XXVII – „PIWNA AUREOLA” SPOŁECZEŃSTW PRZEŁOMU XIX I XX STULECIA. WEZWANIA CYWILIZACYJNE SZCZEGÓLNIE GDY MIJA CZAS WOJNY. A STULECIE XX JEST ŚWIADKIEM DWU WIELKICH WOJEN.

Wielkie wojny dotykają ludzi w sposób szczególnie bolesny – to nie tylko legiony poległych żołnierzy i oczywiście rannych czy trwale okaleczonych młodych ludzi  – to także mnóstwo zabitych cywilów, straty materialne , strach trwający pokoleniami. W mojej rodzinie młodzi mężczyźni ginęli zarówno w czasie I  jak i II wojny światowej  pozostawiając bolesne niezagojone rany w pamięci pokoleniowej, rodzinno-rodowej . Zwycięstwa oprócz radości i satysfakcji czczono gorzałką i piwem nawet lichym, czas wojny czyni ludzi niewybrednymi chociaż dobrze gdy jest do dyspozycji dobry trunek – nieskażona wódka i szlachetne piwo.  Te ostatnie przynależą tym, którzy zwyciężyli, chociaż mogą być wielbicielami whisky, koniaku i markowego wina. Piwo, podstawowy, elementarny napitek ludzkości z różnych stron świata był z pewnością pociechą dla wielu, w tym dla zwykłych żołnierzy, czy mieszkańców terenów objętych wojną – w krańcowych wypadkach mógł i musiał wystarczyć za posiłek. „Piwna aureola” mówiąc językiem K.J. Gałczyńskiego roztacza się nad wszystkimi, którzy chcą, mogą, czasami muszą pijać ten szlachetny trunek. To także kwestia wyboru, rodzinnej tradycji, wrażliwości na określony rodzaj trunku , przyzwyczajenie i szukanie towarzyskich pretekstów i powiedzmy sobie kontekstów. W tym mieści się legenda krakowskiego „Zielonego Balonika”.   

 

MŁODOPOLSKIE UPODOBANIA PIWNE  – KRAKÓW WEDLE „ZIELONEGO BALONIKA” I „SŁÓWEK” BOYA.                        

      Zanim wejdziemy w dwudziestolecie międzywojenne (1918-1939), przyjrzyjmy się Galicji i szczególnie zjawisku jakim była kultura Krakowa i jej osobliwe tworzywo –  Młoda Polska –  osadzona w realiach  XIX stulecia. Kraków tak jak cała Galicja był miastem biednym „zapyziałym”, gdzie wiele nędzy odkrywały ulice miasta – brak wielkiego przemysłu a więc proletariatu, oznaczał prymat drobnomieszczaństwa, ludzi kościoła i arystokracji – obłuda, fałsz, nędza z lichotą dominowały w tej najbiedniejszej dzielnicy monarchii austro-węgierskiej.  Krytykowali to miasto intelektualiści tacy jak Wacław Nałkowski, Stefan Żeromski, Tadeusz Boy Żeleński, opisując biedę, brak perspektyw, fałsz religijnych uniesień. Alkohol zalewał gardła biednych i bogatych, lecz tym biedniejszym wypełniał żołądki, uspokajał dusze ale też wypłukiwał grosze z kieszeni, cóż terapeutyczna zależność pijących od trunków była i jest ponadczasowa. Modernistyczne nastroje budowały w mieście dwa dramaty Jana Augusta Kisielewskiego zatytułowane „W sieci” i „Karykatury”.   Sztuka „Karykatury” opisuje jak to „koliste, lśniące kieliszki szampańskie zapełniają się wrzącym płynem kawowym”  i gdy dyskutuje się o Ibsenie, Dostojewskim, Tołstoju, Munchu, gdy na tapetę wyjeżdżają Nietzsche, Strindberg, Bebel, Maeterlinck. Bogiem cyganerii krakowskiej był paryski Baudelaire i jego osobliwy satanizm .Paryski styl Baudelaire`a można było odtworzyć w Krakowie. Wedle Boya „Szynk, pijak w rynsztoku, tania prostytucja, zdechły pies gnijący na środku ulicy, starowinka kryjąca swą drżącą ruinę pod czarną mantylką, cmentarz, koty, organy i woń kadzidła, alkohol , księżyc, noc i – marzenie, marzenie…(..). Trupia cera bodlerowskiej muzy jakże harmonizowała z ówczesnym podwawelskim klimatem.”

 

A LEGENDARNY  STANISŁAW PRZYBYSZEWSKI…. PIWOGRÓDKI LETNIĄ PORĄ W KRAKOWIE

      W 1898 roku przybył do Krakowa mityczny, legendarny bard, zwany wodzem dekadentów -Stanisław Przybyszewski, deklarujący nowe zasady w rodzaju: „świat cały powstał z chuci”, czy „na początku była chuć”. Podporą filozoficzną tej moderny byli: Nietzsche oraz Schopenhauer, literackim bogiem słynny Strindberg. Młody Boy Żeleński towarzyszył pijackim przygodom Przybyszewskiego (absynt, piwo, wódka), zachwycił się oryginalną urodą Norweżki Dagny Przybyszewskiej . Poznał bohemę artystyczną Paryża i zasłynął „Słówkami” i kabaretem „Zielony Balonik” zajmującym salę restauracji „Jamy Michalikowej” w Krakowie. W tym teatrzyku debiutowali młody Schiller, Osterwa i Szyfman, sam teatrzyk rozpropagowany dzięki Boyowi był towarzyskim tyglem zabaw muzyków, malarzy, literatów i aktorów. W takim zacnym towarzystwie alkohol „lał się strumieniami”, towarzystwa dotrzymywali także młodzi konserwatyści z krakowskiego „Czasu” i  zapraszani mieszkańcy Krakowa. W czasie gdy „Zielony Balonik” powstawał , zryw młodopolski opadał, po 1905 (rewolucja w carskiej Rosji) nietzscheanizm przeoblekał swą postać  literacką, filozoficzną i estetyczną w wyznanie polityczne a sława Przybyszewskiego opadała i nikła.  Zainteresowanie wzbudzał Wyspiański z całym bagażem mitów wielkości i upadku ojczyzny.

      Wszyscy ci wielcy i pomniejsi nie oszczędzali sił i środków dla nasycenia się winem, piwem, czy innymi „spirytualiami”, prowincjonalny Kraków wzbudzał nostalgię ale bywał odskocznią do studiów zagranicznych na przykład w Paryżu. (pijacko i erotycznie szalał tam Staś Wyspiański wzbudzając nabożne zastrzeżenia wielbiącego go malarza Mehoffera). O piwie pisze w swoich sławetnych „Słówkach” Boy Żeleński . Spójrzmy na uroczy wierszyk zatytułowany „Jak wygląda niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego” : „By uniknąć ambarasu, /Wzięto rok za miarę czasu./ Dzielą go (bardzo wygodnie)/Na miesiące i tygodnie./ Tydzień znów z grubsza podzielę/ Na zwykłe dni i Niedzielę./ Do pracy są zwykłe dzionki,/ a Niedziela dla małżonki./W ten dzień by największa ciura/ Wyzwolona jest od biura./ Każdy ze swoją niewiastą / Rad wybiera się za miasto./Podaj ramię magnifice / I jazda z nią na ulicę./ Oczywista, że i dziadki/ Śpieszą obok swego tatki”.  A w dalszym ciągu wiersza o tej rodzinnej eskapadzie (pomijając kolejne wersy): „ Szczęściem wzbiera miejskie łono,/ gdy trawkę widzi zieloną./ Już was tylko przestrzeń krótka, /Oddziela od piwogródka.  / Ale kto ma liczną dziatwę , / Nic mu w życiu nie jest łatwe,/ Franio się przestraszył gęsi,/A Maryjka woła „ęsi”./ Brzusiowi pot spływa z czoła/ I co gorsza nic nie woła./. Wszystko mija   więc szczęśliwie/ Siedzicie wreszcie przy piwie.” A gdy w końcu wrócono do domu i kładziono się spać to: „ Patrzysz łakomie jak  żona/ Rozdziewa pierś i ramiona./ Słońce , wieś, Trawiata, piwo, myśli płyną ci leniwo./. A finał ekskursji całej: Nowy bąk za trzy kwartały.” Oczywiście jest to zjadliwa krytyka drobnomieszczaństwa   ułożona przez arcymistrza mowy polskiej  Tadeusza Boya Żeleńskiego  dobrze obeznanego z atmosferą Krakowa i Galicji, także amatora mocnych trunków serwowanych w krakowskich knajpach. „Słówka” można by rzec z ponadczasowym wdziękiem, kokietują niejedno pokolenie czytelników  i powiedzonka – kalambury w rodzaju: „bo paraliż postępowy /Najzacniejsze trafia głowy” lub słynny : „ Z tym największy jest ambaras,/ Żeby dwoje chciało na raz”; „Na co człowiek się naraża, kiedy ojca ma masarza”  itp. niełatwo zastąpić innymi  równie celnymi wobec śmiesznych zjawisk w życiu codziennym, wobec postaci z Parnasu sztuki, literatury i teatru czy zwykłych Krakusów.

      „Słówka” Boya sprawiały mi zawsze dużo uciechy, bo inteligencja połączona ze „słodką” ironią, która docierała do dawnego czytelnika, może dotrzeć i dzisiaj, do współczesnego. Kontekst piwny bywa tu wyborny, bo w Krakowie wiele było miejsc, gdzie można było spożyć do woli ten bursztynowy napój.(oczywiście nie tylko ten!). Do popularnych wierszy należy poemacik „Dzień p. Esika w Ostendzie”, w którym bohater jedzie do wód i zażywa przyjemności w rodzaju lekkich śniadań,  buszowania na plaży, przekąsek itp. Pisze o tym Boy tak: „Ostryga tłusta/ Wpada mu w usta./ Potem langusta, /Potem chablis:/ Otwiera paszczę,/Językiem mlaszcze/W brzuszek się głaszcze/ I dalej ji.” Później w szale przyjemności nie zapomnina jednak o finansach, wycofując się z zabaw w taki oto sposób:” Nie głupi Esik,/Swój pularesik/ Zapina gdziesik,/Ochłonął w mig;/ Płaci co żywo/ Za małe piwo,/Z miną złośliwą/Za drzwiami znikł.” (ta refleksja pojawiła się w sytuacji zainteresowania usługami kobiecymi w tamtejszym tinglu, zbyt kosztownymi dla typowego Krakusa).

      Piwne  atrakcje Młodej Polski konkurowały z przyjęciami, na których królował   stary koniak czy sławny „szampiter” tj .szampan, co oznaczało uroczyste uczczenie określonych wydarzeń osobistych  lub towarzyskich. Urok nieprzespanych nocy i przegadanych godzin oznaczał przygodę z alkoholem – piwem, wódką , winem itp.trunkami. Wzloty i upadki młodopolszczyzny odliczały ilości spożywanych napitków, wejście w dalsze epoki literackie potęgowało apetyt na nowe wyzwania alkoholowe z piwem na czele. Pójdziemy tym tropem.          

 

Autor: Maria Falińska