XXI – „DYSKRETNY UROK BURŻUAZJI”

PRZYJĘCIA, RAUTY, BALE. UPRZEMYSŁOWIENIE I NOWE TECHNOLOGIE. O NACZYŃKACH DO PIWA I INNYCH ALKOHOLI WARTO WSPOMNIEĆ W KONTEKŚCIE „KLUBU PICKWICKA” CHARLESA DICKENSA

A  WILEGIATURA, CZY JĄ ZNAMY?

          Rauty to już zgromadzenia większej ilości osób, zaproszeni goście w świecie burżuazji bawią się na salonach, pijąc drogie trunki, jedząc wykwintne potrawy – szelesty sukien, śmiechy, bon moty, dysputy polityczne, gwar rozmów na błahe albo  ważne tematy.  Ludzie zamożni bywają na salonach, przyjęciach bardziej kameralnych, ot  tak parę bliskich sobie osób. Świętuje się narodziny dziecka, opija się zaręczyny, pije się podczas zaślubin, konsolacji, ważnych świąt kościelnych, rocznic narodowych, regionalnych.  Towarzyszą  tym uroczystościom alkohole mniej lub bardziej markowe w zależności od pozycji społecznej.  Piwo w tym kontekście jest przyzwyczajeniem, wyborem lepszej opcji smakowej a nawet kolorystycznej, chętnie pijane przez kobiety i mężczyzn wszystkich stanów.

          W świecie niemieckiej burżuazji, w rodzinie  Buddenbrooków urządza się luksusowe obiady i kolacje, nabożnie, po protestancku, obchodzi ceremonię świąt Bożego Narodzenia, ważne wydarzenia rodzinne mają swą elegancką oprawę, piwo jest znane tej zacnej rodzinie, przecież niemieckie landy obfitują w ten bursztynowy napitek. Czasami wyjeżdżają na wakacje, poza rodzinne  miasto do domów letnich, własnych bądź wynajętych. Podobnie jest w całej Europie. W rządzonej przez carów Rosji dochodzą do tego eskapady „na daczę” – na dzień lub na dłuższy czas. Bogata arystokracja francuska i rentierzy, którzy nie muszą siedzieć w dużych ośrodkach miejskich wyjeżdżają na lato do swych posiadłości wiejskich. Cały rok podzielony był na dwa sezony: sezon światowy czyli zimę  i wiosnę, oraz lato i część jesieni czyli WILEGIATURĘ. Burżuazyjny szyk i elegancja mają swe pierwowzory w życiu arystokracji, mieszkanie letnie pod  Paryżem jest modą, nakazem ale i przyjemnością przynajmniej dla żony, dzieci i służby, ojciec rodziny jeśli ma zajęcia w mieście musi regularnie dojeżdżać do miasta. Po powrocie korzysta ze świeżego wiejskiego powietrza, kuchni, schłodzonego piwa i wina. Przykładem może być burżuazyjna społeczność w Rouen, która posiada wiejskie domy, dokąd zaprasza się latem krewnych i przyjaciół , by wesoło i swobodnie biesiadować, jeść i pić, czasami ponad miarę. Podobnie w rodzinach angielskich, o których pisze zarówno  Charles    Dickens jak i  William Makepeace Thackeray (1811-1863).  Ten ostatni zasłynął szczególną pozycją w literaturze – napisał księgę snobów, sam siebie nazywając snobem. Zajrzyjmy więc tam, do powieści ironizującej na temat wielu przyzwyczajeń Anglików, w tym przywiązania do   rytuału picia herbaty lub piwa.

 

WILLIAM M. THACKERAY I JEGO „KSIĘGA SNOBÓW”

         Książka, którą posiadam od dziecka, wydana była w latach pięćdziesiątych ze wstępem (tytuł „Zamiast przedmowy”) samego Stefana Żeromskiego. Opisuje między innymi snobów wojskowych, duchownych, uniwersyteckich, literackich, wiejskich , także snobów w relacji małżeńskiej czy  klubowej. W scenie odwiedzin dobrze urodzonego Goldmore`a (przewodniczącego towarzystwa ubezpieczeń „Precz z żółcią”) u ubogiego prawnika Graya, do obiadu podane jest piwo. Przynosi je na tacy w cynowym dzbanie żona gospodarza Fanny, a mała córeczka Polcia nalewa owo piwo, z tegoż dzbanka do szklanki gościa – budząc jego przerażenie, gdyż wątpi on w drobne rączki dziecka trzymające ogromny dzban.

         Smaczny obiad zjedzony w skromnych warunkach, skłonił gościa, dygnitarza Godmore`a, do pomocy zubożałemu prawnikowi – zleca mu on prace dla wspomnianego towarzystwa. Ze snoba stał się filantropem. I chwała mu za to! A piwko tylko rozluźniło atmosferę wspólnego biesiadowania i poprawiło humory i nastrój tak gościa jak gospodarza.

 

I CIĄGLE NIEZASTĄPIONY CHARLES  DICKENS

          Należy do moich najbardziej ulubionych jeszcze z dzieciństwa pisarzy. Powieść o zacnym  panu Pickwicku i jego przyjaciołach (panach: Tupmanie, Winkle i Snodgrassie)  znam na pamięć – „widzę” serwowany poncz i zimne piwo w kamiennych dzbanach, tak charakterystyczne dla klimatu tej opowieści, aczkolwiek i wódka z gorącą wodą, lub dobrze ogrzane porto bywa serwowane w rozmaitych okolicznościach, nawet w więzieniu za długi. Zabawny jest moment kosztowania  przez pana Pickwicka ponczu i sprawdzanie czy w tym trunku, nie ma pomarańczowych skórek , bo od nich robi mu się niedobrze. Oczywiście sprawdzanie polega na dokładnym opróżnianiu skórzanej butelki napełnionej ponczem. Piwo towarzyszy jego  słudze Samuelowi  Wellerowi , dla którego kufel zimnego, spienionego piwa i gazeta, stanowią formę relaksu, odprężenia i spokoju. Gdy na wycieczce w plenerze panowie, dżentelmeni, piją poncz, to służba (a wraz z nią, Sam Weller) rozkoszuje się  piwem i to  zimnym, bo  pod drzewem gdzie  przystanęli jest co prawda chłód, ale wokół jest gorąco i parno.

         Wódka i piwo w dziewiętnastowiecznej Anglii bywały nagrodą, elementem zapłaty, pocieszeniem towarzyskim, zaprzysięgłym towarzyszem codzienności. Alkoholicy – a sam ich wygląd przypominał o  nałogu, bo mieli czerwone twarze, czerwone nosy i zionęli oparami alkoholu,  wyglądając tak jak dickensowski odźwierny trybunału , czyli jak „wiśnia stoczona przez robactwo i wrzucona do wódki”. Ludzie ci tacy czerstwi  z pozoru, niby zdrowi, porównać dają się do dobrze wyglądającego a jednak nadgryzionego przez  korniki drzewo –  stanowili problem społeczny w angielskim świecie tak burżuazji i arystokracji, jak i sfer biedy i nędzy. Był to w przypadku biedoty zamknięty krąg losu, bo brak dochodów, złe odżywianie wzmacniało chęć mocniejszych napitków, by „zapić” to ubóstwo, kupno zaś trunków doprowadzało do jeszcze większej biedy i pozbywania się z domu potrzebnych rzeczy a nawet sprzętów.

         Przykładem folgowania sobie w  nadmiernym piciu, są dwaj studenci medycyny Bob Sawyer i Ben Allen, którzy wykorzystują nawet leczniczy spirytus i naczyńka laboratoryjne by raczyć się spirytualiami i upijać do nieprzytomności, przed całkowitą zatratą a nawet marnym końcem chroni ich wyjazd na kontrakty do kolonii angielskich. Sądzę, że problem pijaństwa wśród młodych ludzi w dziewiętnastowiecznej Anglii nie był błahy, i nie przypadkiem autor przywołuje do literackiego bytu postaci młodych chirurgów, którzy wykazują dużą znajomość trunków i korzystają z niej ( z tej wiedzy) obficie.  Interesujące są rodzaje naczyń, które używa się przy piciu piwa lub gorzałki, więc warto przyjrzeć się im bliżej.

 

BUTELKI, FLASZE I FLASZKI, SZKLANKI, DZBANY, KIELICHY, MISY, KUFLE, KADZIE –  CZYLI W CZYM PIJANO TRUNKI A ZWŁASZCZA PIWO W XIX –WIECZNEJ  ANGLII.

        Na początek warto wskazać na  butelkę zawierającą cenne napitki  – o butelce mówiono: „..butelka drzemie, zmuśmy ją do krążenia jak słońce.” W butelkach znajdował się alkohol, używano ich w okolicznościach raczej relaksowych, zabawowych, uroczystościach rodzinnych i świątecznych. Butelki stawiano na stole wraz z deserem, po uprzątnięciu głównych dań, z butelek nalewano trunek do szklanek, byli amatorzy popijania z samej  butelki. „Butelka”, „butelczyna”, „buteleczka” nazwy pieszczotliwe dla przedmiotu zawierającego wszelkie możliwe trunki. W obiegu towarzyskim pana Pickwicka znajdowała się skórzana butelka z ponczem, w scenie prezentującej grabarza Grubba widzimy flaszkę, oplataną butelkę z wódką pochodzącą z przemytu. Mówimy także flasza, flaszka wyrazy być może lepiej brzmiące od butelki a kojarzące się pozytywnie z  zawartością.(choć nie musi to być trunek, może to być woda, mleko, soki). Szklanki w sposób oczywisty stawia się obok nakrycia gościa na przyjęciach domowych, ze szklanek pija się w gospodach, przysłowiowa szklanka wódki czy piwa pomaga na przykład w pisaniu listów w okresie walentynkowym do ukochanej osoby, szklanka wódki bywa częścią zapłaty za pracę praczki itd. Powiedzielibyśmy słowami Stanisława Witkiewicza „hop szklankę piwa!” i zabawa trwa.  

       Dzbany kamienne ze schłodzonym piwem kojarzą się właśnie z napitkiem serwowanym w upalne dni – takie piwo wspaniale gasi pragnienie, o czym wiedziała Anglia wiktoriańska. Piwo niefrasobliwie towarzyszy bohaterom pierwszo i drugoplanowym powieści Dickensa, odzwierciedlając rzeczywiste zapotrzebowanie na ten trunek, w XIX stuleciu.  Piwo zmieszane z winem w wielkiej bowli, wielkości miednicy, wystawione jest dla gości ziemianina pana Wardl`a w okresie bożonarodzeniowym; jeden z bohaterów powieści pan Jingle zachwala przyjęcie używając sformułowanie –„kadzie piwa –góry wołowiny” , co oczywiście oznacza wielkie ilości piwa i mięsa.

       Najpopularniejszym naczyniem, z którego popija się piwo jest jednak poczciwy kufel, symbolizujący piwo niejako z tradycji i obyczaju biesiadnego. Kufle są ozdabiane napisami, rysunkami, bywają piękne, fajansowe, porcelanowe, drewniane, metalowe, a wszystkie służą eksponowaniu piwa i gestom przyjaźni w trakcie libacji czy zwykłych przyjęć. Burżuazja budując swój wizerunek społeczny w części naśladuje arystokrację, dokładając własne elementy wynikające z wpływów rzeczywistości kapitalistycznej. Są to stroje, wyposażenie wnętrz, które jest bardziej nowoczesne. Naczynia nazywają się podobnie, ale przy masowej produkcji nawet na zamówienie, są tańsze, powszechniejsze, wymienialne. Dyskretny urok burżuazji roztacza swój społeczny czar na nowobogackich i upadłą arystokrację – dawne trunki  pozostają, choć różnicuje się ich gama. Ale generalnie piwo, wino i gorzałka z likierami są bohaterami wielu bali, przyjęć i rautów.  Burżuazja inwestuje, tezauryzuje i tworzy nowy świat kapitalistycznych elit. Pozostańmy w kręgu tej kultury, a więc do następnego majowego felietonu.

 

LITERATURA:

  1. Jan Stanisław Bystroń, Dzieje obyczajów w danej Polsce. Wiek XVI – XVIII. Wstępem poprzedził Janusz Tazbir, t. I  i  II. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.
  2. Karol Dickens, Klub Pickwicka. Przełożył Włodzimierz Górski. Uzupełnili Zofia i Wiktor Popławscy . t.1 i 2 .Wydawnictwo Muza, Warszawa 1995
  3. Dzieje Poznania do roku 1793. Pod red. Jerzego  Topolskiego, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, t. 1 Warszawa-Poznań 1988
  4. Historia życia prywatnego, tom 4. Od rewolucji francuskiej do I wojny światowej, p. red. Michelle Perrot, Zakład  Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław – Warszawa – Kraków 2006
  5. Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie XVII-XVIII wieku, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1975
  6. William M. Thackeray,  Księga snobów napisana przez jednego z nich. Państwowy Instytut Wydawniczy, Kraków 1950.     

 

Autor: Maria Falińska