożni rzemieślnicy i szlachta pełniąca obowiązki ławników i rajców. Trzecią i czwartą grupę tworzyli rzemieślnicy i drobni kupcy i ich majątek szacowano od 2 do 10 tysięcy złotych i do 2 tysięcy złotych. Poza tymi grupami byli jeszcze ludzie ubodzy nie posiadający zbyt wielu dóbr materialnych , bądź wcale, gromady bezdomnych,  żebraków, bezrobotnych. Im piwo smakowało nawet najlichsze, bo nie mieli pieniędzy a tym samym możliwości  wyboru. Więc było im wszystko jedno, niekiedy    pochłanianie dużych ilości piwa przynosiło im ulgę i zapomnienie.

 

TENDENCJE ROZWOJOWE W GOSPODARCE RZECZYPOSPOLITEJ SZLACHECKIEJ  XVIII W.  (MODELE GOSPODARCZE FOLWARKU PAŃSZCZYŹNIANEGO).

      W tym stuleciu, a zwłaszcza w drugiej jego połowie następuje zrównoważenie wpływów rynków zewnętrznego i wewnętrznego na rolnictwo, część popytu na rynkach wewnętrznych zgłaszana była przez dwór szlachecki propagujący produkcję alkoholu (piwa i wódki) w oparciu o zboże. W związku z tym ceny piwa i wódki wzrastały w o wiele większym stopniu niż ceny zbóż. Przykładem może być Gdańsk, gdzie cena za pół beczki piwa (1 tona) w pierwszym 25-leciu XVIII stulecia wyniosła 8,6 zł, a w ostatnim 13,7 zł, zaś cena jednego „oma” (nieco więcej niż pół beczki) wódki żytniej wzrosła średnio z 25,6 zł w 1-szym ćwierćwieczu do mniej więcej 63 zł w ostatnim ćwierćwieczu. W związku z tym, szlachta rozszerzała procesy  propinacji we własnych majątkach. W świetle źródeł propinacja w dobrach szlacheckich przynosiła właścicielom przeszło 30% dochodów pieniężnych (nie dawała podobnych korzyści gospodarce krajowej i gospodarstwom chłopskim). W Polsce nadal dominował folwark pańszczyźniany i styl życia powiązany niemal organicznie z jego  produkcją, folwarki nakierowane na zbyt krajowy mieściły się w modelu folwarku wewnętrznego, te wysyłające zboże na zachód tworzyły  model zewnętrzny, ekspansjonistyczny. W obydwu typach warzenie piwa i jego spożywanie mieściło się w dobrze pojętym interesie szlachty, który wykraczał poza przyjemność, obowiązek, przyzwyczajenie – krąg chętnych obok magnaterii i szlachty obejmował przyzwyczajenia mieszczan, w  dalszej kolejności chłopów. Podstawowy napitek – piwo, związany był z rolniczymi powinnościami i w znacznej mierze oznaczał przywiązanie do tradycji  rodowo-szlacheckiej, bowiem wiek XVIII powielał i utwierdzał piwoszy w używaniu napitku na co dzień i od święta, tak jak to czynili przodkowie.  Czasami pomagał w tym myśleniu czas karnawału, wesołych konceptów, strumieni piwa i gorzałki, czasami instytucja   kuligu,   o którym nieco obszerniej wzmiankować warto, bo w zabawie zacieśniały się relacje międzyludzkie, sąsiedzkie, towarzyskie.

 

KULIG SZLACHECKI, KULIG MAGNACKI  (CHOĆ WŚRÓD UCZESTNIKÓW NIE BRAKOWAŁO I POSPÓLSTWA – MUZYKANTÓW, ŚPIEWAKÓW, CZELADZI) OJ POLEJĄ SIĘ STRUMIENIE PIWKA I WÓDECZKI! OJ USŁYSZYMY PIEŚNI I OPOWIEŚCI SZLACHECKIEGO BARDA.

      Myślę, że i dzisiaj zachwycilibyśmy się jazdą saniami, wraz z rodziną, przyjaciółmi (dawniej także z czeladzią, bo ktoś musiał usługiwać), tym bardziej, że u kresu tej eskapady znajdował się dom najbliższego sąsiada, gdzie szlachcic znajdował obfity stół i piwniczkę zasobną w trunki z piwem i gorzałką na pierwszym miejscu. Po wypiciu i wyjedzeniu zapasów, kulig ruszał dalej po nowe przysmaki do kolejnego sąsiada. Niezwykle wystawne bywały magnackie kuligi z muzykantami, ogromną ilością alkoholi i pokarmów, okraszane balami, iluminacjami, zabawami. Niekiedy kulig kończył się bijatyką, co w okresie saskim nie było rzadkością – piwo i gorzałka wypijane w wielkich ilościach burzyły krew, że „aż się ze łbów szlacheckich kurzyło!” Najsławniejsze kuligi brawurowe bywały w województwie rawskim, gdy spokojny, łagodnego usposobienia  nieznajomy znalazł się w takim krewkim towarzystwie nieraz niestety oberwał, czyli jak mówiono  „zbito go na kwaśne jabłko”, bo nie przystawał do tak zacnej i krewkiej kompanii szlachciców. Gdy był to okres zimowej aury, pięknie wyglądały zaprzęgi sani, konie, ludzie ciepło ubrani w szuby i okryci futrami, pochodnie rozpraszające ciemności, okrzyki, śpiewy, śmiechy kobiet – zaczynał się czas zabawy – TEMPORE BACHANALIORUM !

 

COMBER KRAKOWSKI. COMBER !!!

      Bywały także inne zabawy związane z zapustami w okresie staropolskim, myślę tutaj o słynnym krakowskim combrze organizowanym w tłusty czwartek przez przekupki tego sławnego grodu. Te sprytne kobiety tańczyły na krakowskim rynku potrząsając gałęziami z choiny, w której tkwiły skorupki jaj. Zaczepiały  nieznanych mężczyzn i wciągały do tańca. Kto nie chciał tańczyć musiał się wykupić, a biedni jak podaje Jędrzej Kitowicz: „Chudeuszowie i hołyszowie dla jadła i łyku sami się narażali na złapanie.” Szukały zwłaszcza mężczyzn, którzy nie zdążyli wejść w związki małżeńskie, tych wciągały w szalony wir tańca i poiły piwem, delikwent „tańcować” musiał całą nockę. Trafił się elegant w cienkich pończochach i bucikach jadący w karecie – ten dopiero wił się, pocił, uciekał, wreszcie sakiewka pomagała w powrocie do pojazdu i ucieczce.

 

A W GDAŃSKU SŁAWETNYM…

      Cechy rzemieślnicze i gildie kupieckie organizowały w Gdańsku  zapusty wykorzystując pomysły karnawałowych przebierańców: stroje  Murzynów (cech kuśnierzy), topory rzeźników, sceny z życia różnych cechów, wśród których szczególną atrakcyjnością cieszyły się pochody snycerzy i kowali. Kolorowe pochody ciągnęły przez całe miasto rozigrane i weselące się czasem obfitości, zabawy i trunków. Duże polskie miasta, te zamożne jak Poznań, Kraków, Gdańsk organizowały bale karnawałowe i wielkie przyjęcia z alkoholem – piwem, gorzałką i gatunkami różnymi wina. W Gdańsku Dwór Artusa był miejscem zabaw, domy cechowe i prywatne domy patrycjuszy cieszyły się popularnością jako domy, w których urządzano przyjęcia i bale. Karnawał w wydaniu bogatego Gdańska cieszył się świetną opinią tak w XVII jak i XVIII stuleciu – dowodem tej wziętości była obecność królów na tych biesiadach. Konkurentem gdańskich bachicznych występów był karnawał w Warszawie pod koniec XVIII wieku, w której bale wydawali magnaci i patrycjusze, a więc wykwintne kolacje, maski, trunki jako  niewątpliwe  atuty  dobrej zabawy. Plebs miasta także dla swego grona urządzał przyjęcia – byli to czeladnicy, którzy zapraszali do tańców córki mistrzów cechowych. I dalej w tany!

      Oj zasiedzieliśmy się w tym okresie zapustów i ostatków, powoli zatrzymujemy się, by w felietonie majowym „pożeglować” dalej od znikającego na horyzoncie dziejów wieku oświeconych do stulecia, które uwierzyło w swą doskonałość – stulecia XIX.